...czyli cena za brak asertywności...
A miało być tak pięknie …
Mieliśmy siedzieć w domu, miał być też mój brat, miało być spokojnie czyli tak jak ostatnio lubię najbardziej.
Miało i się zesrało.
Wprosili się znajomi, Ci sami co w zeszłym roku, ze swoim synkiem trzylatkiem. Nadpobudliwym, hałaśliwym i bardzo rozpieszczonym chłopaczkiem, który uwielbia być w centrum uwagi. Tak w ogóle to zgodziłam się, bo bardzo ich lubię, a ich synka do niedawna uwielbiałam – żeby nie było. Po prostu albo zupełnie zdziczałam na tym zwolnieniu, albo w tej chwili i na tym etapie mojego życia potrzebuję spokoju, albo nie był to najlepszy dzień i zwyczajnie moje hormony zagrały … i zatańczyły flamenco z przytupem i zgrzytaniem zębów.
Cóż, królową czaru i uroku to ja nie byłam. Nie emanowały też ode mnie ani pozytywne wibracje, ani zadowolenie, ani żadne inne sympatyczne emocje.
Do głosu doszła, siedząca dotąd cicho, moja wewnętrzna wiedźma!
I nie chodziło tu o obsługę gości, bo Szreku stanął na wysokości zadania i wziął to na siebie. Poza tym znajomi nie należą do gości, nad którymi trzeba się specjalnie wytrząsać. Po prostu jakoś szybko mnie zmęczył hałas, zamieszanie, piski i bieganina dziecka, a w końcu jego kotłowanina w naszej pościeli w drugim pokoju. Już to, że skotłował nam łóżko mnie zirytowało, ale potem wołał po kolei swoich rodziców i nas i każdy mógł nie tylko podziwiać jego popisy w naszej pościeli, ale jeszcze bałagan, który natychmiast się tam pojawił znikąd. Potem było już tylko gorzej, a moja cierpliwość topniała gwałtownie jak pierwszy śnieg. Każde moje wejście do kuchni powodowało gwałtowne skurczenie się przestrzeni. Wystarczyło, że w tym samym czasie wszedł tam ktoś jeszcze i nagle okazywało się, że gdzie by się nie obrócił – tam napotykał/ocierał się/odbijał się od mojego brzucha. Raz nawet wściekłam się, bo zagadany Szreku odwrócił się w moją stronę mniej ostrożnie i dość boleśnie odbił biodrem od mojego brzuchola. Usiadłam więc w kącie przy stole, żeby nie zagęszczać i nie zabierać przestrzeni w naszym niewielkim mieszkaniu, ale i tak już nakręcałam się i wszystko mnie wnerwiało. A co gorsze – Ogrzyk też się uaktywnił pod wpływem moich negatywnych emocji i kopał jak szalony. Nigdy wcześniej nie wybijał aż takich hołubców! Były momenty, że nie było to przyjemne. W każdym razie moja wewnętrzna wiedźma syczała sobie pod nosem cichutko i nakręcała się niepostrzeżenie … Znajoma z synkiem zebrała się koło 21-ej, a jej mąż poszedł po 23-ej. Zmęczona i rozdrażniona zastanawiałam się czy czekać do północy czy położyć się spać. Poczekałam. A moja wiedźma wyszczerzyła kły w złośliwym uśmiechu i zatarła radośnie łapska… O północy wyrwała się spod kontroli i rozjazgotała na całego. Zamiast życzeń noworocznych na Szreka posypał się grad złośliwości, jadu i pretensji. Jednym słowem ulało się na biedaka.
O dziwo, albo tak dobrze mnie zna, że się tego spodziewał, albo mój obecny stan każe mu brać poprawki na wszelkie moje wybuchy i fochy, albo był już tak znieczulony, że nie zrobiło to na nim większego wrażenia, w każdym razie jedyną odpowiedzią był jego spokój i cierpliwość, które imponowały. Nawet tupiącej z wściekłości wiedźmie. Co więcej, wiedźma usłyszała życzenia, dostała łyka szampana i kilka słodkich buziaków.
A potem staliśmy na balkonie (brat, Szreku obejmujący swoją wyluzowaną nagle wiedźmę z cichutkim Ogrzykiem w środku) i podziwialiśmy fajerwerki wybuchające ze wszystkich stron.
Ogrzyk ewidentnie nie lubi huku i ożywił się dopiero po opuszczeniu hałaśliwego balkonu.
Około 1-ej w nocy zaległam nareszcie w wyrku głaskając na dobranoc/dzień dobry mojego Ogrzyka.
I tak oto z hukiem, wrzaskiem i przytupem rozpoczął się dla nas Nowy Rok...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźma. Pokaż wszystkie posty
4 sty 2010
17 sty 2009
Wiedźma!
Stara wiedźma a nie Ogr! czyli uważaj co komu życzysz, bo jeszcze się spełni!!!
Robiłam zakupy dla Brata-Zrytego-Bereta (w skrócie będzie BZB).
