Nad ranem obudziły mnie kujnięcia – ewidentny znak, że Maluszkowi nie wygodnie. Przewróciłam się na drugi bok i wtedy poczułam jakieś drżenie/trzęsienie w brzuchu. Już miałam się przestraszyć, kiedy zorientowałam się, że są one bardzo rytmiczne. I wtedy przypomniało mi się, że gdzieś czytałam (na suwaczku?), że takie szybkie ruchy w brzuchu to czkawka Maluszka. Moja krew! ;-)) Ja też od zawsze jestem czkawkowa-panienka. Nawet kiedy byłam w brzuchu u mamy już zdarzały mi się czkawki. No, bo jeśli to nie była czkawka, to co wyprawiało dzisiaj moje dziecko??
Byliśmy ze Szrekiem w hurtowni, żeby rozejrzeć się w mebelkach, wózkach i innych rzeczach, których zakup czeka nas niebawem. Chodziłam między tymi wszystkimi kolorowymi słodkościami, dotykałam i cieszyłam oko, nieraz wzruszenie odejmowało mi mowę (hormony szalały!) i tylko dwie sprawy przerażały – CENY (!!!) i decyzje, które trzeba będzie niebawem podejmować.
Ceny są masakryczne! Nawet nie próbuję podliczać ile, tak na szybko, będziemy potrzebować kasy na podstawowe zakupy i….skąd, do diabła, ją weźmiemy?! Już wiemy, że wózek kupimy używany, bo nowy to koszt zaczynający się od 1 tys. w górę! Niestety nie uda się oszczędzić na ciuszkach czy innych rzeczach praktycznie jednorazowego użytku, bo dziecko tak szybko wyrasta, bo znajomi, którzy niedawno zostali rodzicami już porozdawali ciuszki po swoich pociechach – tyle jest dookoła ciężarówek.
No, nic – nie ma co biadolić! Trzeba zacisnąć pasa i skrobać kasę na wyprawkę dla Maluszka!
I tu wracamy do sprawy DECYZJI! Ileż ich jeszcze przed nami! Od takiej niby prostej (ale jakże ważnej!) jak IMIĘ, poprzez decyzję, które łóżeczko wybrać, jaką pościel (taki wybór i wszystko takie cudowne!) no i w końcu wózek…
Wiem, że koniec końców damy sobie radę (jak ze wszystkim do tej pory) ale i tak, jak o tym pomyślę, to czuję zawrót głowy.
Jutro jedziemy na usg. Mam wielką nadzieję, że wszystko z dzieckiem oki! A przy okazji może Maluszek pokaże co tam ma? Już się nie mogę doczekać jutra!
p.s. Martwi mnie to, że coś mnie próbuje "brać". Do kataru już się przyzwyczaiłam, bo go mam od początku ciąży, ale teraz dochodzi jeszcze jakieś smyranie w gardle i uchu, a to nie wróży niczego dobrego. :-( A kysz! Poszły won ode mnie zarazki!
Kładę się do wyrka wygrzać stare kości ;-))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłopiec czy dziewczynka?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chłopiec czy dziewczynka?. Pokaż wszystkie posty
10 lis 2009
3 lis 2009
Smyr-smyr...
Do wędrowania po brzuchu, do przepychania i uciskania – dołączyło przedwczoraj wyraźne smyr-smyr. ;-))
Już kilka dni temu poczułam coś podobnego, ale nie uwierzyłam, że to już TO. A tu przedwczoraj, kiedy leżałam wieczorem na wznak, w moim brzuchu znowu Małe zaczęło swoją wędrówkę i zmianę pozycji. Kiedy położyłam dłoń na brzuchu, poczułam od środka wyraźne smyr-smyr. Takie prawie puk-puk. Uczucie niesamowite! :-)) Taki znak tylko dla mnie od Małego Człowieczka we mnie. Szreku macał mnie potem po brzuchu, ale już Ogrzę się nie odezwało. Trudno. Może następnym razem. ;-)
Moja ciąża wyzwala w Szreku groźnego bulteriera spuszczonego ze smyczy, psa pasterskiego pilnującego swojego stada i bodyguarda w jednym. Prawie warczy na ludzi, którzy przechodzą za blisko mnie (bo mogą popchnąć, potrącić!) chociaż nie czuję się zagrożona, a w większości przypadków o „zagrożeniu” dowiaduję się po fakcie, kiedy widzę minę Szreka i pytam co się stało. Zabawne uczucie, zwłaszcza, że nie czuję się krucha czy delikatna. Wręcz odwrotnie – coraz bardziej masywna. Ale to miłe, że budzę w Nim takie (nad)opiekuńcze uczucia. ;-))
* * *
Nie lubię początku listopada.
