Dojechał szczęśliwie, prawie bez problemów! Jedyne jakie miał to z elektroniką (tel.kom. mu nie zagadał) - ale to typowe dla informatyków, tak jak z tymi szewcami, co to bez butów chodzą ;-)
A więc pociągiem/spacerkiem w przyspieszonym trybie "zaliczył" Paryż ;-)
Mam cichutką nadzieję, że TAK MU SIĘ TAM SPODOBA i taki poczuje niedosyt, że może na którąś rocznicę mnie tam uprowadzi, nakarmi francuskim jadłem, upije francuskim winem...
...może być szampan :-))
...a potem niecnie wykorzysta! O! ;-))
Na razie pojechali do docelowej miejscowości (daleko za Paryżem) i ani słychu, ani dychu.
Pewnie odsypia stresy i wrażenia!
Mnie za chwilę też pewnie łepetyna pęknie na pół! Ale godzina wczesna - może coś pogmeram w mojej pracy-jakże-twórczej!
Wraca w środę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szreku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szreku. Pokaż wszystkie posty
7 kwi 2009
6 kwi 2009
Słomiana wdowa...
Stresy, nerwy, nerwy i stresy.
Szreku sobie poleciał.
Do Francji na szkolenie. A żeby było od razu z grubej rury - wysłali go samego, do Francji, bez znajomości francuskiego i słabą angielskiego, nikt po niego nie wyjdzie - sam se ma poradzić i jakoś dotrzeć do dzielnicy La Defense, gdzie będzie czekać kolega z pracy... Szczęście, że istnieje internet! Koledzy z pracy podpuścili go, żeby wykorzystał te kilka godzin do spotkania na spacer przez Paryż ;-) W sumie racja - czemu tego nie wykorzystać? Nie wiem jak sobie Szreku poradzi na lotnisku i z kolejką, która ma go dowieźć do centrum, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to po wyjściu z kolejki, przejdzie sobie obok Luwru, potem Polami Elizejskimi aż do Łuku Triumfalnego i dopiero za nim wsiądzie do metra, do dzielnicy La Defense...
Taki jest plan...Teraz właśnie leci. A ja cały dzień będę przeżywać jak żaba zastrzyk!! Tak - można się śmiać!
Jego pierwsza podróż służbowa, pierwszy lot samolotem i do tego Paryż! ;-) Mam nadzieję, że wszystko mu się uda, że sobie poradzi i że będzie mu się tam podobać! Trzymam za Niego wielkie kciuki!
Szreku sobie poleciał.
Do Francji na szkolenie. A żeby było od razu z grubej rury - wysłali go samego, do Francji, bez znajomości francuskiego i słabą angielskiego, nikt po niego nie wyjdzie - sam se ma poradzić i jakoś dotrzeć do dzielnicy La Defense, gdzie będzie czekać kolega z pracy... Szczęście, że istnieje internet! Koledzy z pracy podpuścili go, żeby wykorzystał te kilka godzin do spotkania na spacer przez Paryż ;-) W sumie racja - czemu tego nie wykorzystać? Nie wiem jak sobie Szreku poradzi na lotnisku i z kolejką, która ma go dowieźć do centrum, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to po wyjściu z kolejki, przejdzie sobie obok Luwru, potem Polami Elizejskimi aż do Łuku Triumfalnego i dopiero za nim wsiądzie do metra, do dzielnicy La Defense...
Taki jest plan...Teraz właśnie leci. A ja cały dzień będę przeżywać jak żaba zastrzyk!! Tak - można się śmiać!
Jego pierwsza podróż służbowa, pierwszy lot samolotem i do tego Paryż! ;-) Mam nadzieję, że wszystko mu się uda, że sobie poradzi i że będzie mu się tam podobać! Trzymam za Niego wielkie kciuki!

fot. kradzione z googla ;-)
6 gru 2008
Godzina zero, czyli ... hau hau!!
Odszczekuję!!!
Wstyd się przyznać ale moje paranoje wzięły górę nad rozsądkiem!
A mojego Szreka trzeba bardzo przeprosić...!!! BARDZO! Cmok-cmok!
Przez chwilę bałam się, że Szreku nie pojedzie, "zapomni", będzie mieć "ważniejsze sprawy" ... (skrzywienie! ... przykra pozostałość po płytkim, prymitywnym i strasznie tchórzliwym złamasie z przeszłości!! tfu..).....
Taki był Szrek jakiś milczący i obcy odkąd Go umówiłam na "badanie"... smutny?
