Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drugie Święta Ogrzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drugie Święta Ogrzyka. Pokaż wszystkie posty

25 gru 2012

Wigilia


...

A właściwie już jakiś czas po kolacji wigilijnej  ;-)

Z okazji świąt życzę Wam, Kochane Kobiety/Matki/Żony/Kochanki i Waszym Rodzinom przede wszystkim ZDROWIA, a zaraz potem spokoju, rodzinnej atmosfery i radości! Takiej zwykłej radości, że koniec świata (a może powinnam napisać tak : KONIEC ŚWIATAA ojejej!!?) nie nastąpił …, że dzieci ZDROWE, że nam (chwała Bogu!) zdrowie dopisuje i wątroby wytrzymują! Wytrzymują, si?!
To znaczy tak; każdy miał swój mały koniec świata, umówmy się! ;-)  Ja miałam wielokrotnie, ale co mi tam! Wątroba legwo-legwo, bo trzeba było ten koniec jakoś pożegnać,tak?...
A jeszcze i wczoraj, a właściwie już jutro  (czyli dziś!) – ech, wszystkiego co najlepsze!
Trzymajmy się, co?!
Jeśli choinka stoi (u mła już niedługo!! Bachoreski i koteski grasują przecież!), a bombki (te, co to ciągle nie potłuczone) w miarę wiszą, zdrowie dopisuje  ;-)- no, to gut, znaczy się!
Super i hurraa!
I oby tak dalej!
I wszystkiego dobrego!



28 gru 2011

I bardzo dobrze, że już po świętach!

W tym roku było tak sobie.
Głównie z mojej winy.
Zabiegana (wszystkie zakupy były na mojej głowie), zmęczona (Wigilię też przygotowywałam, lepiłam uszka, kroiłam sałatkę…z mamy pomoc niewielka) i w końcu sfrustrowana, nie wytrzymałam i uwolniłam jędzę w Wigilię.
Zgodnie z przesądami – będziemy się ze Szrekiem kłócić cały rok?… tfu!

Poza tym nie było źle. Tylko dosyć intensywnie.
Pierwszy dzień świąt u rodziny Szreka. W tym roku był prawdziwy zjazd dzieciarni – tak, jak dwa lata temu zjazd ciężarówek. Tym razem było niezłe zamieszanie, było głośno, było bieganie po mieszkaniu i – jak okazało się wczoraj – wymiana bakterii i innych bakcyli. Ale o tym za chwilę.
W drugi dzień świąt, też tradycyjnie, spotkanie ze znajomymi (chrzestną Ogrzyka) i ich hałaśliwym, coraz bardziej nieznośnym dzieciakiem. Zmęczył mnie okrutnie! Mam nadzieję, że Ogrzyk taki nie będzie!

Ale święta się skończyły i bardzo dobrze!
I już chciałam się rozluźnić, zacząć wracać do normalności, kiedy wtem-raptem, bez ostrzeżenia, wczoraj w nocy obudził nas płacz Ogrzyka. Taki żałosny. Już z daleka słyszałam ten charakterystyczny bulgot i ciężkie sapanie oznaczające katar! A więc jedna z kuzynek sprzedała Małemu coś. Nocka była ciężka – pobudki i płacz prawie co godzinę. Dzisiaj to już była walka z Młodym o wyczyszczenie noska, chociaż i tak cały czas mu coś ciekło. A wieczorem temperatura 38,5 i suchy kaszel. :-( Zapowiada się kolejna ciężka noc, a jutro pewnie wizyta u lekarza.

