... czyli Fjona-cienki Bolek.
Pierwsze koty za płoty! To dzisiaj był debiut żłobkowy. Ależ to zleciało!
Ogrzyk, zgodnie ze swoim przekornym charakterkiem, dzisiaj nie chciał nawet zbliżyć się do schodów żłobka. Chociaż (odkąd sam chodzi) za każdym razem kiedy tamtędy przechodziliśmy, wdrapywał się na nie ochoczo i nie dał się zabrać. Kiedy w końcu weszliśmy do środka, a wszelkie formalności zostały zakończone – nadejszła wiekopomna chwila: wejście na salę.
I proszsz!
Pooszedł! Prosto do zabawkowej kuchni, bo szafki miały drzwiczki i do tego talerzyki, widelczyki i malunie filiżaneczki. Można było otwierać i zamykać, wyjmować i układać, a potem wkładać z powrotem do szafeczki i zamykać drzwi, znowu i znowu. Nie widział mnie! Dobry start, obiecujący. W ramach eksperymentu zostałam nawet poproszona o wyjście na korytarz, niech się oswaja, że mnie nie ma w zasięgu wzroku. Minęło ok. 15-20 minut. W tym czasie dookoła panował taki harmider, że głowa pękała w szwach. Rodzice przyprowadzali kolejne dzieci, wchodzili, wychodzili, wracali, panie wychodziły i każdemu po kolei tłumaczyły co i jak… Ja tylko łapałam kontakt wzrokowy z opiekunkami i pytałam jak tam. Było oki. I w pewnym momencie usłyszałam płacz, który szybko przeszedł w krzyk. Nie, to nie Ogrzyk. Ale do malucha dołączyły jeszcze ze dwa, potem trzy głosy, a gdy kolejny raz drzwi się otworzyły widziałam Ogrzyka jak biegnie w stronę drzwi z wyraźną „podkówką” na buzi i z okrzykiem „mama!”. Potem pytałam pani, kiedy zaczął płakać, powiedziała, że przestraszył się krzyku jednego z chłopców (faktycznie piszczał tak, że uszy bolały!). W każdym razie Szymuś rozkręcił się i rozżalił na maksa. Pani zasugerowała, że może na dzisiaj wystarczy i mogę go zabrać. Bardzo chętnie, bo hałas mnie zmasakrował, a emocjonalnie byłam bliska dołączenia do ryku mojego synka. Zwłaszcza, że w Sali płakało już z siedmioro dzieciaczków. Tylko, że Ogrzyk z Sali wyszedł, ale ze żłobka wyprowadzić się nie dał! I tak staliśmy na korytarzu, on ryczał, ja pytałam gdzie chce iść, a on nie mógł się zdecydować. W końcu drzwi do Sali otworzyły się po raz pierdylion siedemdziesiąty dziewiąty, a wtedy Szymek zwyczajnie wszedł do środka (nie przestając ryczeć). I stał tam taki rozdarty, niezdecydowany i nieszczęśliwy, bo „jego” kuchnia była zajęta! I z tej frustracji zaczął nawet rzucać plastikowymi talerzami o podłogę… A ponieważ nie bardzo chciał się uspokoić, a jakaś dziewczynka, która podeszła do niego po chwili też się rozpłakała – dałam za wygraną. Wyszliśmy. On cały spocony od płaczu, z zaparowanymi okularkami, z gilami do pasa i ja mokra, spięta i z histerią gotową za zakrętem. Jeszcze na zewnątrz dwa razy mi się wyrywał i biegiem wracał do żłobka…
A potem, w domu, kiedy przyszła babcia i zajęła się małym diabełkiem, mama (czytaj: stara i głupia Fjona) opowiedziała wszystko Szrekowi, zalewając siebie i telefon rzęsistymi łzami. Tak się rozkręciłam, że kiedy zadzwonił mój brat (też ciekawy jak tam debiucik Szymka), wystraszyłam go nie na żarty, bo nie mogłam wydusić słowa. No, waryjatka jakaś!
Ech, menopauza już coraz bliżej, nie ma to tamto!
A teraz siedzę przy laktopie, nie mam sił i ochoty na robienie czegokolwiek, a Ogrzyk śpi i co jakiś czas mówi coś przez sen! Przeżywa.
Jutro podejście drugie. Jedno, co mi się nie podoba, to bardzo duża grupa – doliczyłam się ok. 26 dzieciaczków! Młodsze grupy są mniej liczne. Cóż, nic się na to nie poradzi. I tak wiele dzieci jest jeszcze na listach rezerwowych.
A dzisiaj nasza siódma rocznica ślubu (wełniana lub miedziana). Nawet nie wiem czy to jakoś uczcimy… Teraz czuję się emocjonalnie wypompowana. Może do wieczora mi przejdzie, podładuję trochę akumulator i nabiorę ochoty na cokolwiek?
