Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

29 lip 2009

Niecierpliwość i końcowe odliczanie ;-)

Przebieram nogami i bębnię palcami po biurku czyli blisko coraz bliżej.
Urlop, oczywiście!
Niecierpliwość to okropnie brzydka wada - moja, jedna z wiodących ;-)
Gdyby nie poniedziałek, który jeszcze spędzę w pracy, już mogłabym odliczać do DWÓCH!
Nic to, jeden dzień mnie nie zbawi, a za to mam zamiar iść na całość i wybrać od razu od 16 do 18 dni roboczych. Należy mi się za ten dwutygodniowy samotny dyżur. ;-)
Zauważyłam u siebie bardzo niespotykany i niepokojący objaw - nie wysilam się! Przestałam.
Wczoraj w pracy zrobiłam tylko tyle ile musiałam! Ani pół ruchu więcej. Jeszcze dwa tygodnie temu nie mogłabym spokojnie usiedzieć, bo dary trzeba wprowadzić, bo książki ułożyć i uporządkować, bo to i tamto przygotować, bo...jeszcze zapewne pierdylion takich "bo" by się przyplątało, albo sama bym je sobie wymyśliła.
Koniec! Skończyła się moja nadgorliwość.
To zły znak - wiem, ale chwilowo mam to w ogrzym zadzie (zmieści się bo wielki jest)!
Do tej pory moje koleżanki z pracy dziwiły się mojej nadaktywności, pracowitości i niekończącym się chęciom. No, to teraz się zdziwią!
Chyba, że to przejściowe i po wypoczynku mi przejdzie i wszystko wróci do normy, mojej normy.
To ewidentny znak jak bardzo potrzebny mi wypoczynek.
Co gorsze, tak bardzo lekce-sobie-ważę, że nawet ta notka powstaje w pracy! O! Może nawet "puszczę" ją w świat w godzinach pracy! A co?!
W domu pewnie znowu nie będę mieć siły, czasu, ochoty...
Nie wiem czy gdzieś wyjedziemy pomimo tak długiego urlopu. Wszystko będzie zależało od kilku czynników - jednym z nich jest jak zwykle kasa! Cóż, trzeba się liczyć z kilkoma sporymi wydatkami po wakacjach, a na cudowny acz niespodziewany przypływ gotówki nie liczę, bo skąd.
Ale nawet jeśli urlop spędzimy w domu - nie ma tragedii. Z Kiką nie będzie się nam nudziło! ;-)
Tak trudno mi wychodzić do pracy pod pręgierzem jej smutnego, a może rozczarowanego spojrzenia.
Boszsz, jak ona się na mnie gapi! A jeszcze czasami robi w ostatniej chwili jakieś nerwowe przebiegówki i zaczepki, jakby mówiła: "o, zobacz jak fajnie brykam, zostań! poganiamy się!"
I te jej wybałuszone, utkwione we mnie zielone oczyska...Jakby czarowała, niczym serialowy Rademenes: "hator! hator! hator! ZOSTAŃ!" ;-))
Tyle, o tyle brakuje, żebym nie rzuciła torby w kąt i dołączyła do wariatuńci kochanej ;-))
Ech! No, to jeszcze TRZY DNI (nie licząc dzisiejszego i łikendu!)
No, to SRU! ;-)

25 lip 2009

Ciężki tydzień...

...czyli byle do urlopu!!!