Myślałam, że...obraził się? Poczuł upokorzony?...bał się...?
Nie wiem co jeszcze...(a może powód był zupełnie inny?)
Tak czy owak - FUJ! Wstyd! Głupia Fjona!........
Jak można tak nie wierzyć Swojemu Szrekowi! Kochanemu Szrekowi! Dojrzałemu FACETOWI?!
Pewnie, że pojechał!!
... W korkach... przez remontowane, zapchane miasto! Zestresowany i niepewny co TAM będzie i co TAM będzie musiał przejść...albo co Mu będą chcieli zrobić?....
A TAM?!.....oj!.............
Powiem tak- pełna dyskrecja i komfort!!!
SAM SOBIE w komfortowych warunkach z pewnymi oporami psychicznymi...pobrał próbki....
...
Gdyby takie badanie dotyczyło kobiety - myślę, śmiem twierdzić, że "konieczna" byłaby obecność lekarza, dwóch pielęgniarek i trzech świadków!!! ...
Kamerzysty programu TV1 albo TVN 24?...
A najlepiej - grupy studentów pierwszego roku ginekologii!!!.......
Przesadzam?
No, pewnie, że tak!!!
Ale takiej delicji - INTYMNOŚCI i komfortu - żadna z nas nie przeżyła i nie przeżyje!
Bo my baby jesteśmy - twarde suki-sztuki!
PARDON!
sorki wszystkie delikatne lejdis...hłehłe ... ;-)
Cholera i szit!!
I tak ma być i już!
Aż się prosi o inne słowo!...Bo to chłopy w końcu!!
Do czego zmierzam?
... Oprócz tego, że Kika zapierdala po mieszkaniu jak mały perszing, meserszmit czy inna qwa rakieta?!?!...przez robale czy nie? z robalami czy bez?
.....
Do wyniku Szrekowego...- we wtorek...MAILEM! qwa! tak, mailem!
Co Ty na to, Marchewkowa Feministko?!
Faceciki to jednak inny, wyższy gatunek! Nie?
LEPSZY! ;-))
Niom!
A poza tym? ...
Jeśli ktoś ma mieć problem - wolę ja!
Biorę to na swój zryty beret!
dobranoc ...
Wstyd się przyznać ale moje paranoje wzięły górę nad rozsądkiem!
A mojego Szreka trzeba bardzo przeprosić...!!! BARDZO! Cmok-cmok!
Przez chwilę bałam się, że Szreku nie pojedzie, "zapomni", będzie mieć "ważniejsze sprawy" ... (skrzywienie! ... przykra pozostałość po płytkim, prymitywnym i strasznie tchórzliwym złamasie z przeszłości!! tfu..).....
Taki był Szrek jakiś milczący i obcy odkąd Go umówiłam na "badanie"... smutny?
Myślałam, że...obraził się? Poczuł upokorzony?...bał się...?
Nie wiem co jeszcze...(a może powód był zupełnie inny?)
Tak czy owak - FUJ! Wstyd! Głupia Fjona!........
Jak można tak nie wierzyć Swojemu Szrekowi! Kochanemu Szrekowi! Dojrzałemu FACETOWI?!
Pewnie, że pojechał!!
... W korkach... przez remontowane, zapchane miasto! Zestresowany i niepewny co TAM będzie i co TAM będzie musiał przejść...albo co Mu będą chcieli zrobić?....
A TAM?!.....oj!.............
Powiem tak- pełna dyskrecja i komfort!!!
SAM SOBIE w komfortowych warunkach z pewnymi oporami psychicznymi...pobrał próbki....
...
Gdyby takie badanie dotyczyło kobiety - myślę, śmiem twierdzić, że "konieczna" byłaby obecność lekarza, dwóch pielęgniarek i trzech świadków!!! ...
Kamerzysty programu TV1 albo TVN 24?...
A najlepiej - grupy studentów pierwszego roku ginekologii!!!.......
Przesadzam?
No, pewnie, że tak!!!
Ale takiej delicji - INTYMNOŚCI i komfortu - żadna z nas nie przeżyła i nie przeżyje!
Bo my baby jesteśmy - twarde suki-sztuki!
PARDON!
sorki wszystkie delikatne lejdis...hłehłe ... ;-)
Cholera i szit!!
I tak ma być i już!
Aż się prosi o inne słowo!...Bo to chłopy w końcu!!
Do czego zmierzam?