Przygnębia mnie i przytłacza. Irytuje obserwowanym dookoła szaleństwem zakupowym (znicze – koniecznie największe, wiązanki i kwiaty – najdroższe), zamieszaniem i korkami na drogach, a potem walką o miejsce parkingowe pod cmentarzem. Gubi się w tym wszystkim najważniejsze – pamięć i zadumę nad tymi, którzy odeszli. Przez to zamieszanie i pogoń nie ma czasu na zatrzymanie się na chwilkę, powspominanie, zastanowienie się nad upływającym czasem, nad tym, co dla nas w życiu jest najważniejsze.
Mimo tego, że moje odczucia i coroczne zamieszanie nie zmieniły się – w tym roku było zupełnie inaczej. Spokojniej, lepiej i nie było poprzedniego przygnębienia.
Nie wiem - czy to pogoda, czy mój stan, czy obie sprawy jednocześnie, ale łikend zaliczam do przyjemniejszych od dłuższego czasu. Może wpływ na samopoczucie miał też fakt, że rozłożyliśmy wizyty na cmentarzach na dwa dni. Dziadków i braci (mamy) odwiedziliśmy w sobotę, a do ojca pojechaliśmy na spokojnie w niedzielę.
Pogoda wyjątkowo w tym roku dopisała i pomimo zimna, było pięknie i słonecznie.
Przyjemnie było tak iść, grzać się w promieniach jesiennego słońca, oglądać groby pokryte dywanem złotych liści, kwiatów i zniczy, dźwigać przed sobą brzuchol z Ogrzykiem w środku i wsłuchiwać się w siebie, w swoje myśli…
A dzisiaj?
A dzisiaj przedostatni dzień 20 tygodnia.
Brzuch trochę pobolewał przez ostatnie kilka dni, ale jutro idę na wizytę więc o wszystko wypytam ginkę. Zwłaszcza o to, jak odróżnić twardnienie od zwykłego przemieszczania się i wałkowania mojego Ogrzyka. No i sprawdzimy czy u Małej Istotki wszystko w porządku.
A za tydzień drugie usg genetyczne. Jak to szybko leci....
Już kilka dni temu poczułam coś podobnego, ale nie uwierzyłam, że to już TO. A tu przedwczoraj, kiedy leżałam wieczorem na wznak, w moim brzuchu znowu Małe zaczęło swoją wędrówkę i zmianę pozycji. Kiedy położyłam dłoń na brzuchu, poczułam od środka wyraźne smyr-smyr. Takie prawie puk-puk. Uczucie niesamowite! :-)) Taki znak tylko dla mnie od Małego Człowieczka we mnie. Szreku macał mnie potem po brzuchu, ale już Ogrzę się nie odezwało. Trudno. Może następnym razem. ;-)
Moja ciąża wyzwala w Szreku groźnego bulteriera spuszczonego ze smyczy, psa pasterskiego pilnującego swojego stada i bodyguarda w jednym. Prawie warczy na ludzi, którzy przechodzą za blisko mnie (bo mogą popchnąć, potrącić!) chociaż nie czuję się zagrożona, a w większości przypadków o „zagrożeniu” dowiaduję się po fakcie, kiedy widzę minę Szreka i pytam co się stało. Zabawne uczucie, zwłaszcza, że nie czuję się krucha czy delikatna. Wręcz odwrotnie – coraz bardziej masywna. Ale to miłe, że budzę w Nim takie (nad)opiekuńcze uczucia. ;-))
* * *
Nie lubię początku listopada.
Przygnębia mnie i przytłacza. Irytuje obserwowanym dookoła szaleństwem zakupowym (znicze – koniecznie największe, wiązanki i kwiaty – najdroższe), zamieszaniem i korkami na drogach, a potem walką o miejsce parkingowe pod cmentarzem. Gubi się w tym wszystkim najważniejsze – pamięć i zadumę nad tymi, którzy odeszli. Przez to zamieszanie i pogoń nie ma czasu na zatrzymanie się na chwilkę, powspominanie, zastanowienie się nad upływającym czasem, nad tym, co dla nas w życiu jest najważniejsze.