Za chwilę koniec roku. Sylwestra spędzamy w domu z bratem … i znajomymi z wnerwiającym synkiem. Aaaa!
A jeśli Ogrzyk się rozłoży? Widząc, co się dzieje – jest taka możliwość.
Ha! A jeśli i nas poczęstuje tym, co tam w sobie ma?! Wtedy to już w ogóle będzie sylwestrowa piżama party ;-) A co tam!
Się okaże za dzień, może dwa.

psst. W tym roku, rozochocona prezentem urodzinowym, zażyczyłam sobie pod choinkę książki i sama kupowałam je w prezencie innym. Dla dzieciaków bajeczki, dla Szreka - Hołownia & Prokop („Bóg, kasa i rock’n’roll” - sama chętnie przeczytam!), a ja dostałam Kossakowskiej „Rudą sforę” i „Podróże małe i duże” duetu Mann & Materna.
Od której zacząć po skończeniu Niedźwieckiego? A to już za chwileczkę, za momencik!

psst.2. Z pupą Ogrzyka dużo lepiej. Jednak tormentiol najszybciej zadziałał.

23 gru 2011

Christmas tak?

U kogo?
Bo u mnie jakoś tak na pół gwizdka… Szkoda, że też tak na pół gwizdka nie jestem zmęczona, i że kasy na pół gwizdka się nie wydało!! Bo sterana (czytaj: zrypana) jestem, a kasa poooszła, jak woda! A tak sobie obiecywałam: w tym roku zakupy z karteczką i bez szaleństwa!
Prawie się udało, tylko ceny mnie, jakby, zaskoczyły. Bardzo niemiło zresztą!
Tak więc sytuejszon wygląda następująco –
- kasa – stan prawie zero!
- choinka ubrana, chociaż nic nie wskazuje na to, że dotrzyma do kolacji wigilijnej … Ogrzyk na początku głaskał, potem jakby mniej delikatnie się z nią obchodził, a teraz szarpie bombki i jak mu się uda (a silny jest i wytrwały) to albo przewróci ją na siebie, albo chociaż bombki potłucze…
- prezenty – są
- porządek – nie ma i nie będzie! Ogrzyk jest bardziej konsekwentny w bałaganieniu, niż ja w sprzątaniu.
- potrawy – no! Kapusta z grzybami (w tym roku jakoś mi się zachciało), barszcz czerwony (uszka jutro), po kawałeczku łososia (karpia nie znoszę), sałatka, kompot z suszu, sernik (i taki na zimno też) itp.
- Kika po zabiegu – wolno wraca do siebie, wesoło nie było. Bidulka miała (ponoć) oba kanały łzowe zapchane masakrycznie. Snuje się teraz po mieszkaniu, spuchnięte oczka mruży, ucieka przed kroplami, które musi dostać i jak tylko zobaczy, że Szreku zakłada kurtkę…(boi się wyjścia do weta) .. żal patrzeć. Mam nadzieję, że szybko wróci do formy. Bo wolę mieć w domu kocią wariatkę niż takie smętne biedactwo.
- książka wciągnęła mnie! – zamiast sprzątać, prasować czy blogować – czytałam! W każdej wolniej chwili. Dostałam w prezencie urodzinowym książkę Marka Niedźwieckiego „Nie wierzę w życie pozaradiowe” … i przepadłam. A właściwie zapadłam się. Czytam, dawkuję sobie i smakuję! Jak tylko skończę, a to już będzie za chwilę (niestety!!), napiszę o niej, bo warto.
Takich książek, takich ludzi nie ma zbyt wielu!
- pupa on fire! – czyli dupka w ogniu. Walczymy z zapaleniem, które Ogrzykowi się przyplątało. Byłam z tym nawet u lekarza, ale nic więcej nie dodała (maść na grzyba jedynie) niż to co robiłam, czyli tormentiol, wietrzenie, alantan, bepanten. Już było ładniutko, a tu dzisiaj przy zmianie pieluch: szok! Jest gorzej niż było! Wielki bąbel się aż zrobił, a rumień wszedł na pośladki! Ludziee! Jutro chyba do kolacji będzie ganiał bez pampera, no!
I na razie to tyle.

Jutro Wigilia.
Szczególny dzień, a właściwie wieczór.
Dla nas, kobiet, dodatkowo wyczerpujący.
Dlatego życzę Wszystkim (i sobie też) spokojnych Świąt, zdrowia i cierpliwości oraz miłych chwil spędzonych w gronie najbliższych.