... Oprócz tego, że Kika zapierdala po mieszkaniu jak mały perszing, meserszmit czy inna qwa rakieta?!?!...przez robale czy nie? z robalami czy bez?
.....
Do wyniku Szrekowego...- we wtorek...MAILEM! qwa! tak, mailem!
Co Ty na to, Marchewkowa Feministko?!
Faceciki to jednak inny, wyższy gatunek! Nie?
LEPSZY! ;-))
Niom!
A poza tym? ...
Jeśli ktoś ma mieć problem - wolę ja!
Biorę to na swój zryty beret!
dobranoc ...
28 lis 2008
Wiem, że nic nie wiem...
Zadzwoniłam do mojej ginki wczoraj, popytałam...i się dowiedziałam, że:
1. system padł (ten, co to oblicza i analizuje wszystkie dane...) i czekają na informatyka (mogę im kilku podesłać jakby co) i nie ma wszystkich danych. Trudno!
2. nie wszystkie wyniki są już do wglądu (m.in. patrz punkt 1.). Trudno!
3. większość parametrów (czytaj: hormony itepe) w normie...chyba... (bo patrz punkt 1.)
4. mięśniaki to - cytuję - pikuś! To wierzę i miło mi! :-) ... i oby!!
5. reszta wyników w środę... :-((
...
I tyle...
A ja czekam na resztę wyników i na wyniki badania Szreka (tego badania co to od konika hihi, Myszaku nie cytuję bo nie minęła 23-cia hihi!) i powolutku zastanawiam się czy nie wstąpić jednocześnie do Klubu Zrytych Beretów?!
Czyli - wszystko w normie poza jednym!!!
Jedną nogą już tam jestem - wiem to!!
Nie wiem czy nie za wcześnie wyrywam się z agitacją, ale i tak sobie pozwolę:
Niech żyje KZB!
A na razie pracuję nad Szrekiem, żeby go umówić i wysłać na badanie...i zgodnie z radą Myszki (hihi) zastanawiam się w co Go wyposażę na nie?...Pończoch nie mam, stringów nie noszę i nie cierpię!!...
Hmmm...Zostaje Twoja propozycja, Myszko ;-)))
A poza tym?
...
Dobrej nocy
pa pa
1. system padł (ten, co to oblicza i analizuje wszystkie dane...) i czekają na informatyka (mogę im kilku podesłać jakby co) i nie ma wszystkich danych. Trudno!
2. nie wszystkie wyniki są już do wglądu (m.in. patrz punkt 1.). Trudno!
3. większość parametrów (czytaj: hormony itepe) w normie...chyba... (bo patrz punkt 1.)
4. mięśniaki to - cytuję - pikuś! To wierzę i miło mi! :-) ... i oby!!
5. reszta wyników w środę... :-((
...
I tyle...
A ja czekam na resztę wyników i na wyniki badania Szreka (tego badania co to od konika hihi, Myszaku nie cytuję bo nie minęła 23-cia hihi!) i powolutku zastanawiam się czy nie wstąpić jednocześnie do Klubu Zrytych Beretów?!
Czyli - wszystko w normie poza jednym!!!
Jedną nogą już tam jestem - wiem to!!
Nie wiem czy nie za wcześnie wyrywam się z agitacją, ale i tak sobie pozwolę:
Niech żyje KZB!
A na razie pracuję nad Szrekiem, żeby go umówić i wysłać na badanie...i zgodnie z radą Myszki (hihi) zastanawiam się w co Go wyposażę na nie?...Pończoch nie mam, stringów nie noszę i nie cierpię!!...
Hmmm...Zostaje Twoja propozycja, Myszko ;-)))
A poza tym?
...
Dobrej nocy
pa pa
11 paź 2008
Siódemka
Wyszperane w internecie: "Wg Starego Testamentu symbolika siódemki do pewnego stopnia wynikała z powiązań liczby siedem z pojęciami: "pełnia" i "przysięga". Siedem i pełnia pochodzą z tego samego źródła. Od siódemki pochodzi słowo "przysięga", a "przysięgać" w języku hebrajskim brzmi: "siódemkować". ;-)
W Starym Testamencie siódemka jest cyfrą świętą. Oznacza pełny, doprowadzony do końca, sobie tylko właściwy etap. Po jego zakończeniu następuje nowy etap, który jest naturalnym następstwem poprzedniego. Cyfra siedem zawiera też w sobie pewną tęsknotę za nadejściem siódmej epoki, w której osiągnie upragniony odpoczynek po ciężkich trudach obecnego wieku, życie w obfitości, szczęściu i dostatku. Siódemka to jakieś konkretne, uwieńczone sukcesem działanie, którego efekt jest zazwyczaj nieodwracalny. (?)