Mimo tego, że moje odczucia i coroczne zamieszanie nie zmieniły się – w tym roku było zupełnie inaczej. Spokojniej, lepiej i nie było poprzedniego przygnębienia.
Nie wiem - czy to pogoda, czy mój stan, czy obie sprawy jednocześnie, ale łikend zaliczam do przyjemniejszych od dłuższego czasu. Może wpływ na samopoczucie miał też fakt, że rozłożyliśmy wizyty na cmentarzach na dwa dni. Dziadków i braci (mamy) odwiedziliśmy w sobotę, a do ojca pojechaliśmy na spokojnie w niedzielę.
Pogoda wyjątkowo w tym roku dopisała i pomimo zimna, było pięknie i słonecznie.
Przyjemnie było tak iść, grzać się w promieniach jesiennego słońca, oglądać groby pokryte dywanem złotych liści, kwiatów i zniczy, dźwigać przed sobą brzuchol z Ogrzykiem w środku i wsłuchiwać się w siebie, w swoje myśli…
A dzisiaj?
A dzisiaj przedostatni dzień 20 tygodnia.
Brzuch trochę pobolewał przez ostatnie kilka dni, ale jutro idę na wizytę więc o wszystko wypytam ginkę. Zwłaszcza o to, jak odróżnić twardnienie od zwykłego przemieszczania się i wałkowania mojego Ogrzyka. No i sprawdzimy czy u Małej Istotki wszystko w porządku.
A za tydzień drugie usg genetyczne. Jak to szybko leci....
22 paź 2009
Pierwsze próby komunikacji?
Moja „twardość” brzuszna wędruje. ;-)
I robi się twardsza i bardziej wypukła.
I zmienia pozycje.
Najlepiej wyczuwam ją leżąc na wznak. Wtedy też mogę nie tylko uspokoić ją i ugłaskać, ale też „zbadać” jej rozmiary i obecne ułożenie. ;-)
Przez ostatnie dwa dni trochę dawała mi w kość ta Moja Wypukłość Kochana. Czułam, jakby mój brzuch był w sztywnym pancerzu. Kiedy się kładłam na wznak i głaskałam brzuch – „twardość” się rozluźniała i mniej uciskała. Kiedy przestawałam i zajmowałam się czym innym – twarda wypukłość pojawiała się natychmiast i uciskała...Po kolejnych głaskach znowu następowało rozluźnienie...
Czy można to potraktować jako pierwsze próby komunikacji niewerbalnej ziemia-brzuch? ;-)
Co prawda koleżanka, która też miała w ciąży problemy z twardniejącym brzuchem, powiedziała, że absolutnie nie wolno dotykać ani głaskać takiego brzucha bo bardziej twardnieje, ale...mój brzuch się ewidentnie odpręża więc...;-) Dopóki nie dostanę oficjalnego zakazu będę głaskać moje Ogrzę, bo to ma (moim zdaniem) dobry wpływ. A przy okazji chyba nawiązujemy jakąś formę komunikacji...tak czuję ;-)
Poza tymi wędrówkami (i przemieszczeniami i uciskami) nie odczuwam na razie innych ruchów, motylków, bulgotania (poza moimi jelitowymi hihi), przelewania, drapania itp.
Doświadczone koleżanki mówią, że jak Poczuję, to będę na 100% wiedzieć, że to właśnie TO!
Więc czekam.
A na razie pozostaje mi ugłaskiwanie/uspokajanie Wędrownika (albo Wędrowniczki).
Wczoraj zaczął się dla nas 19 tydzień!
I robi się twardsza i bardziej wypukła.
I zmienia pozycje.
Najlepiej wyczuwam ją leżąc na wznak. Wtedy też mogę nie tylko uspokoić ją i ugłaskać, ale też „zbadać” jej rozmiary i obecne ułożenie. ;-)
Przez ostatnie dwa dni trochę dawała mi w kość ta Moja Wypukłość Kochana. Czułam, jakby mój brzuch był w sztywnym pancerzu. Kiedy się kładłam na wznak i głaskałam brzuch – „twardość” się rozluźniała i mniej uciskała. Kiedy przestawałam i zajmowałam się czym innym – twarda wypukłość pojawiała się natychmiast i uciskała...Po kolejnych głaskach znowu następowało rozluźnienie...