To był bardzo ciężki tydzień, a szykuje się powtórka w przyszłym...
Został mi tydzień do urlopu i z każdym dniem rośnie moje zmęczenie i zniecierpliwienie. A do tego jestem sama w pracy – jedna koleżanka na urlopie, druga na zwolnieniu, na zastępstwo dyrka nie ma kogo dać...A czytelników sporo! Tyle tylko, że tym razem nie udawałam bohaterki i nie otworzyłam czytelni – nie będę biegać między dwoma pomieszczeniami, tak jak kiedyś. Już mi się nie chce. Pomijam zwyczajne zmęczenie, ale już zwyczajnie nie chce mi się chcieć...Straciłam motywację, a może to już wypalenie zawodowe? Ostatnio oddając dyrce zaświadczenie o obronie i zakończeniu studiów, zapytałam bezczelnie czy dostanę jakąś podwyżkę. Koleżanki z innych miast, a także te z całkiem malutkich miasteczek dostają po obronie od 200 do 600 zł średnio! Byłam ciekawa co dyrektorka biblioteki w dużym mieście będzie miała mi do zaoferowania. Zaskoczyłam ją tym pytaniem, a może nawet rozczarowałam. Stwierdziła, że ja JUŻ zarabiam jak osoby z wyższym wykształceniem i z podobnym do mojego stażem, ale sprawdzi i jeśli będzie miała pieniądze (tiaa jaasne!) to MOŻE coś mi dołoży ale będzie to kwota nie wyższa niż 50 zł brutto! Pusty śmiech mnie ogarnął - 1.200 zł na rękę po kilkunastu latach pracy ...Tak się docenia osoby z wyższym wykształceniem – w moim wieku, bo młodsze laski są bardzo doceniane! Bardzo!
Wszystko to razem – zmęczenie, rozczarowanie i natłok pracy (byle do urlopu!) spowodowało, że nie tylko nie mam dobrego nastroju, ale co gorsze, nie jestem tak cierpliwa w stosunku do czytelników jak chciałabym być.

Z weselszych tematów – zabraliśmy Kikę na drugi spacer. Tym razem wywieźliśmy ją dalej, do lasu.
Podróż samochodem, zniosła bez problemów, ale wypuszczenie jej z koszyka na trawę spowodowało panikę. Dobrze, że była w szelkach! Dopiero po chwili przestrzeń, wszystkie dźwięki i zapachy, a także trawa i liście przestały ją przerażać i zaczęły zaciekawiać. Ale i tak przemieszczała się szorując brzuchem po trawie, raz na jakiś czas próbując skoku w bok. Dosłownie. Jeśli uda nam się wyjechać w trakcie urlopu, trzeba będzie podjąć decyzję czy zabieramy ją ze sobą czy zostaje w domu pod opieką brata. Sama nie wiem co dla niej lepsze. Bo to czy my wolelibyśmy ją zabrać czy zostawić jest oczywiste. Boję się tylko czy to nie byłby dla niej zbyt wielki stres...Sama nie wiem.
Mamy jeszcze czas, pomyślimy, zabierzemy ją jeszcze na spacer, poobserwujemy.
Jednym słowem – zobaczymy.
Na razie Kika odsypia powycieczkowe stresy. Bidulka. :-))

6 maj 2009

Majowo...

...chu...o! Inny rym nie przychodzi mi do głowy.
Maj zaczął się "upojnym" łikendem! Piszę "upojny" i nie mam na myśli tego przyjemnego upojenia pyffkiem przy gryllku ze znajomymi, z hałasem i śmiechami, rozmowami długo w noc, a potem porannym bólem głowy!
Siedziałam jak przyspawana do kompa, pisząc jak w amoku pracę...chociaż czasu coraz-jakby-mniej i szanse też-jakby-maleją. :-((
Ale nic to - będę próbować. Może się uda?
A Szreku 1-go maja spędził w pracy - AWARIA! Ale komu, qwa, potrzebne są komputery w święto, w które się NIE PRACUJE?! No, a potem jeszcze w sobotę była poprawka - tym razem siedział w domu przy laptopie i z telefonem przy uchu. Wrrr!
Jak byśmy gdzieś wyjechali to bym się chyba nawet wściekła, jak dzika wiewióra, no! A z moim PMS-em żartów nie ma, o nie!
A potem był powrót do pracy po tygodniu urlopu, a tam same sensacyje!
Dyrka ze swoją pomocnicą (głupią picą..rym sam przychodzi do głowy, no!) zmusiły jedną z kierowniczek do rezygnacji, bo sobie nie radzi. A przy okazji okazało się, że zamiast niej - kierowniczką będzie jakaś młoda siksa (lat ok. 24) która właśnie skończyła studia - inne niż kierunkowe! - co więcej to jej pierwsza praca, a właściwie jej pierwsze kilka MIESIĘCY W PIERWSZEJ PRACY!! I, upss! zupełnie przy okazji - jak donoszą znajomi plotkarze: okazało się, że to osobista kuzynka czy tam inna siostrzenica dyrki. No ludzie! Nepotyzm w takiej instytucji?! Szok!
A przy okazji tej zmiany okazało się, że dyrka robi "porządek" z innymi kierowniczkami - czytaj: dobiera im się do tyłków. A przy okazji pracownikom też się dostaje, a co?!
Miałyśmy znowu kontrol-najwyższą-instruktorską - jedną pod moją nieobecność, a drugą wczoraj.
Czyli wychodzi, że mamy jedną tygodniowo! Zagęściło się czyli SZUKAJĄ! A jak ktoś chce uderzyć psa - kij się ZAWSZE znajdzie!
I tutaj kerownicy mojej lenistwo srogo się teraz mści, bo jesteśmy pod obstrzałem, a zaległości spore!
Tak więc w pracy syf-kiłka-mogiłka!
A jeszcze w domu: Szreku zajeżdżany fizycznie i nerwowo w pracy, ja - PMS trzeciego stopnia, senne koszmarne koszmary, a Kika ostatnio albo próbuje nam nawiać z domu, albo sobie porzyguje :-(
Duupa blada! O!
Nie wiem co się dzieje, ale nie podoba mi się to wszystko!

