Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sceny z życia Ogrów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sceny z życia Ogrów. Pokaż wszystkie posty

29 lip 2016

Nie nadążam ...



Rano w kuchni. 
My przy śniadaniu. 
Ogrzyk grasuje po mieszkaniu i ewidentnie coś kombinuje - w tajemnicy przed nami. Nosi (po kryjomu) jakieś kabelki, zapewne drapnął też komórkę Ogra.
I ta cisza, która wzmaga czujność…;-)
Po chwili wchodzi do kuchni i z poirytowaniem informuje:
- Tata, ten spotifaj* nie działa jak trzeba. Aplikacja jest chyba nieaktywna, a Internet działa. Zrób coś ze swoją komórką!
Zonk!
Mama Ogrzyka podtrzymując opadającą szczękę:  „…hę?! Ale o co kaman?”

Kurtyna ;-)

*  Spotify to serwis muzyki cyfrowej, który zapewnia dostęp do milionów utworów

17 cze 2016

Wyjazd Ogrzyka



Wieczór. 
Ogr usypia Ogrzyka, który dzisiaj wrócił z „zielonego przedszkola”. Nie było go 4 dni! Wierzyć mi się nie chce, że na tak długo pojechał gdzieś bez nas! Do tej pory nawet nie nocował bez nas poza domem. Nie było takiej okazji ani potrzeby. Moja mama zostawała z nim u nas, a kiedy jechali do teściowej – zawsze był tam Ogr. Nigdy nie zostawilibyśmy Ogrzyka samego z moją teściową, ale to już zupełnie inna historia.
A tu takie poważne wydarzenie...
Wielki krok naprzód. Prawdziwe „odpępnienie”.
Pierwsze wypuszczenie synka spod kurateli. Pierwsze poważne oddanie Ogrzyka światu, innemu, bardziej jego niż naszemu, w którym my już tak do końca nie podglądamy, nie uczestniczymy na każdym kroku. Oprócz typowego strachu o niego (o to, czy nie będzie za nami płakał, czy mu nie będzie źle, jak sobie poradzi, czy zostanie odpowiednio zaopiekowany), czułam zwykłą zazdrość, że wychowawczynie będą go oglądać w sytuacjach, w których ja chciałabym go zobaczyć: jak sobie radzi z rówieśnikami, jak się bawi, jak tańczy (ponoć jest rewelacyjnym tancerzem, ale przy nas się wstydzi).
Taak. Jak to mówił Pawlak w filmie „Sami swoi” – „nieuchronnie zmierza ku pełnoletniości”. Dociera do mnie boleśnie, że coraz więcej będzie takich chwil, że coraz dalej będzie mu do nas, a coraz bliżej do kolegów i koleżanek, że inni ludzie będą wkrótce dla niego równie ważni, albo i ważniejsi niż jego „starzy”…
A wyjazd się udał, dzieci wróciły zadowolone. Miały tyle atrakcji, że nie było czasu na tęsknotę czy nudę. Sama chętnie bym to wszystko zobaczyła i przeżyła.
I do tego wydaje mi się, że my, rodzice, bardziej przeżyliśmy ich wyjazd i nieobecność niż oni oddalenie! Tak pusto i cicho było w domu! Nawet kota była jakaś markotna. Nikt nie trajkotał od rana, nie jeździł po mieszkaniu na hulajnodze, nie hałasował sąsiadom generalnie…
Zaczęłam się zastanawiać, jak my żyliśmy kiedy nie było z nami Ogrzyka. :-) 
Fajnie, że mu się tam podobało, że dał radę i nie musieliśmy po niego jechać wcześniej.
Fajnie, że już wrócił, że już jest z nami.

