31 sty 2014

Happy??


Moje miasto już jest Happy!
(z Youtube'a pobrane)





Choć czuję się bardzo depresyjnie (a może właśnie dlatego!) ciągle mam świra na punkcie tej piosenki!!!!
Za chwilę mi pewnie przejdzie bo to za dużo i za często (chodzi mi o piosenkę, nie o moją deprechę)...
Ale na razie jest fajnie, pobudza i cieszy! (piosenka!)
Niech nastrój i flow trwają! Chociaż wirtualnie...

12 sty 2014

Na dobry początek…

Optymistycznie!
Żeby/oby tak było przez cały ten rok!
Postanowienia jakieś starej Ogrzycy?
Tiaa…Trochę tego jest – bywać TUTAJ częściej, mniej tego i owego, a więcej zdrowego/innego
Pewnie znowu 80% pozostanie w wersji „koncertu życzeń”, ale jeśli choć 20% uda się zrealizować, będę bliżej IDEAŁU! Jessss… choć Ogry to istoty tak bardzo niedoskonałe!  ;-)

A teraz do rzeczy! Garść spisanych przeze mnie (szybko i na kolanie) ogrzykowych perełek!

Ogrzyk uwielbia muzykę, a zwłaszcza PSY („Gangnam style” obie wersje), oraz – ostatnio – My Słowianie. Szreku często puszcza Młodemu muzykę na youtube. I tańczą (znaczy się Ogrzyk wskakuje ojcu na „barana” i ojciec się rusza hi hi)
Któregoś wieczoru Ogrzyk domaga się „teledysku klaskanego” (albo „klaskanej muzyki”- wiadomo?), wskakuje Szrekowi na „barana” i woła: „Tańcymy! No, lusaj!” 
Po pewnym czasie Szreku chce już wyłączyć muzykę, bo nie ma sił, a Ogrzyk protestuje i awantura gotowa… :-/
Podsłuchana (z kuchni) rozmowa Szreka z Ogrzykiem po tym jak zatrzymał „teledysk klaskany” i domagał się przerwy:
Sz – No, przerwa… nie mam siły
O -  …a dzie mój teledys w teleliziozie?
Sz – Zatrzymany i na razie koniec
O – Zatrzymany będzie? I co będzie? Zatrzymany?
Sz – Nie, usunę go
O - … a gdzie będzie?
Sz - Usunę i zniknie … i nie będzie
O - …a gdzie to będzie?
Sz - Nigdzie nie będzie. Nie będzie go.
Ogrzyk po chwilce namysłu, lekko poirytowany:
 - Mówisz do mnie dorosłymi wyrazami i ja nie rozumiem. Wytłumacz mi!
Ja - ;-))

Ogrzyk ciągle nie mówi niektórych liter, zastępuje je albo nie wymawia wcale. Niektóre przestawia. Radzi sobie. Czasem daje to niesamowite efekty, a czasami jest zwyczajnie śmiesznie.

- nudzi mi siobie
- ziemciłem siobie (zmęczyłem się)
- cialy-maly, cialy-maly chciem żeby sobie kupa wyśłaa! (na kibelku – po balu przebierańców z motywem czarodziejów i czarodziejek)
- zwonu (znowu)
- mówie „ale” bo mie nie siuchacie co ja mówie! (wykład dla rodziców, po ich prośbie, żeby nie odpowiadał na wszystko co do niego mówią słowem: „aleee”)
- …. lozumieś mie, kobieto? – to do mnie, po dłuższej przemowie (w czasie której- przyznaję - straciłam wątek)
- publuje („próbuję”, wybrałam takie „u” bo lepiej tu wygląda)
- ublaj mnie (ubierz mnie)
- chce mać ( to oznacza tylko, że chce coś mieć hi hi)