Psst: wielkie dzięki za wsparcie, kciuki i rękaw do wypłakania użyczony przez pewną Kobietę. ;-))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rocznica. Pokaż wszystkie posty
3 wrz 2012
5 wrz 2011
1,5 i 6
czyli półtora roku Ogrzyka i 6-ta rocznica ślubu … cukrowa (hmmm).
Ogrzyk skończył półtora roku!
Stał się małym, fajnym facecikiem. Z każdym dniem mądrzejszy, fajniejszy, bardziej bystry i ruchliwy. Z każdym dniem ma coraz konkretniejszy charakterek, jest coraz bardziej uparty, a czasami bywa wręcz nieznośny. Ale jest przy tym tak kochanym i słodkim urwisem, że nawet nie umiem już się na niego złościć… No, chyba, że grzebie kocie w kuwecie...
Długo mogłabym pisać o Ogrzyku i jego umiejętnościach, ale to nie dziś.
Dzisiaj tylko tyle – jestem z Niego bardzo dumna, a obserwacja jak każdego dnia zmienia się, rozwija i uczy nowych rzeczy, to najprzyjemniejsza część mojego macierzyństwa. :-))
I nasza rocznica, podobno cukrowa …
Tylko czemu jakoś mi nie słodko?
Kryzys? Nawet jeśli, to ja go mam/przechodzę, bo według Szreka wszystko jest oki. To ja się ciągle czepiam, czegoś od niego ciągle chcę, coś bym w naszych relacjach zmieniła, czegoś więcej chciałabym dla siebie, do cholery! On ma się oki. On ma całkiem wygodne życie. On ma jakoś coraz mniej obowiązków, bo większość wzięłam na siebie – taka byłam głupia. A teraz to ja muszę o wszystkim myśleć, pamiętać, przypominać, a jak znudzi mi się przypominanie, to zrobić to sama! I to nie jest tak, że nie doceniam i nie rozumiem jak ciężko pracuje, żeby nas utrzymać, że nie widzę, jak bardzo jest zestresowany i zmęczony, bo w pracy staje na uszach, żeby było dobrze. Tylko, że ja szarpię się i miotam i jestem już tak zmęczona i sfrustrowana, że czasami mały drobiazg doprowadza mnie do wrzenia.
Potrzebuję zmiany, chwili relaksu, czasu dla siebie (bez wyrzutów sumienia).
Zadbać o siebie (dla odmiany), zrobić coś ze sobą, bo tak strasznie się zapuściłam … to moje marzenie. Tego chcę i potrzebuję. Tego sobie życzę. Zwłaszcza jeśli chcę, żeby nasze kolejne rocznice były lepsze.
Żeby w ogóle były.
Ogrzyk skończył półtora roku!
Stał się małym, fajnym facecikiem. Z każdym dniem mądrzejszy, fajniejszy, bardziej bystry i ruchliwy. Z każdym dniem ma coraz konkretniejszy charakterek, jest coraz bardziej uparty, a czasami bywa wręcz nieznośny. Ale jest przy tym tak kochanym i słodkim urwisem, że nawet nie umiem już się na niego złościć… No, chyba, że grzebie kocie w kuwecie...
Długo mogłabym pisać o Ogrzyku i jego umiejętnościach, ale to nie dziś.
Dzisiaj tylko tyle – jestem z Niego bardzo dumna, a obserwacja jak każdego dnia zmienia się, rozwija i uczy nowych rzeczy, to najprzyjemniejsza część mojego macierzyństwa. :-))
I nasza rocznica, podobno cukrowa …
Tylko czemu jakoś mi nie słodko?
Kryzys? Nawet jeśli, to ja go mam/przechodzę, bo według Szreka wszystko jest oki. To ja się ciągle czepiam, czegoś od niego ciągle chcę, coś bym w naszych relacjach zmieniła, czegoś więcej chciałabym dla siebie, do cholery! On ma się oki. On ma całkiem wygodne życie. On ma jakoś coraz mniej obowiązków, bo większość wzięłam na siebie – taka byłam głupia. A teraz to ja muszę o wszystkim myśleć, pamiętać, przypominać, a jak znudzi mi się przypominanie, to zrobić to sama! I to nie jest tak, że nie doceniam i nie rozumiem jak ciężko pracuje, żeby nas utrzymać, że nie widzę, jak bardzo jest zestresowany i zmęczony, bo w pracy staje na uszach, żeby było dobrze. Tylko, że ja szarpię się i miotam i jestem już tak zmęczona i sfrustrowana, że czasami mały drobiazg doprowadza mnie do wrzenia.
Potrzebuję zmiany, chwili relaksu, czasu dla siebie (bez wyrzutów sumienia).
Zadbać o siebie (dla odmiany), zrobić coś ze sobą, bo tak strasznie się zapuściłam … to moje marzenie. Tego chcę i potrzebuję. Tego sobie życzę. Zwłaszcza jeśli chcę, żeby nasze kolejne rocznice były lepsze.