13 maj 2016

Ospa wietrzna…




Czy trzeba pisać coś jeszcze? Kto przeżył – ten wie i rozumie.
Łatwo nie było – już piąty dzień za nami. Była gorączka (na szczęście niezbyt wysoka i nie trwająca zbyt długo), wysyp krosto-bąbli… tu już gorzej. Dużo tego się wysypało, a Sajmonek nie należy (po mamusi, zresztą) do cierpliwych osób więc upilnowanie go, aby się nie drapał graniczyło z cudem. Nie smarowaliśmy go pasto-pudrem tylko pianką. Wiem, że starodawny puder jest ciągle na topie i polecany przez lekarzy. My zaryzykowaliśmy stosowanie pianki. Łatwiejsza w użyciu, a NIC nie gwarantuje, że nie będzie śladów po zdrapaniu krostek. Zobaczymy. Nic już nie poradzimy.
A teraz czekamy na koniec choroby Ogrzyka i … na ewentualne (tfu tfu!) efekty u nas.
Szreku wie i pamięta, że miał ospę. Ja nie pamiętam, a moja mama to już w ogóle niewiele pamięta. Dzwoniłam do mojej chrzestnej (siostry mojego śp. ojca), bo wiem, że przez jakiś czas mieszkaliśmy razem z nią i jej rodziną. Pocieszyła mnie, że ospę przechodziliśmy z bratem razem z jej synami. Oby! Bo nie chciałabym chorować w takim wieku, a do tego mój brat w przyszłym tygodniu wyjeżdża na wyczekane wakacje w Hiszpanii :-/  Tak więc ten… noo zobaczymy. :-/
Jedyna dobra strona tej okropnej choroby to fakt, że Ogrzyk już tak bardzo tęskni za dzieciakami ze swojej grupy i za swoimi „ciociami”, że po chorobie będzie biegł do przedszkola wysoko unosząc kolana ;-)

28 mar 2016

Święta??


A wszystko zaczęło się w Wielki piątek..
...serio - "wielki". Wybrany, bo wolny (bez zwalniania się w pracy i tak dalej).
Bo właśnie diagnozujemy Ogrzyka dla endokrynologa. Zachciało mi się akurat zrobić badania wtedy..
 Pobieranie krwi bolało wszystkich (mimo plasterka przeciwbólowego) - ale może wreszcie dowiemy się czegoś więcej?
A wieczorem wysypało Ogrzyka i sobie zagorączkował...
Myślałam - emocje, przecież. Moja krew!
Daliśmy sobie na wstrzymanie, a Ogrzykowi - jak zwykle: aerius, wapno, zyrtek...
Przeszło.
I wtedy - Święta wielkanocne...
...a dzieci kiedy niby wybierają najlepszy moment na prawdziwe chorowanie?
Tak!
Łikędy, święta wszelakie, no przesz dni wolne od pracy, tak?...
Tak!
Żeby trudniej było, ale za to jakie przeżycia!
Ogrzyka wysypało wcześniej, w tygodniu jakoś...
I tak było codziennie, przez cały tydzień! Rano super, a po 17-ej wysypuje i generalnie niefajnie jest.
Dzisiaj - niedziela - odwiedzamy ostry dyżur. A co! Dobrze, że na osiedlu - niedaleko! Gorączki nie ma, wysypki brak! Ale - kontynuować leczenie.  I tak trzymać.
A teraz - jest tuż po północy - Ogrzyk wysypany na czerwono, gorączka i totalnie duupa blada.
Lany Poniedziałek mamy znowu zorganizowany?!
Oby NIE! Plizz.

***  
Na koniec akcent wesoły ...
... Niedziela.
Oglądamy film "Asterix na olimpiadzie".
Finałowa scena.
Dwoje bohaterów (chyba głównych) zmierza romantycznie do siebie...ustami gotowymi do kontaktu.
I wtedy Ogrzyk mówi z obrzydzeniem (chyba?):
- Zaraz się pocałują ... FUUJ!- zasłaniając sobie oczy
..a my (dorośli)  z konsternacji w śmiech!

11 mar 2016

Ale, że to już marzec??



,... Brakuje mi tu pisania.
Tak! Bardzo. 
To chyba jakaś forma głębokiej auto-psychoterapii..(?!)
Od zawsze pisałam pamiętniki – dziś chętnie wracam do tych, w których opisywałam początki znajomości ze Szrekiem, o tak! Jak TO smakuje! Mmmm!
Czy to już pierwsze oznaki starości? ;-)
Fejsdzbuk mnie jakoś nie teges… (nie bierze)… no nie. Wolę chyba pewną anonimowość. Może to tchórzostwo, a może jednak chęć zachowania tajemnicy, intymności czy ja wiem czego jeszcze? Mam coraz więcej do ukrycia, niestety!  … i już.