Liczba siedem to liczba uważana za mistyczną, wyróżniającą się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizuje związek czasu i przestrzeni."
No i? Co z tego?
O co chodzi z tymi siódemkami? ...
No sama nie wiem. Myślę i kombinuję, obserwuję i dociekam czy to możliwe jest, czy to aby tak może być, że ten siódmy rok jest decydujący? Przełomowy ... trudny i kryzysowy aby?
Wiem, znowu przesadzam i nakręcam się niepotrzebnie...jak zwykle! Przyciągam negatywne emocje...zaklinam negatywnie rzeczywistość...Tiaa samospełniająca się przepowiednia...Robię z igły - widły!
Ale co zrobić? Tak czuję więc tak piszę.
Nie jestem tak naiwna, żeby wierzyć, że w związku zawsze będzie cudownie, słodko...no tak na miękkich kolanach! Mam swoje lata (oj, mam!!!) i wiem,że TAK to jest przez chwilę. A potem liczy się coś innego, ważniejszego, spokojniejszego i pewniejszego!
Może sobie wymyślam ten kryzys?...bo ze Szrekiem to nawet nie da się porządnie pokłócić!
Nie, nie! - nie ustępuje mi, nie kuli ogonka i nie kładzie uszu po sobie!! O, nie! Co robi Szreku jak atmosfera gęstnieje? Jak mnie wnerwi na maksa i wie/przeczuwa że mam/mogę mieć rację,że zaraz się zacznie?! I ostrzę pazury (czytaj: szykuję gardziel do głośnego przemawiania).....
Szreku idzie, kurdę, spać!
No, SPAĆ idzie!!
Ja chcę do niego powrzeszczeć, ponawtykać mu i podziamać tak po po mojemu...a tu się nie ma do kogo ponadziamywać! Bo Szreku już się zawinął w rulon i chrapie. Narkoleptyk, cholera, jeden! A jak się wyśpi (ostatnio spał większą część dnia! na wszelki wypadek ...hihi) wstaje i mnie obserwuje. I mnie próbuje...czy mi przeszło. Udaje, że NIC, że w ogóle takie piru-riru...Jak udam, że tak - to fajnie. Jak gromy ciskam oczyskami i parskam jak rozwścieczona kotka (cytata Szrekowe)- to się przyczaja i czeka na rozwój wydarzeń. Najczęściej po jakimś czasie (np. na drugi dzień) macham zrezygnowana ręką. Ten Ogr się nie zmieni. Ale takie nieprzegadanie tematu, nienawyjaśnianie problemu skutkuje u mnie nieprzyjemną dolegliwością - moja złość rośnie, i rośnie...i rośnie. Już nie pamiętam o co się wnerwiłam, ale czuję siłę tego wqwrwu! I potem ciskam się o wszystko do Winowajcy. Niczym Furia-Buria! Bo ciągle ten żal we mnie jest. Ziarnko do ziarnka...a jak się zbierze worek - uciekam. I fpizdu! Nie ma już nic do naprawienia-omówienia. Koniec pieśni...Tak się kończą przyjaźnie, tak się kończą związki. Ja lubię się nawyjaśniać, naobgadywać problem, ponawtykać sobie nawzajem z interlokutorem. Kłótnia/ostrzejsza dyskusja nie jest dla mnie problemem. Oczywiście mówimy o kłótni na poziomie - konstruktywnej choć bolesnej! Oczyszczającej! Jak ogień - mój trygon i temperament hihi. Problemem jest dla mnie przemilczanie problemu! Omijanie go i uciekanie od niego! Zamiatanie pod dywan albo przysypywanie kupą zeschłych liści...jak gówienko...Bo choć przysłonięte, ale to ciągle gówienko jest.
Zaczęło się od siódemki w związku, a skończyło na końcu... przyjaźni... Może o to chodziło od samego początku??
Bo nie wydaje mi się, żeby jakiś poważny kryzys w moim związku zaistniał...mimo wszystko!!
Dla mnie przyjaźń to TEŻ ZWIĄZEK. Inny, specyficzny, trwalszy (?) ale związek i rządzi się tymi samymi prawami.
