(fot. z www.merlin.pl)
Książkę Niedźwieckiego przeczytałam szybko (jak na moje możliwości ostatnio, wręcz błyskawicznie).
Ale z tą książką inaczej się nie da!
Marek Niedźwiecki to postać (a raczej głos) dla mnie szczególna. Wychowałam się na Liście Przebojów programu 3-go. Z wypiekami na twarzy czekałam na kolejne notowania, nagrywałam na kaseciaka ulubione kawałki (które potem przesłuchiwałam ciągle i w kółko, aż do zdarcia taśmy).
Kiedy dostałam książkę Niedźwieckiego w prezencie urodzinowym (a dosłownie kilka godzin wcześniej mówiłam Szrekowi: „Patrz Szreku, Niedźwiecki pisze! Ależ chciałabym poczytać!”) myślałam, że zaśpiewam-zatańczę na stole (w pubie byłyśmy), wydam z siebie ogrze radosne wycie! I jak zwykle nie mogłam się opanować, żeby nie zajrzeć, nie przeczytać chociaż akapitu, nie powąchać kartek… (a to już mój wstydliwy problem*). Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła poczytać, co ma do opowiedzenia idol mojej młodości.
Zadziwiający dla mnie był fakt, że czytałam ją cały czas słysząc głos Niedźwieckiego w tyle głowy. Bo uwielbia(ła)m ten głos – niski, melodyjny, ciepły, spokojny, przyjemny dla ucha. I taka też jest książka – miła, ciepła, spokojna. Pod tym względem nie rozczarowała mnie, ani nie zaskoczyła.
Jest to opowieść człowieka inteligentnego, mądrego (tak! dla mnie to jest różnica), wrażliwego, zrównoważonego, nieśmiałego. Miło było czytać o jego życiu, marzeniach, planach, podróżach, miło było (czasem nawet zabawnie) oglądać fotki z wczesnej młodości. Czyta się tą książkę, jakby się słuchało zwierzeń bliskiego znajomego. Taka miła rozmowa przy winku, miłej dla ucha muzyce z miłą osobą. (nie za dużo tego „miło”?)
Wady? O, tak, są! Pierwsza i największa – książka jest za krótka! Właśnie, kiedy się rozkręciłam i chciałam jeszcze, pan Marek powiedział mi „the end” i „good bay” to było bolesne!
Stanowczo zamiast 165 stron (w tym sporo odchodzi na zdjęcia) książka powinna mieć ze 250! Albo i więcej. Dlaczego osoby, które mają coś ciekawego do powiedzenia są takie oszczędne w słowach, a ludzie, którzy powinni milczeć – nawijają (piszą) jak opętani?? I wydają książkę za książką?! Zgroza!
A druga wada to … nadmierna dyskrecja. Dziwnie to zabrzmi, ale nic na to nie poradzę. W dzisiejszych czasach, kiedy znani ludzie (znani z tego, że są znani) pojawiają się w TV, w gazetkach (pisownia celowa), dają się sfotografować wszędzie i w każdej sytuacji, udzielają wywiadów, wywalają bebechy i życie intymne, ktoś tak oszczędny i dyskretny jak Niedźwiecki jest ewenementem. I chociaż kiedyś bardzo interesowało mnie czemu jest sam, dzisiaj wystarcza mi stwierdzenie, że nie wie już czy to on wybrał samotność czy to ona wybrała jego. Poza tym, kto wytrzymałby w związku, z taką konkurentką? Z miłością życia i największą pasją – muzyką?! No, i czy Niedźwiedź byłby tak dobry, gdyby w jego życiu było miejsce na inną miłość?
Podsumowując – książka bardzo dobrze się czyta, ale zostawia niedosyt.
Panie Marku, proszę o ciąg dalszy!
* O moim wstydliwym problemie … mam TO od dziecka. Mój zmysł węchu jest najbardziej rozwiniętym zmysłem. Od dziecka mam kłopotliwą przypadłość wąchania. Ale to WĄCHANIA dosłownie wszystkiego, a szczególnie książek. Teraz-obecnie, bo w dzieciństwie wąchałam wszystko – ciuchy, zabawki i inne takie i w zależności od zapachu, akceptowałam lub NIE! Ale to temat na inną, zupełnie inną notkę ;-) bo ten problem mam do dzisiaj…