Jeszcze, ciągle, nie mam fazy i odwagi zmierzyć się z tematem mojej matki.
Oprócz problemu alkoholowego (baardzo delikatnie pisząc), z wyciętym jelitem (z rakiem), a następnie z nadciśnieniem i wykrytą (przez mła!) cukrzycą i w końcu – tadaam! – Alzheimerem średnio zaawansowanym! Demencja. Może nawet demencja alkoholowa?
Na razie nie będę opisywać różnych sytuacjones, bo po co?
Zdążę.
Dzieje się i mnie to sporo kosztuje! Zdrowie moje mnie kosztuje.
W końcu wszystko przede mną. Wiem to. Niestety.
Zostanę – na razie – przy radosnych chwileczkach, chwiluniach mojego życia.
A są takowe.
Jesss!
I całe moje pieprzone szczęście. Bo gdyby nie one, to FUCK!  
Dziś kilka takowych sytuacjones,

Szymon bawi się ze starszym o 5 lat kolegą. Ganiają, biegają i hałasują.  Słyszę jak kolega mówi do Szymka:
- Biegnę się przegrupować
- Ja też... – krzyczy Szymon i dodaje – ...a co to znaczy?

Szykujemy się do przedszkola. Ogrzyk zaczyna mieć focha i marudzi. Wkurza mnie – chociaż udaję, że nie. W końcu podnoszę głos, choć nie chcę-jak zwykle.
- Nie krzycz na mnie, ty krzykaczu! – słyszę
- Co powiedziałeś?
- Nie krzycz na mnie – powtarza, a widząc moją minę dodaje (ze słodkimi szrekowymi dołeczkami w policzkach, które tak uwielbiam) –… Ty mój nerwusie!

26 lip 2015

Z cyklu: „Rozmowy z 5-latkiem”



Wracamy z przedszkola:

- Dobry był obiadek? – pytam – zjadłeś fileta z indyka? – (zupełnie niepotrzebna dokładność!)
- Filet z indyka? - aż przystanął - to był kotlet! Kotlety nie są ze zwierzątek! - stwierdza kategorycznie
- A z czego? - drążę zupełnie niepotrzebnie
- Kotlety są ze sklepu! Zwierzątek się nie je, są potrzebne. Pieski i kotki są potrzebne. I milutkie. Krówka jest potrzebna, pyszne mleko nam daje. No i bolałoby krówkę gdyby się ją jadło...
Zmieniam temat, bo nie wiem co powiedzieć... Czyżby groził nam wegetarianizm?


Ubrałam się kiedyś w spódnicę
Ogrzyk pyta - Mamo, a Ty jesteś królewna?
(hłe hłe - zarechotała Orzyca - chciałabym, chciała...)


Pe.eS.

Wszystkiego najlepszego dla Anek i Krzyśków! Spełnienia marzeń, oceanu cierpliwości, zdrowia, zdrowia i jeszcze kasy ;-) ... czego i sobie i mojemu Ogrowi życzę ;-))

12 sty 2014

Na dobry początek…

Optymistycznie!
Żeby/oby tak było przez cały ten rok!
Postanowienia jakieś starej Ogrzycy?
Tiaa…Trochę tego jest – bywać TUTAJ częściej, mniej tego i owego, a więcej zdrowego/innego…
Pewnie znowu 80% pozostanie w wersji „koncertu życzeń”, ale jeśli choć 20% uda się zrealizować, będę bliżej IDEAŁU! Jessss… choć Ogry to istoty tak bardzo niedoskonałe!  ;-)

A teraz do rzeczy! Garść spisanych przeze mnie (szybko i na kolanie) ogrzykowych perełek!