Czy można to potraktować jako pierwsze próby komunikacji niewerbalnej ziemia-brzuch? ;-)
Co prawda koleżanka, która też miała w ciąży problemy z twardniejącym brzuchem, powiedziała, że absolutnie nie wolno dotykać ani głaskać takiego brzucha bo bardziej twardnieje, ale...mój brzuch się ewidentnie odpręża więc...;-) Dopóki nie dostanę oficjalnego zakazu będę głaskać moje Ogrzę, bo to ma (moim zdaniem) dobry wpływ. A przy okazji chyba nawiązujemy jakąś formę komunikacji...tak czuję ;-)
Poza tymi wędrówkami (i przemieszczeniami i uciskami) nie odczuwam na razie innych ruchów, motylków, bulgotania (poza moimi jelitowymi hihi), przelewania, drapania itp.
Doświadczone koleżanki mówią, że jak Poczuję, to będę na 100% wiedzieć, że to właśnie TO!
Więc czekam.
A na razie pozostaje mi ugłaskiwanie/uspokajanie Wędrownika (albo Wędrowniczki).
Wczoraj zaczął się dla nas 19 tydzień!
14 paź 2009
Ciężarówka w rozmiarze XL
Wybrałam się byłam do centrum handlowego na zakupy, w celu nabycia drogą kupna spodni - najlepiej dżinksów - z rozciągliwą gumą na rosnący brzuch. Jakież było moje zdziwienie tudzież rozczarowanie, kiedy się okazałosię, że w naszym kraju rozmiarówka dla ciężarówki kończy się na rozmiarze 46! Widocznie producenci wyszli ze słusznego (zapewne) założenia, że większa ciężarówka wygląda już mniej apetycznie, poza tym trzeba na taką zużyć dużo więcej materiału, a do tego te wszystkie ładniunie ciuszki – tak słodko leżące na malutkiej, brzuszkowej „piłeczce” dziewczyny w rozmiarze 34 lub 36 – nie mają, oj nie mają!, już takiego wyglądu na brzucholcu big-size-mama. Szit! Na cztery odwiedzone sklepy tylko w jednym (!!!) były spodnie w rozmiarach nie kończących się na XL. Czyli jest nadzieja, że jak mi dupsko urośnie (że o brzuchu nie wspomnę!), a wszystko się może zdarzyć i w moim stanie to jest możliwe, więc jak się tak zdarzy, to nie będę musiała się owijać ręcznikiem plażowym albo chodzić na zakupy do sportowego i kupować namiotu ;-))
Ale, żeby nie było: to co powyżej opisałam nie zmieniło faktu, że zakupy – o, dziwo! – sprawiły mi przyjemność! I wprawiły mnie w osłupienie – nie tylko ze względu na brak rozmiarów, ale o tym za chwilę. Przyjemność czerpałam z przymierzania kolejnych (za ciasnych zresztą) bluzeczek i dżinksów, a potem z oglądania się w lustrze! Nigdy mi niczego nie brakowało (zwłaszcza ciała, no!), ale teraz te moje kształty...no, po prostu szok! A najdziwniejsze, że jeszcze w czerwcu kiedy robiłam zakupy na obronę i chodziłam za białą bluzką – do szału doprowadzał mnie mój wygląd, moje krągłości i wielkości, moje tu-i-tam! A teraz? Ważę niewiele więcej, ale mam „na sobie” (zwłaszcza z przodu!) nieporównywalnie więcej i co? I nic! Jestem dla siebie łagodniejsza, bardziej wyrozumiała, a może to chodzi o POWÓD takiego wyglądu? Nie wiem i to jest nieważne. Ważne, że nie denerwowało mnie, że kolejna bluzka czy spodnie wchodzą na mnie, ale jakby tylko częściowo. Po prostu brałam większe albo szliśmy do kolejnego sklepu i już! A! Nawet czekanie w kolejce do przymierzalni z innymi, chudszymi (czytaj: wymiarowymi) ciężarówkami nie sprawiało mi przykrości. Niesamowite! :-)) To był także jeden z powodów mojego osłupienia. A drugim, większym (duużo większym!!) powodem mojego osłupienia był mój brzuch! W domu nie miałam okazji zobaczyć go w pełnej krasie, bo noszę głównie luźne t-shirty i takież spodnie. Docierało do mnie, że rosnę, ale...no, właśnie! Jak zobaczyłam się w dżinksach, a zwłaszcza w bluzeczkach, które jeszcze podkreślają i biust i brzuchol – szczena oparła mi się na moim pokaźnym biuście! ;-)) No, proszę-proszę! Ciężarówka z prawdziwego zdarzenia! ;-))