Święta. W przedszkolu uczyli się wierszyków i kolęd na przedstawienie. Fajnie śpiewał! Chyba będzie muzykalny. Przedstawienie też fajnie wyszło (Szreku był, nagrywał i robił foty). Bałam się, że Ogrzyk znowu odwali numer (jak w żłobku) i nie będzie chciał uczestniczyć, a tu jaka niespodzianka! Nie wstydził się wcale, śpiewał i recytował ze wszystkimi!
A w czasie świąt poszedł nawet ze Szrekiem do kościoła (domagał się tego, o dziwo!) zobaczyć Jezusika, stajenkę i śpiewającego anioła (nie wiem skąd mu się ten anioł wziął?). No, to poszli. Po powrocie usłyszałam od podnieconego Ogrzyka opowieść jak było przy stajence u Jezuska, jak było w kościele i jak wszyscy (i anioł też) śpiewali: 
- Pała na wysokości, pała na wysokości, a potój na ziemi! (zawył Ogrzyk)
Dżizass, zmartwiałam, a potem udławiłam się ze śmiechu!

Jeden z wielu (ostatnio) ataków złości i histerii u małego Ogra. :-(  Nie ważne o co - o wszystko i o nic! Walczymy ze sobą (my stare Ogry, same ze sobą walczymy), żeby nie tracić cierpliwości i nie wychodzić z siebie… Różnie nam idzie – ale to osobny temat na długą, długą notę…
W końcu Młody ląduje u siebie w pokoju, żeby „odpocząć” i zastanowić się nad tym, co się stało, że tak się zezłościł i co było nieładne w jego zachowaniu. Po chwili przychodzę do niego do pokoju i pytam, czy już złość mu przeszła. Przytakuje.
- A powiesz mi co Cię zezłościło? – pytam, przytulając tego mojego pyskola
- Siam nie wiem…
Rozczula mnie i wzrusza ten jego „dorosły” ton…
- Spróbuj. Jestem tu i chcę usłyszeć wszystko co tylko chcesz mi powiedzieć. Zrozumiem! (pojechałam „po dorosłemu”)
Czuję jak mięknie, opiera się o mnie i mówi:  
- … bo mi nic w życiu nie wychodzi! Nigdy!
Boszsz! Szczena mi opada! Gdzie to usłyszał?! Nie w domu – to pewne! Nikt u nas nic takiego nie mówi! Chce mi się śmiać i ściska mnie za grdykę jednocześnie. Mówię:
- Szymuś, co ty mówisz?! Jak to Ci nie wychodzi?! Co Ty mówisz?
- Bo ja jestem duptasek! … jestem dupi!
Jednocześnie śmieję się i serce mi się ściska.
- Nie jesteś głuptasek! Absolutnie nie jesteś głupi! Skąd Ci to przyszło do głowy?!
- Jestem dupi, jestem! – czuję małe piąstki akcentujące każde słowo na moich ramionach
- Szymuś, jesteś bardzo mądrym chłopcem! Pamiętaj! Wiem, co mówię, kochanie! Nigdy tak o sobie nie myśl! Słyszysz?!
Milknę i mocno Ogrzyka przytulam, bo za chwilę nie powiem słowa, bo rośnie ta znajoma gula w gardle – nawet teraz, gdy to piszę! Waryjatka! Stara waryjatka!
Jeszcze chwila i uspokaja się. A mój zryty beret zaczyna pracę na najwyższych obrotach – skąd u takiego malucha takie teksty???
A potem jeszcze -to co będzie za chwilę?!

I z ogromnym opóźnieniem – chociaż już po ptokach (jak to mówio):
- Jestem przeciw! Przeciw obowiązkowi szkolnemu 6-latków! Przeciw nakazowi.
Po co naprawiać coś, co działało całkiem dobrze? Do niedawna to rodzice decydowali – Posyłać! Nie posyłać! Oni (RODZICE) i wychowawcy w przedszkolach wiedzieli najlepiej czy dziecko nadaje się emocjonalnie, psychicznie i fizycznie do szkoły (ze wszystkimi jej konsekwencjami). I większość z nas poszła jednak do szkoły w wieku 7-miu lat. Nie podoba mi się, że odbiera się nam prawo do decyzji, że odbiera nam się możliwość wyboru, że odbiera nam się rozum i rozsądek!
Bo głupi jesteśmy? Niezaradni/niewydolni wychowawczo? Nie podoba mi się, że nagle ktoś stwierdza, że od teraz będzie inaczej i już! I decyduje za nas… Bo tak robi cały świat, bo to oznacza nowoczesność, a posyłanie dzieci rok później oznacza dla nich opóźnienia, srenia i inne biadolenia.
Nie trafia to do mnie!
Bardziej przemawia do mnie wypychanie na rynek pracy młodych rok, cały rok, wcześniej! 