17 kwi 2009

...i po świętach...

Jednym słowem jest cinżko...to dwa słowa ;-)

Ale cinżko jest - dwa kilo ZNOWU do góry!

Czy człowiek nie może mieć prztyczka/elektryczka nastawić go sobie na program: "nie zeżrę więcej niż 2000 kcal i BASTA!"?! No, nie może?!

I tak były to aktywniejsze święta niż zeszłoroczne! Były spacery - sztuk dwa, (noo prawie trzy jeśli liczyć także przemieszczanie się z mieszkania do mieszkania/domu), było dużo śmiechu - tak, to też zaliczę do aktywności i masażu wątroby ;-) No, w każdym razie wstawało się od stołu więcej niż w zeszłym roku! O!

I dobrze, że przy okazji nasiadówki u brata obejrzeliśmy fajną komedię z Jimem Carreyem "Yes Man" - w tłumaczeniu "Jestem na TAK". Jest to opowieść o facecie, którego zostawiła żona i to doprowadziło do jego wycofania się z życia. Praca-dom-tv-sen. Przyjaciele na próżno próbują wyciągnąć go z domu i pogłębiającego się marazmu. Któregoś wieczoru ma sen, że umarł i nikogo to nie obeszło. Postanawia coś zmienić w swoim życiu. Idzie na spotkanie klubu?/sekty? ludzi "na TAK". Guru przekonuje go, że wszystko co go w życiu spotyka jest w jakimś celu i po coś mu się to przydarza i od tej pory ma być na TAK!
Na wszystko co go spotyka, ludzi czy wydarzenia - ma mieć tylko jedną odpowiedź: TAK!
A każde jego NIE pociągnie za sobą niemiłe i niebezpieczne konsekwencje dla niego.
Od tej pory jego życie zaczyna przypominać jazdę bez trzymanki! Dawno się tyle nie uśmiałam, a przy okazji nie zastanawiałam nad wydarzeniami w moim życiu i moimi wyborami!
Ciekawe doświadczenie ;-)
Film polecam absolutnie! - zabawny! I nie taki głupi jak większość amerykańskich komedyjek. Poprawił nam nastrój, uśmialiśmy się, podładowaliśmy pozytywnie akumulatory...
Przydało się, bo trzeba było wracać do pracy...

A tu już gorzej...znacznie gorzej :-(
Zjebka goni zjebkę, atmosfera koło mnie gęstnieje, a ja mam obiecane, że następna wpadka (jaka wpadka do cholery?!!) i upomnienie!
Czuję się (a może jestem! i to nie jest moja nadinterpretacja!) obserwowana i sprawdzana na każdym kroku, jakby ktoś czekał na moje najmniejsze potknięcie(?) Tylko po co?
Na poważnie poszło aż mnie to zdziwiło... I do tego takie ciągłe boćkanie i negatywna motywacja (że o komentarzach, pretensjach i strachach nie wspomnę) mnie raczej zniechęca i odpycha. Rodzi się we mnie bunt - jak to? dlaczego widać taką pierdołę, której nie zrobiłam, a nie widać w ogóle tego co robię w nadmiarze?! Stale, systematycznie! Nie będę się kajać, nie obiecuję porawy, bo nie czuję się winna. Znam swoje obowiązki i je wypełniam. Robię nawet sporo więcej niż trzeba i nadganiam zaległości za wiecznie zapracowaną (czytaj: rozleniwioną!) kerownicę.
I nie! nie będę dodatkowo stawać na uszach i merdać ogonkiem, bo ZA MAŁO ZARABIAM! Howk!
...Może trzeba pomyśleć o zmianie pracy?
Eee, tam! Szkoda sensu -jak mawia mój kolega z pracy ;-))