Ogrzyk uwielbia muzykę, a zwłaszcza PSY („Gangnam style” obie wersje), oraz – ostatnio – My Słowianie. Szreku często puszcza Młodemu muzykę na youtube. I tańczą (znaczy się Ogrzyk wskakuje ojcu na „barana” i ojciec się rusza hi hi)
Któregoś wieczoru Ogrzyk domaga się „teledysku klaskanego” (albo „klaskanej muzyki”- wiadomo?), wskakuje Szrekowi na „barana” i woła: „Tańcymy! No, lusaj!” 
Po pewnym czasie Szreku chce już wyłączyć muzykę, bo nie ma sił, a Ogrzyk protestuje i awantura gotowa… :-/
Podsłuchana (z kuchni) rozmowa Szreka z Ogrzykiem po tym jak zatrzymał „teledysk klaskany” i domagał się przerwy:
Sz – No, przerwa… nie mam siły
O -  …a dzie mój teledys w teleliziozie?
Sz – Zatrzymany i na razie koniec
O – Zatrzymany będzie? I co będzie? Zatrzymany?
Sz – Nie, usunę go
O - … a gdzie będzie?
Sz - Usunę i zniknie … i nie będzie
O - …a gdzie to będzie?
Sz - Nigdzie nie będzie. Nie będzie go.
Ogrzyk po chwilce namysłu, lekko poirytowany:
 - Mówisz do mnie dorosłymi wyrazami i ja nie rozumiem. Wytłumacz mi!
Ja - ;-))

Ogrzyk ciągle nie mówi niektórych liter, zastępuje je albo nie wymawia wcale. Niektóre przestawia. Radzi sobie. Czasem daje to niesamowite efekty, a czasami jest zwyczajnie śmiesznie.

- nudzi mi siobie
- ziemciłem siobie (zmęczyłem się)
- cialy-maly, cialy-maly chciem żeby sobie kupa wyśłaa! (na kibelku – po balu przebierańców z motywem czarodziejów i czarodziejek)
- zwonu (znowu)
- mówie „ale” bo mie nie siuchacie co ja mówie! (wykład dla rodziców, po ich prośbie, żeby nie odpowiadał na wszystko co do niego mówią słowem: „aleee”)
- …. lozumieś mie, kobieto? – to do mnie, po dłuższej przemowie (w czasie której- przyznaję - straciłam wątek)
- publuje („próbuję”, wybrałam takie „u” bo lepiej tu wygląda)
- ublaj mnie (ubierz mnie)
- chce mać ( to oznacza tylko, że chce coś mieć hi hi)

Święta. W przedszkolu uczyli się wierszyków i kolęd na przedstawienie. Fajnie śpiewał! Chyba będzie muzykalny. Przedstawienie też fajnie wyszło (Szreku był, nagrywał i robił foty). Bałam się, że Ogrzyk znowu odwali numer (jak w żłobku) i nie będzie chciał uczestniczyć, a tu jaka niespodzianka! Nie wstydził się wcale, śpiewał i recytował ze wszystkimi!
A w czasie świąt poszedł nawet ze Szrekiem do kościoła (domagał się tego, o dziwo!) zobaczyć Jezusika, stajenkę i śpiewającego anioła (nie wiem skąd mu się ten anioł wziął?). No, to poszli. Po powrocie usłyszałam od podnieconego Ogrzyka opowieść jak było przy stajence u Jezuska, jak było w kościele i jak wszyscy (i anioł też) śpiewali: 
- Pała na wysokości, pała na wysokości, a potój na ziemi! (zawył Ogrzyk)
Dżizass, zmartwiałam, a potem udławiłam się ze śmiechu!

Jeden z wielu (ostatnio) ataków złości i histerii u małego Ogra. :-(  Nie ważne o co - o wszystko i o nic! Walczymy ze sobą (my stare Ogry, same ze sobą walczymy), żeby nie tracić cierpliwości i nie wychodzić z siebie… Różnie nam idzie – ale to osobny temat na długą, długą notę…
W końcu Młody ląduje u siebie w pokoju, żeby „odpocząć” i zastanowić się nad tym, co się stało, że tak się zezłościł i co było nieładne w jego zachowaniu. Po chwili przychodzę do niego do pokoju i pytam, czy już złość mu przeszła. Przytakuje.
- A powiesz mi co Cię zezłościło? – pytam, przytulając tego mojego pyskola
- Siam nie wiem…
Rozczula mnie i wzrusza ten jego „dorosły” ton…
- Spróbuj. Jestem tu i chcę usłyszeć wszystko co tylko chcesz mi powiedzieć. Zrozumiem! (pojechałam „po dorosłemu”)
Czuję jak mięknie, opiera się o mnie i mówi:  
- … bo mi nic w życiu nie wychodzi! Nigdy!
Boszsz! Szczena mi opada! Gdzie to usłyszał?! Nie w domu – to pewne! Nikt u nas nic takiego nie mówi! Chce mi się śmiać i ściska mnie za grdykę jednocześnie. Mówię:
- Szymuś, co ty mówisz?! Jak to Ci nie wychodzi?! Co Ty mówisz?
- Bo ja jestem duptasek! … jestem dupi!
Jednocześnie śmieję się i serce mi się ściska.
- Nie jesteś głuptasek! Absolutnie nie jesteś głupi! Skąd Ci to przyszło do głowy?!
- Jestem dupi, jestem! – czuję małe piąstki akcentujące każde słowo na moich ramionach
- Szymuś, jesteś bardzo mądrym chłopcem! Pamiętaj! Wiem, co mówię, kochanie! Nigdy tak o sobie nie myśl! Słyszysz?!
Milknę i mocno Ogrzyka przytulam, bo za chwilę nie powiem słowa, bo rośnie ta znajoma gula w gardle – nawet teraz, gdy to piszę! Waryjatka! Stara waryjatka!
Jeszcze chwila i uspokaja się. A mój zryty beret zaczyna pracę na najwyższych obrotach – skąd u takiego malucha takie teksty???
A potem jeszcze -to co będzie za chwilę?!