I to tyle na początek.
Oby dobry on był, ten Nowy Rok!!

23 gru 2013

Już (znowu) Święta?!




Dla wszystkich Kobiet, które (z uporem godnym ważniejszej sprawy) jeszcze tu zaglądają, 
gorące życzenia, buziaki i pozdrowienia!

FAJNIE, ŻE JESTEŚCIE  (ciągle!)

Ogrzyca z Rodziną

25 paź 2013

Nadrabiam...



Wstyd!
Tyle obietnic i ciągle "nada, niene, niczewo, nothing"! 
Ale wstrząśnięta (nie zmieszana) przez Agnieszkę (dzięks!) i zmuszona wewnętrznym głosikiem - zamieszczam kolejny (z)rzut z życia Ogrów. 
Miłego czytania ;-))   

Zaległy bardzo w(y)rzut – jeszcze z maja…
Wracam do domu. W progu wita mnie mama i mówi, że Ogrzyk wyjął sobie gila z nosa, ale coś tam jeszcze ma...
Szymek podchodzi dłubiąc w nosku i mówi: - Mama tam hop, wymij! - (hop to piłka! Ostatnio bawił sie małymi koralikami i pojęcia nie mam skąd je brał).
Na wszelki wypadek robi mi się słabo, ale upewniam się:
- Masz kulkę w nosku?
- Taa, mama tu hop, wymij! – pokazuje ten/to paluszkiem.
Odchylam Ogrzykowi główkę, zaglądam do noska ...niestety, jest! - pomarańczowa kuleczka w dziurce. Pierwszy odruch - nacisnąć, a w tyle głowy już alarm : telefon, taksówka, szpital… tylko który?? Naciskam płatek noska, koralik ani drgnie, za to Ogrzyk się krzywi - niee! Najspokojniej jak potrafię tłumaczę Ogrzykowi – Posłuchaj, musisz mi pomóc, spróbujemy wydmuchać kulkę. Ja nacisnę Ci jedną dziurkę (pokazuję na sobie), a Ty wydmuchasz powietrze, o tak (znowu pokazuję), ale panika (i ciśnienie!) rośnie. Spokojnie, tylko spokojnie! Naciskam mu z jednej strony nosek i każę dmuchać.
Dmuchnął - Nic.
Jeszcze raz - Juś nie, mama nie! Nie! - marudzi. Zaglądam do dziurki, koralik jest bliżej. Naciskam płatek noska - JEST! Wyszedł!
Oddycham!
…I mam ochotę wtłuc Ogrzykowi  - ze szczęścia, bezsilności, strachu i ku pamięci!

Obecnie …
Rozgadał się i buzia mu się nie zamyka (a ostrzegali nas, że tak będzie!). chociaż nie mówi „k” i „g”, a także „r” i paru innych liter – daje radę! Oj, tak!
- Nie rób bólu – jak mu nie pasuje sposób mycia Szreka, na przykład
- Nie tejas, nie mam ciasu

Ulubione hasło Ogrzyka o godzinie 6.00 rano (najlepiej w sobotę lub niedzielę!)
- do joboooti! (i nie ma zmiłuj – wstajesz jeden z drugą!)
- ocia - oczy (reklama parówek Berlinek z piosenką „good morning” Ogrzyk śpiewa: „tu ju tu ju!” ) przy gotowaniu parówek - mama tu nie ma ocia!
- mysie zie tak - ulubiona odpowiedź na prawie każde pytanie
- siempy - smerfy
- siontamy (sprzątamy)
- sipal (szpital)
- nie pesiadaj tatusiu – uniwersalne! Zwłaszcza przy komentarzach lub zwracaniu uwagi przez Szreka kiedy coś się Ogrzykowi zbroi ;-)


Przywleczone z przedszkola.