Tylko, że z drugiej strony szybko mi się nudzi stan totalnej wojny, chłodnego milczenia... i staram się wybaczyć. Bo nie zapominam :-(
Żeby nie było - życie ze mną do najłatwiejszych nie należy... ale nie robię nikomu krzywdy! Raczej odwrotnie. A jako partnerka, przyjaciółka, koleżanka (niech będzie - córka w końcu !!!) jestem szczególna...Wynika to z mojego skrzywienia. ;-) jako DDA jestem cholernie lojalna, obowiązkowa, solidna, można na mnie polegać w każdej sytuacji (kto sprawdził ten wie)!!! Jestem niezawodna! Tak, wiem, to brzmi jak reklama a nawet auto-reklama ;-) ale tak jest, powiem nieskromnie hłehłe. Dla bliskiej osoby zrobię wszystko! Absolutnie wszystko! Ale wymagam też coś w zamian...niestety...to transakcja wiązana. I nic na to, kurna, nie poradzę! Taka konstrukcja.
A o co mi chodziło w tej przydługiej przemowie? A gryzło mnie to od jakiegoś czasu więc womitowałam i już. ;-)
Blog to fajna sprawa - można się oczyścić trochę z zaszłych, piekących emocji, tych toksycznych i niemiłych. A takie oczyszczenie to tak jak terapia. Bo nazwane po imieniu strachy nie są takie straszne, a problemy - tak upierdliwe. A kogo dotyczy - ten wie! ;-)
Dzięki Ci, Twórco blogów!
A ja? Wracając do głównego wątku...Co teraz?
Będę obserwować tę siódemkę i dopingować jej coby się szybciej skończyła. Sobie poszła, a sio! Ale najpierw trochę ją ułaskawię, oswoję, pomyślę nad nią i pewnie za jakiś czas...pośmieję się nad tymi wypocinami - hłehłe.
A ósemka już niech będzie jaka chce! Wolno jej - a co?!
;-))
...a teraz?
PUBLIKUJ! ... póki się nie rozmyślę i nie kliknę..."skasuj" ... ;-))
W Starym Testamencie siódemka jest cyfrą świętą. Oznacza pełny, doprowadzony do końca, sobie tylko właściwy etap. Po jego zakończeniu następuje nowy etap, który jest naturalnym następstwem poprzedniego. Cyfra siedem zawiera też w sobie pewną tęsknotę za nadejściem siódmej epoki, w której osiągnie upragniony odpoczynek po ciężkich trudach obecnego wieku, życie w obfitości, szczęściu i dostatku. Siódemka to jakieś konkretne, uwieńczone sukcesem działanie, którego efekt jest zazwyczaj nieodwracalny. (?)
Liczba siedem to liczba uważana za mistyczną, wyróżniającą się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizuje związek czasu i przestrzeni."
No i? Co z tego?
O co chodzi z tymi siódemkami? ...
No sama nie wiem. Myślę i kombinuję, obserwuję i dociekam czy to możliwe jest, czy to aby tak może być, że ten siódmy rok jest decydujący? Przełomowy ... trudny i kryzysowy aby?
Wiem, znowu przesadzam i nakręcam się niepotrzebnie...jak zwykle! Przyciągam negatywne emocje...zaklinam negatywnie rzeczywistość...Tiaa samospełniająca się przepowiednia...Robię z igły - widły!
Ale co zrobić? Tak czuję więc tak piszę.
Nie jestem tak naiwna, żeby wierzyć, że w związku zawsze będzie cudownie, słodko...no tak na miękkich kolanach! Mam swoje lata (oj, mam!!!) i wiem,że TAK to jest przez chwilę. A potem liczy się coś innego, ważniejszego, spokojniejszego i pewniejszego!
Może sobie wymyślam ten kryzys?...bo ze Szrekiem to nawet nie da się porządnie pokłócić!
Nie, nie! - nie ustępuje mi, nie kuli ogonka i nie kładzie uszu po sobie!! O, nie! Co robi Szreku jak atmosfera gęstnieje? Jak mnie wnerwi na maksa i wie/przeczuwa że mam/mogę mieć rację,że zaraz się zacznie?! I ostrzę pazury (czytaj: szykuję gardziel do głośnego przemawiania).....
Szreku idzie, kurdę, spać!
No, SPAĆ idzie!!