I z ogromnym opóźnieniem – chociaż już po ptokach (jak to mówio):
- Jestem przeciw! Przeciw obowiązkowi szkolnemu 6-latków! Przeciw nakazowi.
Po co naprawiać coś, co działało całkiem dobrze? Do niedawna to rodzice decydowali – Posyłać! Nie posyłać! Oni (RODZICE) i wychowawcy w przedszkolach wiedzieli najlepiej czy dziecko nadaje się emocjonalnie, psychicznie i fizycznie do szkoły (ze wszystkimi jej konsekwencjami). I większość z nas poszła jednak do szkoły w wieku 7-miu lat. Nie podoba mi się, że odbiera się nam prawo do decyzji, że odbiera nam się możliwość wyboru, że odbiera nam się rozum i rozsądek!
Bo głupi jesteśmy? Niezaradni/niewydolni wychowawczo? Nie podoba mi się, że nagle ktoś stwierdza, że od teraz będzie inaczej i już! I decyduje za nas… Bo tak robi cały świat, bo to oznacza nowoczesność, a posyłanie dzieci rok później oznacza dla nich opóźnienia, srenia i inne biadolenia.
Nie trafia to do mnie!
Bardziej przemawia do mnie wypychanie na rynek pracy młodych rok, cały rok, wcześniej! 

I to tyle na początek.
Oby dobry on był, ten Nowy Rok!!

25 paź 2013

Nadrabiam...



Wstyd!
Tyle obietnic i ciągle "nada, niene, niczewo, nothing"! 
Ale wstrząśnięta (nie zmieszana) przez Agnieszkę (dzięks!) i zmuszona wewnętrznym głosikiem - zamieszczam kolejny (z)rzut z życia Ogrów. 
Miłego czytania ;-))   

Zaległy bardzo w(y)rzut – jeszcze z maja…
Wracam do domu. W progu wita mnie mama i mówi, że Ogrzyk wyjął sobie gila z nosa, ale coś tam jeszcze ma...
Szymek podchodzi dłubiąc w nosku i mówi: - Mama tam hop, wymij! - (hop to piłka! Ostatnio bawił sie małymi koralikami i pojęcia nie mam skąd je brał).
Na wszelki wypadek robi mi się słabo, ale upewniam się:
- Masz kulkę w nosku?
- Taa, mama tu hop, wymij! – pokazuje ten/to paluszkiem.
Odchylam Ogrzykowi główkę, zaglądam do noska ...niestety, jest! - pomarańczowa kuleczka w dziurce. Pierwszy odruch - nacisnąć, a w tyle głowy już alarm : telefon, taksówka, szpital… tylko który?? Naciskam płatek noska, koralik ani drgnie, za to Ogrzyk się krzywi - niee! Najspokojniej jak potrafię tłumaczę Ogrzykowi – Posłuchaj, musisz mi pomóc, spróbujemy wydmuchać kulkę. Ja nacisnę Ci jedną dziurkę (pokazuję na sobie), a Ty wydmuchasz powietrze, o tak (znowu pokazuję), ale panika (i ciśnienie!) rośnie. Spokojnie, tylko spokojnie! Naciskam mu z jednej strony nosek i każę dmuchać.
Dmuchnął - Nic.
Jeszcze raz - Juś nie, mama nie! Nie! - marudzi. Zaglądam do dziurki, koralik jest bliżej. Naciskam płatek noska - JEST! Wyszedł!
Oddycham!
…I mam ochotę wtłuc Ogrzykowi  - ze szczęścia, bezsilności, strachu i ku pamięci!