Nie da się ukryć, że szybko się uczy ;-))

Pewnego wieczoru …
Siedzimy w domu. Ogrzyk coś przeskrobał. Jak zwykle hi hi. Szreku idzie z nim do małego (ogrzykowego) pokoju, tłumaczy przewinienie i wraca do mnie. Cisza. Przedłużająca się cisza! Po dłuższej chwili do naszego pokoju wkracza Ogrzyk. Staje przy wersalce, patrzy z groźną miną (komiczną!) na Szreka, jedna ręka na boku, a drugą macha paluszkiem (niu niu!) i mówi do tatusia:
- a ty młodi mi nie potsiatuj, bo ziobaciś!
Mina Szreka – bezcenna! Ogrzyca dusi się z powstrzymywanego śmiechu ;-)

Wychodzimy z przedszkola. Pytam, co było na obiadek. Ogrzyk bez zastanowienia (pokazując paluszkiem na ścianę z wywieszoną listą menu):
- Tam jest, pocitaj sobie.  ;-))
Angielski mają w ramach zajęć dofinansowanych, za które nie płacą rodzice. Na razie.
Pytam Ogrzyka czego się nauczył na lekcji angielskiego. Ogrzyk wylicza, bez zająknienia: 
 - Dumonin, dubaj, siijuu - Rodzice przeszczęśliwi.     


Ogrzyk pomidorowy jest!  

Jemy pomidory ze śmietaną, Ogrzyk chce spróbować. Dostaje troszkę pomidorowej śmietany na łyżeczce. Mlaska, kiwa głową z aprobatą i słyszymy:
- mmmm! pelfetta! (dla niewtajemniczonych – z reklamy, sama nie wiem której)
w temacie pomidorowym...
- Jaka zupka była na obiadek?
- Ziupa z siosem pomidolowym


Mówi = tatusiu, ale =  mamusio, babcio Klysio



Próbuję od Ogrzyka wyciągnąć jakieś opowieści przedszkolne. Nic! A potem do domu wraca Szreku i słyszę jak Ogrzyk pepla o tym i owym. Wchodzę do pokoju (bo, jak zwykle jestem wtedy w kuchni – szit!) i słyszę:
- A Ti ucietaj!
Podnosi mi się ciśnienie, ale baardzo spokojnie mówię:
- Nie! Chcę posłuchać, bo jestem ciekawa co u Ciebie, a Ty nie rozmawiasz ze mną
Ogrzyk, nie przerywając układania wieży z klocków mówi (z westchnieniem!): 
-No, dooblaa mamusio lozmawiamy!

I ostatnie już - do mam przedszkolaków ;-)
Jesteście za czy przeciw 6-latkom w szkole?  
Ja odpowiem za chwilę.

21 wrz 2013

Pół roku milczenia...