A dodatkową przyjemność sprawił mi komentarz znajomego (mojego brata i mojego), który gdzieś mnie widział i w rozmowie z moim bratem stwierdził (bo to nie było pytanie), że jestem przy nadziei! Jak miło, że brzuchol wygląda już na ciążowy, a nie jak do tej pory - na ciążę spożywczą! :-)))
A co poza tym? Ciśnienie skacze. Raz jest dobrze, a raz trochę przekracza magiczne 140/90. Brzuch trochę twardnieje, ale na szczęście nie jest to tak mocne jak w zeszłym tygodniu. Co więcej, moja „twardość” rośnie i...wędruje(?). Wiem jak dziwnie to brzmi, ale tak to odczuwam. Czasami ten twardszy wałeczek jest nisko, a za chwilę czuję go w okolicy pępka. ;-) Raz czuję go w poziomie, a potem układa się w pionie. Jasio Wędrowniczek ;-) Co do ruchów – wsłuchuję się w siebie, ale albo jeszcze nic nie czuję, albo czuję tylko nie wiem, że to już TO! Szczuplaki na pewno czują ruchy szybciej niż bardziej otłuszczone, ale nic to! Cierpliwie czekam!
Za niecały miesiąc drugie usg genetyczne z bardzo ważnymi pomiarami, z oglądaniem serca i innych organów, a może Młody Człowieczek zechce pokazać coś więcej i będzie wiadomo czy to On czy Ona! ;-))
Właśnie kończę 17-ty tydzień. Kolejny tydzień tej niezwykłej podróży. Jeszcze nie do końca ogarniam co się we mnie dzieje, ale czuję i wiem, że coś Bardzo Ważnego! Jeszcze nie dociera do mnie jak bardzo nowy członek naszej rodzinki zmieni nam wygodne i poukładane życie, ale czuję, że to będzie prawdziwa Rewolucja. ;-)
Czy zaczynam się cieszyć ciążą i zupełnie Nowym Życiem, które nas czeka od marca? Tak! Ostrożnie i cichutko.
Dużo jest też lęku i niepewności, ale to w końcu nieodzowne uczucie każdego rodzica ;-)
Jest dobrze!
To pisała z ostrożną radością pewna Ogrzyca ;-))
Ale, żeby nie było: to co powyżej opisałam nie zmieniło faktu, że zakupy – o, dziwo! – sprawiły mi przyjemność! I wprawiły mnie w osłupienie – nie tylko ze względu na brak rozmiarów, ale o tym za chwilę. Przyjemność czerpałam z przymierzania kolejnych (za ciasnych zresztą) bluzeczek i dżinksów, a potem z oglądania się w lustrze! Nigdy mi niczego nie brakowało (zwłaszcza ciała, no!), ale teraz te moje kształty...no, po prostu szok! A najdziwniejsze, że jeszcze w czerwcu kiedy robiłam zakupy na obronę i chodziłam za białą bluzką – do szału doprowadzał mnie mój wygląd, moje krągłości i wielkości, moje tu-i-tam! A teraz? Ważę niewiele więcej, ale mam „na sobie” (zwłaszcza z przodu!) nieporównywalnie więcej i co? I nic! Jestem dla siebie łagodniejsza, bardziej wyrozumiała, a może to chodzi o POWÓD takiego wyglądu? Nie wiem i to jest nieważne. Ważne, że nie denerwowało mnie, że kolejna bluzka czy spodnie wchodzą na mnie, ale jakby tylko częściowo. Po prostu brałam większe albo szliśmy do kolejnego sklepu i już! A! Nawet czekanie w kolejce do przymierzalni z innymi, chudszymi (czytaj: wymiarowymi) ciężarówkami nie sprawiało