Poniżej plakat z filmu "Jestem na TAK"!




9 kwi 2009

Dziwne i zabawne przypadki...#2

Zabawne.
Wpada młodzian, chce ksero zrobić. Wyjmuje portfel, z niego legitymację studencką i jeszcze coś chce wyjąć gdy/wtem... z portfela na podłogę wypada gumka firmy Durex. ;-)
Spojrzenie na mnie (ja na niego też), chwila konsternacji i zastanowienia, a potem gwałtownie przydepnął ją butem do podłogi...
Chciał zapobiec jej ucieczce? Chciał ją zasłonić przed moim łapczywym spojrzeniem? Bał się, że się schylę, drapanę ją i zacznę zwiewać...albo przymierzę może? ;-)
Chciałam mu powiedzieć, że po pierwsze od prawie dwóch lat nie jesteśmy z mężem zainteresowani tym sprzętem, po drugie niech nie depcze bo zgniecie/zniszczy/spsuje i będzie miał potem problem..jakby co..a po trzecie, że ludzka rzecz i nie ma się co wstydzić...
Ale zrezygnowałam bo miał taką minę jakbym go miała co najmniej... osądzić? wyśmiać? potępić?A potem uciekł tak szybko, że nawet nie zdążyłam mu "dowidzenia" krzyknąć... ;-)

Dziwne.
Dziwne jest to, że ilekroć zostaję SAMA w pracy, bawiąc się w bohaterkę (bo zamiast zamknąć Czytelnię i ksero-biegam między dwoma pomieszczeniami, obsługuję użytkowników, żeby zdążyć!), tylekroć od razu zostaje to przykładnie ukarane odgórnie, przez dyrekcję szanowną! I na ogół obrywam za nie swoje niedopełnione obowiązki, za nie swoje błędy.. Nic to!
Dziś też zebrałam zjebkę...jakie to miłe przed świętami! Nie będę się tłumaczyła, że to nie ja, nie moje, bo po co? Biorę to na moją szeroką klatę, a co?!
Na zdrowie niech jej idzie. Terudno!

Dziwne 2.
Dziwne jak krótka pamięć potrafi być.
Koleżanka, ta która ostatnio urodziła po kilku latach prób, leczenia, załamań i w końcu przygotowań do in vitro - więc ta koleżanka co zrobiła dziwnego? Napisała do mnie maila: "No, to weźcie się do roboty! Teraz Wasza kolej. Żeby była dziewczynka, to mój synek będzie mieć koleżankę".
Napisałam tylko, że sama najlepiej wie, jakie TO JEST PROSTE w wykonaniu. A miałam ochotę napisać, że szybko zapomniała, jak to fajnie takie teksty słyszeć...Dziwnie szybko się zapomina kiedy się jest już po drugiej stronie tęczy! Ech, kobiety!



No to dla równowagi...
Zabawne 2.
Świetne zdjęcia dostałam od Akluiny ;-) Dzięki! Powiedziała, że mogę się podzielić, no to się dzielę.
Wrzucę je, bo mam nadzieję (jestem prawie pewna!), że poprawią komuś nastrój! Choć trochę ;-)
Na mnie podziałały! :-)
TWARDYM trzeba być , nie mietkim!...





Fotka poniżej mnie wzrusza, rozczula i zmiękcza generalnie. Nic nie poradzę ;-)
moje ulubione zdjęcie...;-)






No, a ten dziarski kogucik - no KOGUT raczej! - mnie rozbawił! ;-)





No i .. ? Jak tam? Ja mam uśmiech numer 3...