Żeby w ogóle były.
6 wrz 2010
Drewniana z niepokojem w tle
Piąta rocznica ślubu – drewniana
Wieczór przyjemny, spędzony w domu (oszczędności) z pizzą i winkiem musującym ;-)
Wieczór przyjemny, spędzony w domu (oszczędności) z pizzą i winkiem musującym ;-)

Byłoby jeszcze przyjemniej gdyby nie …
Przedpołudniowa wizyta u pediatry rodzinnego i szczepienie na WZW B.
Odbyło się też mierzenie i ważenie Ogrzyka (8200g i 65 cm, chociaż wydaje mi się, że jest dłuższy).
Komentarz pani doktor – „wygląda na to, że będzie niewysokim, atletycznie zbudowanym facecikiem”. Nie pocieszyła mnie, chociaż się spodziewałam. Mama - okrągły knypek, papa – owszem, wyższy, ale też raczej okrągły … pfff! Też coś! Wiadomo - obciążenie genetyczne, szit!
A potem, przekrzykując płacz Szymka po szczepieniu, zahaczyłam o jego siusiora. Pani doktor próbowała mi pokazać jak sobie poradzić z utrzymaniem higieny, ale nie dała rady. :-( Zaleciła pilną konsultację z chirurgiem urologiem. Już zamówiłam wizytę na środę. A więc do środy.
I jakoś wrzesień zapowiada się pod znakiem wizyt lekarskich z Misiem – już dwie za nami, a tu jeszcze urolog, usg bioderek i jeśli uda się dodzwonić – okulista. Ale niech tam! Oby wyniki były dobre.
Na zakończenie mały, pozytywny akcent - dwa słodziaki ;-))
czyli blisko, coraz bliżej ...
4 wrz 2009
Czwarta - Kwiatowa
Dzisiaj mijają cztery lata od naszego ślubu. Kolejny rok razem.
Chciałabym (czyżby??) napisać jakąś romantyczną historię o kolacji przy świecach czy wspaniałych prezentach rocznicowych...
Ale nie napiszę.
Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
Jesteśmy tak zaaferowani innymi problemami, tyle ważnych spraw w głowach nam siedzi, że o mało co, a zapomnielibyśmy w ogóle...
Dobrze, że mam wklejony suwaczek na blogu ;-)
A więc to już czwarta rocznica. Już albo dopiero.
Ważne, że z Nim!!!
Nie przychodzą mi do głowy żadne piękne i wielkie słowa - napiszę tylko, że dobrze, że jest jak jest i mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej tak dobrze - jeśli nie lepiej ;-))
Tego nam życzę na najbliższe jubileusze! ;-))
Chciałabym (czyżby??) napisać jakąś romantyczną historię o kolacji przy świecach czy wspaniałych prezentach rocznicowych...
Ale nie napiszę.
Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
Jesteśmy tak zaaferowani innymi problemami, tyle ważnych spraw w głowach nam siedzi, że o mało co, a zapomnielibyśmy w ogóle...
Dobrze, że mam wklejony suwaczek na blogu ;-)
A więc to już czwarta rocznica. Już albo dopiero.
Ważne, że z Nim!!!
Nie przychodzą mi do głowy żadne piękne i wielkie słowa - napiszę tylko, że dobrze, że jest jak jest i mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej tak dobrze - jeśli nie lepiej ;-))
Tego nam życzę na najbliższe jubileusze! ;-))
p.s. niestety moja cierpliwość znowu została wystawiona na próbę. Badania, na które tak czekam zostały przełożone na wtorek 8-go. A chciała mnie przesunąć na 9-go! Nic sobie nie mogę zaplanować, nic! Znowu trzeba odkręcać, odwoływać urlop, no i CZEKAĆ kolejny dzień! Jak tu się nie denerwować?!
3 wrz 2008
Skórzane wesele

Dzisiaj nasza trzecia rocznica ślubu. :-D
A razem jesteśmy już/dopiero lat siedem! Kiedy to zleciało?!
Mamy zamiar uczcić to dzisiaj wieczorem kolacją w takiej fajnej knajpce, którą do tej pory oglądaliśmy z daleka ;-)) Dzisiaj wreszcie do niej wejdziemy! Obiecaliśmy to sobie w zeszłym roku, że jeśli nam się choć trochę poprawi (zwłaszcza finansowo) to zaszalejemy w rocznicę! :-) No i się poprawiło! Trochę, ale zawsze!!! :-D
Szreku zmienił pracę, dostał szansę na rozwój i lepsze pieniądze :-)
Mam ochotę powspominać, ale nie ma w tej chwili czasu! Do pracy!
Pewnie wieczorem też nie będzie czasu ...
Nic to - wspomnienia nie zając, nie uciekną hihi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)