mi przykrości. Niesamowite! :-)) To był także jeden z powodów mojego osłupienia. A drugim, większym (duużo większym!!) powodem mojego osłupienia był mój brzuch! W domu nie miałam okazji zobaczyć go w pełnej krasie, bo noszę głównie luźne t-shirty i takież spodnie. Docierało do mnie, że rosnę, ale...no, właśnie! Jak zobaczyłam się w dżinksach, a zwłaszcza w bluzeczkach, które jeszcze podkreślają i biust i brzuchol – szczena oparła mi się na moim pokaźnym biuście! ;-)) No, proszę-proszę! Ciężarówka z prawdziwego zdarzenia! ;-))
A dodatkową przyjemność sprawił mi komentarz znajomego (mojego brata i mojego), który gdzieś mnie widział i w rozmowie z moim bratem stwierdził (bo to nie było pytanie), że jestem przy nadziei! Jak miło, że brzuchol wygląda już na ciążowy, a nie jak do tej pory - na ciążę spożywczą! :-)))
A co poza tym? Ciśnienie skacze. Raz jest dobrze, a raz trochę przekracza magiczne 140/90. Brzuch trochę twardnieje, ale na szczęście nie jest to tak mocne jak w zeszłym tygodniu. Co więcej, moja „twardość” rośnie i...wędruje(?). Wiem jak dziwnie to brzmi, ale tak to odczuwam. Czasami ten twardszy wałeczek jest nisko, a za chwilę czuję go w okolicy pępka. ;-) Raz czuję go w poziomie, a potem układa się w pionie. Jasio Wędrowniczek ;-) Co do ruchów – wsłuchuję się w siebie, ale albo jeszcze nic nie czuję, albo czuję tylko nie wiem, że to już TO! Szczuplaki na pewno czują ruchy szybciej niż bardziej otłuszczone, ale nic to! Cierpliwie czekam!
Za niecały miesiąc drugie usg genetyczne z bardzo ważnymi pomiarami, z oglądaniem serca i innych organów, a może Młody Człowieczek zechce pokazać coś więcej i będzie wiadomo czy to On czy Ona! ;-))
Właśnie kończę 17-ty tydzień. Kolejny tydzień tej niezwykłej podróży. Jeszcze nie do końca ogarniam co się we mnie dzieje, ale czuję i wiem, że coś Bardzo Ważnego! Jeszcze nie dociera do mnie jak bardzo nowy członek naszej rodzinki zmieni nam wygodne i poukładane życie, ale czuję, że to będzie prawdziwa Rewolucja. ;-)
Czy zaczynam się cieszyć ciążą i zupełnie Nowym Życiem, które nas czeka od marca? Tak! Ostrożnie i cichutko.
Dużo jest też lęku i niepewności, ale to w końcu nieodzowne uczucie każdego rodzica ;-)
Jest dobrze!
To pisała z ostrożną radością pewna Ogrzyca ;-))
2 paź 2009
Na słodko ;-))
Ostatnio mnie wzięło na słodkie.
Jeśli mam do wyboru twarożek albo wędlinę – wybór na pewno padnie na miód albo dżem. ;-)) To rano, na śniadanie. Później czasami mam fazę na coś słodkiego, ale niekoniecznie. Ale śniadania bez słodkiego akcentu sobie nie wyobrażam. Według wierzeń ludowych – słodkie to na dziewczynkę. Sprawdzimy! ;-) To może być ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że po drugiej stronie guseł i zabobonów jest wróżba cyganki sprzed lat bodajże 15-tu. Cyganka owa zapowiedziała mi syna i do tego o czarnych oczach! A, że w tamtej rzeczywistości w moim wszechświecie orbitował taki-jeden-o-ciemnych-oczyskach, wróżba ta baardzo mi się podobała i na trwałe wyryła się w mojej pamięci. Nie wiedziałam jednak wtedy, o naiwności dziewczęca ech!, że na jej ewentualne spełnienie będę musiała jeszcze sobie nieźle poczekać hłe-hłe. Tak więc na własnej skórze sprawdzę co silniejsze – zabobony ludowe czy cygańskie.
Z innych „słodkości”...