źródło: po więcej takich zdjęć kliknij TUTAJ

17 mar 2009

Ciekawe i dziwne przypadki Fjony O.

...w pracy, więc będą pracowe przypadki.

Wchodzi młody chłopak i pyta o książkę pt.: "U pana boga za piecem"
Mówię, że znam film o takim tytule, ale o książce nie słyszałam.
- Acha - i wychodzi.
Za kilka minut wraca - Przypomniało mi się! - ucieszony - to chodziło o książkę pt: "Zdążyć przed panem bogiem"! ;-))

Wchodzi pani - Poproszę dwie książki.
patrzę na nią i pytam - A nie chce sobie pani wybrać sama?
- Nie, ja bardzo sie spieszę! Poproszę cokolwiek! Dwie jakieś książki tylko szybko bo mąż zniecierpliwiony czeka w aucie.
Pani dostaje DWIE JAKIEKOLWIEK książki i wychodzi. ;-))

Przypadek trzeci - najmniej zabawny!
Szybkim krokiem wchodzi do wypożyczalni facet. Nie znam go ale taki-jakiś...zanim cokolwiek powie, czuję, że dziwny jest!
Szybkim krokiem chodzi - chociaż lepiej odda to, co się z nim działo słowo "biega" lub "miota się" - między regałami...i się śmieje! W głos!
Nie jest łatwo chodzić między regałami szybko więc dziwnie to wygląda, a do tego ten śmiech! Na wszelki wypadek wszystkie włosy stają mi dęba - na szczęście krótkie mam, bo dziwacznie bym wyglądała!
Na wszelki wypadek #2 wychodzę zza biurka, żeby mieć otwartą drogę ucieczki...jakby co...
W końcu dziwny człowiek podbiega kurcgalopkiem do biurka - jak dobrze, że mnie tam nie ma - patrzy na zegar wiszący na ścianie i krzyczy (ze śmiechem!!): "O, kurwa! Już druga!" po czym wybiega!
Ale nie z biblioteki - biegnie do czytelni i na pytanie koleżanki "w czym mogę pomóc" odpowiada - "Czy dostanę tu książkę o niebycie?"...i nie czekając na odpowiedź - wybiega sobie dalej! Przed siebie...
Koleżanka z czytelni przyszła do mnie, spojrzałyśmy na siebie i nawet nie wiedziałyśmy jak skomentować...
Ciekawe czy przegrał zakład i miał zrobić coś głupiego? Chciałabym w to wierzyć!!
Niestety...
Coraz więcej dziwnych (żeby nie powiedzieć szurniętych) ludzi pojawia się w naszych progach.

6 mar 2009

W skrócie. Chyba...

W pracy zebranie - stop.
Nudy, brak akcji! A na koniec? Dyrka, jak zwykle zapodała swoje ulubione hasła: "znowu ploty do mnie trafiają, mówcie mniej na nasz temat (jej i zastępcy, zapewne?) i bardziej uważajcie na słowa i patrzcie do kogo coś mówicie, psujecie nasz wizerunek, znowu ktoś nadużył BAARDZO moje zaufanie i nie wiem czy zaufam znowu..." czyli typowa socjotechnika i pranie mózgu! Plizzz! Zupełnie jakby one o nas nie gadały! Tiaa, już to widzę. Wszystkie baby u nas plotkują o wszystkich! Wiem to i czuję i nic tego nie zmieni. Takie są baby. Stop!
Generalnie mam to w dupie - wnerwia tylko fakt, że powiedziane to jest tak, aby wszystkie się zastanawiały: "o mnie to, aby? czy nie o mnie? a o kim, jeśli nie o mnie?!" Stąd irytacja - masz coś do kogoś? to se to załatw prywatnie, a nie na forum, na zebraniu i to tak, żeby wszyscy myśleli, że to o nich chodzi! Dziwne praktyki!