Kiedy to minęło?? Potrzebowałam aż pół roku?
Od czego by tu...od czego zacząć po półrocznej przerwie? Od szybkiego skrótu? Jak szybkiego? I jak krótkiego?
No, dobra jakoś przymierzę się i naklikam co nieco. Bo potrzebuję znowu coś tu napisać. Choćby, że jestem, że się staram jakoś wykaraskać i postawić do pionu, że może wreszcie będzie lepiej.... bo nie było fajnie. Bo od marca działo się!
...choroba za chorobą i chorobą poganiała - jelitówka, infekcje (o różnym natężeniu), owsiki, reakcje alergiczne, raz za razem, coraz gorsze obturacyjne zapalenie oskrzeli (byliśmy o krok od szpitala), systematyczne i paniczne nocne jazdy do tzw. "świątecznej pomocy", wypisanie ze żłobka, podejrzenie celiakii (musimy ostatecznie zdiagnozować),dieta bez mąki pszennej, przed nami testy genetyczne...O naszych (Szreka i moich) chorobach nie piszę, bo to oczywiste, że we wszystkim towarzyszyliśmy Ogrzykowi (oprócz alergii na mąkę pszenną. chociaż nie sprawdzaliśmy ;-)).
Do tego syf w pracy i moja matka...
Potrzebowałam zmiany, bo czułam, że wariuję. Że - gdyby nie mój choleryczny, wysoko reaktywny charakter - depresja murowana!
Zaczęłam od małych kroczków.
Zmieniłam pediatrę, bo nasza była do dupy. Antybiotyk był najlepszym lekiem na całe zło -od kataru do swędzącej dupy. Teraz płacimy za każdą wizytę, pediatra ma 80 lat (tak, to nie żart!!), ale Ogrzyk od kilku miesięcy nie brał antybiotyku. Zaliczyliśmy już trzy (TRZY!!) infekcje Ogrzyka i wykaraskał się bez antybiotyku, inhalacji i sterydów. Ale bierze antyhistaminę. Nic to. Ważne, że działa.
Zaczęłam wreszcie podchodzić na większym luzie do kierowniczki i do pracy. Jest jak jest i tak jest dobrze! Ale jestem czujna, bo wiem, że powinnam. Z różnych względów. Najważniejszy to ten, że jej nie ufam, bo to typ z serii "słodka trucizna".
Zaczęłam wreszcie dbać o siebie, bo to ostatnia chwila. Ten punkt, akurat, ciągle jest jeszcze w fazie wdrażania. Ale walczę ze swoimi nawykami i lenistwem. Wiele muszę zmienić. Duużo wyrzeczeń przede mną.
Będzie bolało.
Ale chcę dać radę! Dla Ogrzyka, Szreka i mojego brata. I dla siebie, bo już sama siebie wq...wnerwiam przeokrutnie!
Na dziś to tyle.
Wracam i będę pisać, bo nie wyobrażam sobie już bez tego życia. Wiele w tym czasie przemyślałam i chyba wiem czego chcę i potrzebuję. A do papierowego, "ręcznego" pamiętnika powrotu nie widzę.
A więc do następnego...

14 mar 2013

O Szymonku ancymonku

Dziś będzie o Ogrzyku, czyli na słodko :-)
Może to przełamie złą passę, bo jakoś nie chce być weselej... ale nie o tym dzisiaj.
Mój Ogrzyk to coraz fajniejszy i mądrzejszy mały mądrala.

słownik ogrzykowy - 
- mimumu - lekarz
- inc - nic
- abol - balon
- depcije - buty (wcześniej myślałam, że "dobrze", ale jednak nie)
- ninindzia - choinka
- dupa robi ał - po każdym zastrzyku (a miał ich ostatnio 10!)
- zima pada - śnieg
- co dzieje tu?

Idziemy do żłobka. Ogrzyk uparł się, że zabiera ze sobą na salę maskotkę. Ja staram się negocjować, że skoro tak, to ma bawić się z dziećmi i co najważniejsze - chodzić na posiłki. Przypominam mu więc co uzgodniliśmy:
- czyli zabierasz ze sobą maskotkę, ale bawisz się z dziećmi i chodzisz na posiłki kiedy ciocia ci powie, tak?
słyszę odpowiedź mojego mądrali:
- nie miem jak bedzie

- jak masz na imię?
- ja Simon
- ile masz lat?
- duzio (chociaż wie, że 3 bo już kilka razy tak powiedział)

- kto jest na zdjęciu?
- ja jestem, Simon


Pada śnieg. Idę z Szymkiem do lekarza. Nagle słyszę :
- mama zima jest mniam.
Patrzę na Małego, czemu tak mówi, a on idzie z otwartą paszczą i łyka spadający śnieg

Noc, usypianie. Szreku przeczytał książeczki, ale do usypiania Ogrzyk woła mnie. Wchodzę do pokoju, ciemno. Nic nie widzę, ale Ogrzyk się nie rusza. Może zasnął? myślę sobie z nadzieją. Nagle słyszę schrypnięty głosik:
-chośśś tu, mama

No, i bystry jest, wszystko widzi i słyszy...
Babcia ciągle jęczy, że ją boli kręgosłup. kupiłam jej maść przeciwbólową. Ogrzyk widział jak ją dawałam i gdzie babcia ją kładła. Na drugi dzień babcia znowu chodzi i jęczy. Szymek gdzieś pobiegł. Za chwilę wraca trzymając w dłoni maść i mówi:
- babcia, maś mańć i nie boli
;-)) Kochany jest!

5 mar 2013

TRZY

Szymonek właśnie skończył trzy lata!
Dużo zdrowia, Synku!