Obecnie …
Rozgadał się i buzia mu się nie zamyka (a ostrzegali nas, że tak będzie!). chociaż nie mówi „k” i „g”, a także „r” i paru innych liter – daje radę! Oj, tak!
- Nie rób bólu – jak mu nie pasuje sposób mycia Szreka, na przykład
- Nie tejas, nie mam ciasu

Ulubione hasło Ogrzyka o godzinie 6.00 rano (najlepiej w sobotę lub niedzielę!)
- do joboooti! (i nie ma zmiłuj – wstajesz jeden z drugą!)
- ocia - oczy (reklama parówek Berlinek z piosenką „good morning” Ogrzyk śpiewa: „tu ju tu ju!” ) przy gotowaniu parówek - mama tu nie ma ocia!
- mysie zie tak - ulubiona odpowiedź na prawie każde pytanie
- siempy - smerfy
- siontamy (sprzątamy)
- sipal (szpital)
- nie pesiadaj tatusiu – uniwersalne! Zwłaszcza przy komentarzach lub zwracaniu uwagi przez Szreka kiedy coś się Ogrzykowi zbroi ;-)


Przywleczone z przedszkola.

Nie da się ukryć, że szybko się uczy ;-))

Pewnego wieczoru …
Siedzimy w domu. Ogrzyk coś przeskrobał. Jak zwykle hi hi. Szreku idzie z nim do małego (ogrzykowego) pokoju, tłumaczy przewinienie i wraca do mnie. Cisza. Przedłużająca się cisza! Po dłuższej chwili do naszego pokoju wkracza Ogrzyk. Staje przy wersalce, patrzy z groźną miną (komiczną!) na Szreka, jedna ręka na boku, a drugą macha paluszkiem (niu niu!) i mówi do tatusia:
- a ty młodi mi nie potsiatuj, bo ziobaciś!
Mina Szreka – bezcenna! Ogrzyca dusi się z powstrzymywanego śmiechu ;-)

Wychodzimy z przedszkola. Pytam, co było na obiadek. Ogrzyk bez zastanowienia (pokazując paluszkiem na ścianę z wywieszoną listą menu):
- Tam jest, pocitaj sobie.  ;-))
Angielski mają w ramach zajęć dofinansowanych, za które nie płacą rodzice. Na razie.
Pytam Ogrzyka czego się nauczył na lekcji angielskiego. Ogrzyk wylicza, bez zająknienia: 
 - Dumonin, dubaj, siijuu - Rodzice przeszczęśliwi.     


Ogrzyk pomidorowy jest!  

Jemy pomidory ze śmietaną, Ogrzyk chce spróbować. Dostaje troszkę pomidorowej śmietany na łyżeczce. Mlaska, kiwa głową z aprobatą i słyszymy:
- mmmm! pelfetta! (dla niewtajemniczonych – z reklamy, sama nie wiem której)
w temacie pomidorowym...
- Jaka zupka była na obiadek?
- Ziupa z siosem pomidolowym


Mówi = tatusiu, ale =  mamusio, babcio Klysio



Próbuję od Ogrzyka wyciągnąć jakieś opowieści przedszkolne. Nic! A potem do domu wraca Szreku i słyszę jak Ogrzyk pepla o tym i owym. Wchodzę do pokoju (bo, jak zwykle jestem wtedy w kuchni – szit!) i słyszę:
- A Ti ucietaj!
Podnosi mi się ciśnienie, ale baardzo spokojnie mówię:
- Nie! Chcę posłuchać, bo jestem ciekawa co u Ciebie, a Ty nie rozmawiasz ze mną
Ogrzyk, nie przerywając układania wieży z klocków mówi (z westchnieniem!): 
-No, dooblaa mamusio lozmawiamy!

I ostatnie już - do mam przedszkolaków ;-)
Jesteście za czy przeciw 6-latkom w szkole?  
Ja odpowiem za chwilę.