Jutro Warszawka - stop.
Jadę i wracam - stop.
Blee - ze względu na powrót.
Emmm, oki - ze względu na sam wyjazd, który zawsze mi jakoś, do tej pory, wietrzył mózgownicę i wyciszał (ale to tylko w-tamtą-stronę! powrót to dżangl! i fajt!)
W niedzielę powtórka "z rozrywki" - stop. :-(

W sobotę? Nie ma zmiłuj! - SPRZĄTANIE! Pisanie? Chciałabym!
Wieczorem - koleżanka z synkiem, fajnym! :-) Stop.

Jakub Ćwiek i jego "Kłamca 3" (nowiutki, odkupiony, czyściutki i pachnący! Mam na myśli książkę, oczywiście) fajny, ale i tak myślę, że pierwsza część była najfajniejsza! - stop.

A zaraz po Ćwieku - rzucam się na książki Łukjanienko! I jego cykl "patrole"!
Mmm. Spodziewam się po tych książkach tak wiele, że aż się boję ;-) Zwłaszcza, że widziałam filmy "Straż Nocna" i "Straż Dzienna" - stop?
Zobaczymy.


Dobranoc

9 gru 2008

Fałsz i obłuda ...FAKINSZIT!!

Fałsz, obłuda i naiwność ludzka nie znają granic...
Nie wiem, co o tym sądzić i jak oceniać to co się wydarzyło jak nie było mnie w pracy, a o czym dowiedziałam się od koleżanki.
Byłam na urlopie - to oficjalna wersja, a nieoficjalnie w szpitalu. Odbywało się zebranie, na którym też powinnam być. Na pytanie dyrektorki dlaczego mnie nie ma - moja obecna kierowniczka na to, że bojkotuję, bo stwierdziłam, że nic mi to nie daje tylko kasę wyciągają i że chcę się wypisać...Akurat jakiś czas temu rozmawiałyśmy na ten temat - faktycznie - i mówiłam, że przynależność do tego koła nic mi nie daje poza kosztami, ale po pierwsze nie dałam jej pozwolenia do cytowania (mogła też skoro czuła taką potrzebę powiedzieć co sama wtedy mówiła!), a tym bardziej nie w sytuacji kiedy mnie nie ma i nie mogę zareagować!
Kiedy mi o tym koleżanka powiedziała mało mi szczena nie spadła na podłogę!
Zrobiła to osoba, w którą byłam (do niedawna) wpatrzona jak w obrazek, pełna szacunku i podziwu jako człowieka, kierowniczki, koleżanki...Której zaufałam na tyle, żeby swobodnie wyrażać swoje poglądy, bo oceniłam (naiwności ludzka, ech!), że skoro ja nie przekazuję dalej (do głowy by mi to nie przyszło!) to i moje słowa nie zostaną wykorzystane przeciwko mnie! Od jakiegoś czasu sytuacja u nas w pracy gęstnieje, a moja kierownica ma ciągle na pieńku z dyrką ... często o tym rozmawiamy i kierownica "szykuje się" na dyrkę, żeby jej wygarnąć. Ale chyba nie chce mnie w to też wmanipulować?? nie w taki sposób! Zamiast poplecznika - ma teraz we mnie nieufnego i bardzo ostrożnego pracownika - nic więcej!
Ale z drugiej strony zupełnie nie rozumiem jej postępowania - dlaczego?! co chciała w ten sposób uzyskać?
Jestem szeregowym pracownikiem, sumienną i obowiązkową mrówą-robotnicą, szarą myszą, której w zeszłym roku przeszedł koło nosa awans (przez tę szarość? ktoś pomógł??), nie biorę udziału w wyścigu szczurów, bo się nie nadaję do takiej rywalizacji pod żadnym względem! Nie rywalizuję i nigdy nie rywalizowałam z kobietami w pracy ani w układach damsko-męskich. Nie zagrażam więc nikomu, nigdy, w niczym i nigdzie! Staram się z każdym żyć w zgodzie, bo kłótni nienawidzę! Dość się nawalczyłam z poprzednią popieprzoną całkowicie kierownicą! Od tamtej pory wydawało mi się, że robię sporo aby mieć dobre układy z koleżankami, aby nikomu nie zrobić przykrości...Ale i tak - jak widać, słychać i czuć - nie chroni mnie to przed wrogością, dziwnymi podchodami i krecią robotą! Jestem w szoku i nie mogę zrozumieć czemu to miało służyć, czemu chciała mi zaszkodzić?? Czemu osoba taka jak ona - śmiała, pewna siebie i swojej pozycji - posunęła się do czegoś takiego?
I co mam teraz zrobić? Wyjaśniać sytuację z nią? Z dyrką? Nie ruszać i olać, a przed nią udawać, że nic nie wiem...żeby dla odmiany nie wkopać koleżanki, która mi o tym powiedziała?
Wyjaśniać i mieć kolejny konflikt z kierowniczką? Nie lubię jej już i nie ufam...Nie wiem czy jeszcze zaufam którejś kobicie u mnie w pracy po czymś takim.
Wiedziałam, że się u nas plotkuje bez przerwy i byłabym naiwna sądząc, że moją osobę to omija, ale, żeby ona?? Jednak nie znam się na ludziach i naiwnie każdego mierzę i oceniam według swojej miary, swojego zachowania i postępowania! I ciągle dostaję po dupie, ciągle się rozczarowuję...
Ale jak tu przychodzić na osiem godzin codziennie i pilnować każdego słowa na każdym kroku??? I nie ufać i nie wiedzieć skąd i co na mnie spadnie, kto mnie obrzuci gównem?
Fakinszit!!!