Ja chcę do niego powrzeszczeć, ponawtykać mu i podziamać tak po po mojemu...a tu się nie ma do kogo ponadziamywać! Bo Szreku już się zawinął w rulon i chrapie. Narkoleptyk, cholera, jeden! A jak się wyśpi (ostatnio spał większą część dnia! na wszelki wypadek ...hihi) wstaje i mnie obserwuje. I mnie próbuje...czy mi przeszło. Udaje, że NIC, że w ogóle takie piru-riru...Jak udam, że tak - to fajnie. Jak gromy ciskam oczyskami i parskam jak rozwścieczona kotka (cytata Szrekowe)- to się przyczaja i czeka na rozwój wydarzeń. Najczęściej po jakimś czasie (np. na drugi dzień) macham zrezygnowana ręką. Ten Ogr się nie zmieni. Ale takie nieprzegadanie tematu, nienawyjaśnianie problemu skutkuje u mnie nieprzyjemną dolegliwością - moja złość rośnie, i rośnie...i rośnie. Już nie pamiętam o co się wnerwiłam, ale czuję siłę tego wqwrwu! I potem ciskam się o wszystko do Winowajcy. Niczym Furia-Buria! Bo ciągle ten żal we mnie jest. Ziarnko do ziarnka...a jak się zbierze worek - uciekam. I fpizdu! Nie ma już nic do naprawienia-omówienia. Koniec pieśni...Tak się kończą przyjaźnie, tak się kończą związki. Ja lubię się nawyjaśniać, naobgadywać problem, ponawtykać sobie nawzajem z interlokutorem. Kłótnia/ostrzejsza dyskusja nie jest dla mnie problemem. Oczywiście mówimy o kłótni na poziomie - konstruktywnej choć bolesnej! Oczyszczającej! Jak ogień - mój trygon i temperament hihi. Problemem jest dla mnie przemilczanie problemu! Omijanie go i uciekanie od niego! Zamiatanie pod dywan albo przysypywanie kupą zeschłych liści...jak gówienko...Bo choć przysłonięte, ale to ciągle gówienko jest.
Zaczęło się od siódemki w związku, a skończyło na końcu... przyjaźni... Może o to chodziło od samego początku??
Bo nie wydaje mi się, żeby jakiś poważny kryzys w moim związku zaistniał...mimo wszystko!!
Dla mnie przyjaźń to TEŻ ZWIĄZEK. Inny, specyficzny, trwalszy (?) ale związek i rządzi się tymi samymi prawami.
Tylko, że z drugiej strony szybko mi się nudzi stan totalnej wojny, chłodnego milczenia... i staram się wybaczyć. Bo nie zapominam :-(
Żeby nie było - życie ze mną do najłatwiejszych nie należy... ale nie robię nikomu krzywdy! Raczej odwrotnie. A jako partnerka, przyjaciółka, koleżanka (niech będzie - córka w końcu !!!) jestem szczególna...Wynika to z mojego skrzywienia. ;-) jako DDA jestem cholernie lojalna, obowiązkowa, solidna, można na mnie polegać w każdej sytuacji (kto sprawdził ten wie)!!! Jestem niezawodna! Tak, wiem, to brzmi jak reklama a nawet auto-reklama ;-) ale tak jest, powiem nieskromnie hłehłe. Dla bliskiej osoby zrobię wszystko! Absolutnie wszystko! Ale wymagam też coś w zamian...niestety...to transakcja wiązana. I nic na to, kurna, nie poradzę! Taka konstrukcja.
A o co mi chodziło w tej przydługiej przemowie? A gryzło mnie to od jakiegoś czasu więc womitowałam i już. ;-)
Blog to fajna sprawa - można się oczyścić trochę z zaszłych, piekących emocji, tych toksycznych i niemiłych. A takie oczyszczenie to tak jak terapia. Bo nazwane po imieniu strachy nie są takie straszne, a problemy - tak upierdliwe. A kogo dotyczy - ten wie! ;-)
Dzięki Ci, Twórco blogów!
A ja? Wracając do głównego wątku...Co teraz?
Będę obserwować tę siódemkę i dopingować jej coby się szybciej skończyła. Sobie poszła, a sio! Ale najpierw trochę ją ułaskawię, oswoję, pomyślę nad nią i pewnie za jakiś czas...pośmieję się nad tymi wypocinami - hłehłe.
A ósemka już niech będzie jaka chce! Wolno jej - a co?!
;-))
...a teraz?
PUBLIKUJ! ... póki się nie rozmyślę i nie kliknę..."skasuj" ... ;-))
Subskrybuj:
Posty (Atom)