Za stresem stres czyli komplikacji zdrowotnych ciąg dalszy. Znowu zepsuło mi się ciśnienie. Skacze i się podnosi zupełnie beznadziejnie. Nie są to dramatyczne osiągi, ale przekracza graniczne 140/90. Wiem jak nadciśnienie jest niebezpieczne w ciąży, ale nie wiem czy zacząć panikować już i jutro dzwonić do ginki, czy jeszcze chwilę siebie poobserwować. We wtorek idę do niej na wizytę więc to już kilka dni, ale to też AŻ kilka dni. Zobaczymy co będzie dzisiaj wieczorem i jutro rano. Jeśli za bardzo będzie skakać – jutro dzwonię.
Do ciśnienia dołączył kręgosłup. Trochę za szybko! Nie zdążyłam nawet jeszcze przytyć! Ale jest taka możliwość, że gdzieś już teraz mam ucisk i stąd te bóle w pośladkach i krzyżu...A do tego prawie miesięczny bezruch...Później zapewne będzie jeszcze „weselej”. Mam nadzieję, że ze względu na dobre wyniki i po badaniu ginka pozwoli mi na jakąś aktywność – basen, jogę albo cuś? Chyba, że przeszkodą będzie moje nadciśnienie... :-(
A poniżej, niezbyt wyraźne, ale jest – zdjęcie z usg Ogrzyka/Ogrzycy.
Leży/pływa sobie tyłem, na boku. Rozmachane rączki ma z obu stron główki. Wyraźnie pokazał(a) gdzie ma to całe badanie ;-))

fot. 15/16 tydzień
Jeśli mam do wyboru twarożek albo wędlinę – wybór na pewno padnie na miód albo dżem. ;-)) To rano, na śniadanie. Później czasami mam fazę na coś słodkiego, ale niekoniecznie. Ale śniadania bez słodkiego akcentu sobie nie wyobrażam. Według wierzeń ludowych – słodkie to na dziewczynkę. Sprawdzimy! ;-) To może być ciekawe doświadczenie, zwłaszcza, że po drugiej stronie guseł i zabobonów jest wróżba cyganki sprzed lat bodajże 15-tu. Cyganka owa zapowiedziała mi syna i do tego o czarnych oczach! A, że w tamtej rzeczywistości w moim wszechświecie orbitował taki-jeden-o-ciemnych-oczyskach, wróżba ta baardzo mi się podobała i na trwałe wyryła się w mojej pamięci. Nie wiedziałam jednak wtedy, o naiwności dziewczęca ech!, że na jej ewentualne spełnienie będę musiała jeszcze sobie nieźle poczekać hłe-hłe. Tak więc na własnej skórze sprawdzę co silniejsze – zabobony ludowe czy cygańskie.
Z innych „słodkości”...
Za stresem stres czyli komplikacji zdrowotnych ciąg dalszy. Znowu zepsuło mi się ciśnienie. Skacze i się podnosi zupełnie beznadziejnie. Nie są to dramatyczne osiągi, ale przekracza graniczne 140/90. Wiem jak nadciśnienie jest niebezpieczne w ciąży, ale nie wiem czy zacząć panikować już i jutro dzwonić do ginki, czy jeszcze chwilę siebie poobserwować. We wtorek idę do niej na wizytę więc to już kilka dni, ale to też AŻ kilka dni. Zobaczymy co będzie dzisiaj wieczorem i jutro rano. Jeśli za bardzo będzie skakać – jutro dzwonię.
Do ciśnienia dołączył kręgosłup. Trochę za szybko! Nie zdążyłam nawet jeszcze przytyć! Ale jest taka możliwość, że gdzieś już teraz mam ucisk i stąd te bóle w pośladkach i krzyżu...A do tego prawie miesięczny bezruch...Później zapewne będzie jeszcze „weselej”. Mam nadzieję, że ze względu na dobre wyniki i po badaniu ginka pozwoli mi na jakąś aktywność – basen, jogę albo cuś? Chyba, że przeszkodą będzie moje nadciśnienie... :-(
A poniżej, niezbyt wyraźne, ale jest – zdjęcie z usg Ogrzyka/Ogrzycy.
Leży/pływa sobie tyłem, na boku. Rozmachane rączki ma z obu stron główki. Wyraźnie pokazał(a) gdzie ma to całe badanie ;-))
fot. 15/16 tydzień
Subskrybuj:
Posty (Atom)