1 sie 2008

Krótko - do porannej kawki ;-))



Po pierwsze - nie przestaje mnie zadziwiać fakt, że niektóre panie/czytelniczki uwielbiają zaczytywać się w historiach kobiet z krajów islamskich, lub tych, co "załapały się" na męża z tamtej kultury. Wiadomo z czym to związane - traktowanie tych kobiet w specyficzny (mówiąc delikatnie) sposób, w zasadzie ich ubezwłasnowolnienie, często znęcanie się fizyczne i psychiczne, że o okaleczeniach (wycinanie łechtaczek, a czasami całych warg sromowych) nie wspomnę!! Najczęściej są to historie dramatyczne, często kończące się ucieczką, w gorszych wypadkach śmiercią kobiety...I teraz moje zadziwienie: jest sporo czytelniczek, które w szczególny sposób lubują się w tych dramatach, a jedna z nich - uwaga! - NIE CHCE CZYTAĆ NIC INNEGO!!! No, zwyczajnie nic. Przychodzi i prosi: "coś o tych biednych kobietach z Islamu" jak nie ma żadnej książki w tym temacie - wychodzi z niczym!
Kiedyś spytałam czemu tylko taką tematykę sobie wybiera - w końcu wszystkie te historie są do siebie bardzo podobne. Stwierdziła, że te kobitki takie biedne są, a ona się nad tymi biedaczkami ulituje i pocieszy się przy okazji, że ona (ta czytelniczka) nie ma tak źle w życiu! Nosz dżizesss! Jeżeli to ma być motywacja do czytania takich książek - pocieszać się kosztem innych - to dla mnie to nie jest normalne. I coś tu jest nie-halo.

Po drugie - dawno mamy za sobą czasy "towarów spod lady" ale niektórym baaardzo do nich tęskno!
Do takich towarów w pewnym momencie zaczęły należeć również książki. Pani w bibliotece odkładała pod ladę co lepsze kąski, a taka-bardzo-ważna-czytelniczka przychodziła, mrugała porozumiewawczo do pani za ladą i dostawała coś specjalnego, tylko dla niej! Zawsze mnie ten zwyczaj irytował, a wyjątek robiłam (i robię) tylko dla czytelników, którzy wpłacają spore kwoty na nowe książki. Niestety, panuje taka bida w moim fachu, że hojnych czytelników trzeba dopieszczać...bo książki coraz droższe!
....
Teraz będzie TO! -.. .. ..
............................................................
Przyszła Pani, Starsza zapisać się..
od wejścia pochwaliła się, że jest "starą bibliotekarką"...wypytała ile księgozbioru i-te-pe.....
wypełniła co trzeba, podpisała, po czym... tak z zwyczajnie spytała - "a macie coś spod lady?"
na moje pytanie - słucham?
- no coś "spod lady"??
-nie rozumiem....(choć docierało powolutkuu...)??
-....No "spod lady"...książki...
.............
- .....
wymiękam!
....
Bibliotekarka i pyta o "spod lady" ??
Jak to?