Kupiłam nie to co trzeba...no to marudził! Cóż, często się to zdarza - pedancik, cholera, się robi z niego. Wymagający pedancik! Zadzwonił, że nie to co kupiłam, nie tej firmy, a on sobie pojechał i kupił, bo to co chciał BYŁO OBOK tego co kupiłam! No tego typu pierdy. Lubi być upierdliwy, a ja mu wybaczam, bo sama se lubię czasempomarudzić...A że przy okazji złośliwy jest - to się psztykamy troszku też. Tak przy okazji i dla żartu - niegroźnie...chyba...
A więc po zakupach zadzwonił, żeby mi oświadczyć, że sam sobie lepsze zakupy zrobił, ponawtykaliśmy sobie złośliwości...tylko, że ja (jak zwykle) przesadziłam! Szedł do dentysty, a ja mu życzyłam (na-dowidzenia)....aż się teraz wstydzę przyznać!! - życzyłam, żeby go bolało jak mu będzie robiła zęba...Nie wiem co we mnie wstąpiło, bo ani tego nie chciałam, ani tak nie myślałam!!! Faakiinszit!!! NIGDY TAK NIE ROBIĘ!!
...Zadzwonił jak wrócił...a jak?!
Ząb pękł przy borowaniu (!!!), a ŻADEN z dwóch zastrzyków przeciwbólowych/znieczulających nie zadziałał! BZB ma teraz kawałek czegoś, co zostało po tej masakrze i na to będzie doklejana koronka czy jakieś inne gówno...jak się uda!
To trzeba mieć niewyparzoną gębę co?! Jasne, On się śmiał, że ukarałam go...ale mnie nadal, kurwa, do śmiechu nie jest!!
Czy ja kiedyś nauczę się trzymać jęzor za zębami?! Czy przestanę pleplać bez sensu i orientu?! Szkoda tylko, że mój "zły urok" (jak się okazuje - umiem go rzucać!) nie działa na moich wrogów! Albo na ludzi, którzy mnie wnerwiają z jakichś powodów...
A gdyby się udało osiągnąć wyższy pułap, wyższy poziom rozwoju??
Taki, żeby DOBRE ŻYCZENIA się spełniały???
Na razie z moimi czarami to do bani jest!
Potrzebuję pilnie korepetycji!!
Harry Potter to ze mnie nie będzie...ani Hermiona...:-(
Nie życzyć nic złego NIKOMU - bo się spełni! Nowa zasada w moim życiu!
A Wy Trzymajcie się ode mnie z daleka!!!
to pisałam ja, wiedźma Fjona
Robiłam zakupy dla Brata-Zrytego-Bereta (w skrócie będzie BZB).
Kupiłam nie to co trzeba...no to marudził! Cóż, często się to zdarza - pedancik, cholera, się robi z niego. Wymagający pedancik! Zadzwonił, że nie to co kupiłam, nie tej firmy, a on sobie pojechał i kupił, bo to co chciał BYŁO OBOK tego co kupiłam! No tego typu pierdy. Lubi być upierdliwy, a ja mu wybaczam, bo sama se lubię czasempomarudzić...A że przy okazji złośliwy jest - to się psztykamy troszku też. Tak przy okazji i dla żartu - niegroźnie...chyba...
A więc po zakupach zadzwonił, żeby mi oświadczyć, że sam sobie lepsze zakupy zrobił, ponawtykaliśmy sobie złośliwości...tylko, że ja (jak zwykle) przesadziłam! Szedł do dentysty, a ja mu życzyłam (na-dowidzenia)....aż się teraz wstydzę przyznać!! - życzyłam, żeby go bolało jak mu będzie robiła zęba...Nie wiem co we mnie wstąpiło, bo ani tego nie chciałam, ani tak nie myślałam!!! Faakiinszit!!! NIGDY TAK NIE ROBIĘ!!
...Zadzwonił jak wrócił...a jak?!
Ząb pękł przy borowaniu (!!!), a ŻADEN z dwóch zastrzyków przeciwbólowych/znieczulających nie zadziałał! BZB ma teraz kawałek czegoś, co zostało po tej masakrze i na to będzie doklejana koronka czy jakieś inne gówno...jak się uda!
To trzeba mieć niewyparzoną gębę co?! Jasne, On się śmiał, że ukarałam go...ale mnie nadal, kurwa, do śmiechu nie jest!!
Czy ja kiedyś nauczę się trzymać jęzor za zębami?! Czy przestanę pleplać bez sensu i orientu?! Szkoda tylko, że mój "zły urok" (jak się okazuje - umiem go rzucać!) nie działa na moich wrogów! Albo na ludzi, którzy mnie wnerwiają z jakichś powodów...
A gdyby się udało osiągnąć wyższy pułap, wyższy poziom rozwoju??
Taki, żeby DOBRE ŻYCZENIA się spełniały???
Na razie z moimi czarami to do bani jest!
Potrzebuję pilnie korepetycji!!
Harry Potter to ze mnie nie będzie...ani Hermiona...:-(
Nie życzyć nic złego NIKOMU - bo się spełni! Nowa zasada w moim życiu!
A Wy Trzymajcie się ode mnie z daleka!!!
to pisałam ja, wiedźma Fjona
Subskrybuj:
Posty (Atom)