Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słownik Sajmonka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słownik Sajmonka. Pokaż wszystkie posty

29 lip 2016

Nie nadążam ...



Rano w kuchni. 
My przy śniadaniu. 
Ogrzyk grasuje po mieszkaniu i ewidentnie coś kombinuje - w tajemnicy przed nami. Nosi (po kryjomu) jakieś kabelki, zapewne drapnął też komórkę Ogra.
I ta cisza, która wzmaga czujność…;-)
Po chwili wchodzi do kuchni i z poirytowaniem informuje:
- Tata, ten spotifaj* nie działa jak trzeba. Aplikacja jest chyba nieaktywna, a Internet działa. Zrób coś ze swoją komórką!
Zonk!
Mama Ogrzyka podtrzymując opadającą szczękę:  „…hę?! Ale o co kaman?”

Kurtyna ;-)

*  Spotify to serwis muzyki cyfrowej, który zapewnia dostęp do milionów utworów

26 lip 2015

Z cyklu: „Rozmowy z 5-latkiem”



Wracamy z przedszkola:

- Dobry był obiadek? – pytam – zjadłeś fileta z indyka? – (zupełnie niepotrzebna dokładność!)
- Filet z indyka? - aż przystanął - to był kotlet! Kotlety nie są ze zwierzątek! - stwierdza kategorycznie
- A z czego? - drążę zupełnie niepotrzebnie
- Kotlety są ze sklepu! Zwierzątek się nie je, są potrzebne. Pieski i kotki są potrzebne. I milutkie. Krówka jest potrzebna, pyszne mleko nam daje. No i bolałoby krówkę gdyby się ją jadło...
Zmieniam temat, bo nie wiem co powiedzieć... Czyżby groził nam wegetarianizm?


Ubrałam się kiedyś w spódnicę
Ogrzyk pyta - Mamo, a Ty jesteś królewna?
(hłe hłe - zarechotała Orzyca - chciałabym, chciała...)


Pe.eS.

Wszystkiego najlepszego dla Anek i Krzyśków! Spełnienia marzeń, oceanu cierpliwości, zdrowia, zdrowia i jeszcze kasy ;-) ... czego i sobie i mojemu Ogrowi życzę ;-))

12 sty 2014

Na dobry początek…

Optymistycznie!
Żeby/oby tak było przez cały ten rok!
Postanowienia jakieś starej Ogrzycy?
Tiaa…Trochę tego jest – bywać TUTAJ częściej, mniej tego i owego, a więcej zdrowego/innego
Pewnie znowu 80% pozostanie w wersji „koncertu życzeń”, ale jeśli choć 20% uda się zrealizować, będę bliżej IDEAŁU! Jessss… choć Ogry to istoty tak bardzo niedoskonałe!  ;-)

A teraz do rzeczy! Garść spisanych przeze mnie (szybko i na kolanie) ogrzykowych perełek!

Ogrzyk uwielbia muzykę, a zwłaszcza PSY („Gangnam style” obie wersje), oraz – ostatnio – My Słowianie. Szreku często puszcza Młodemu muzykę na youtube. I tańczą (znaczy się Ogrzyk wskakuje ojcu na „barana” i ojciec się rusza hi hi)
Któregoś wieczoru Ogrzyk domaga się „teledysku klaskanego” (albo „klaskanej muzyki”- wiadomo?), wskakuje Szrekowi na „barana” i woła: „Tańcymy! No, lusaj!” 
Po pewnym czasie Szreku chce już wyłączyć muzykę, bo nie ma sił, a Ogrzyk protestuje i awantura gotowa… :-/
Podsłuchana (z kuchni) rozmowa Szreka z Ogrzykiem po tym jak zatrzymał „teledysk klaskany” i domagał się przerwy:
Sz – No, przerwa… nie mam siły
O -  …a dzie mój teledys w teleliziozie?
Sz – Zatrzymany i na razie koniec
O – Zatrzymany będzie? I co będzie? Zatrzymany?
Sz – Nie, usunę go
O - … a gdzie będzie?
Sz - Usunę i zniknie … i nie będzie
O - …a gdzie to będzie?
Sz - Nigdzie nie będzie. Nie będzie go.
Ogrzyk po chwilce namysłu, lekko poirytowany:
 - Mówisz do mnie dorosłymi wyrazami i ja nie rozumiem. Wytłumacz mi!
Ja - ;-))

Ogrzyk ciągle nie mówi niektórych liter, zastępuje je albo nie wymawia wcale. Niektóre przestawia. Radzi sobie. Czasem daje to niesamowite efekty, a czasami jest zwyczajnie śmiesznie.

- nudzi mi siobie
- ziemciłem siobie (zmęczyłem się)
- cialy-maly, cialy-maly chciem żeby sobie kupa wyśłaa! (na kibelku – po balu przebierańców z motywem czarodziejów i czarodziejek)
- zwonu (znowu)
- mówie „ale” bo mie nie siuchacie co ja mówie! (wykład dla rodziców, po ich prośbie, żeby nie odpowiadał na wszystko co do niego mówią słowem: „aleee”)
- …. lozumieś mie, kobieto? – to do mnie, po dłuższej przemowie (w czasie której- przyznaję - straciłam wątek)
- publuje („próbuję”, wybrałam takie „u” bo lepiej tu wygląda)
- ublaj mnie (ubierz mnie)
- chce mać ( to oznacza tylko, że chce coś mieć hi hi)

Święta. W przedszkolu uczyli się wierszyków i kolęd na przedstawienie. Fajnie śpiewał! Chyba będzie muzykalny. Przedstawienie też fajnie wyszło (Szreku był, nagrywał i robił foty). Bałam się, że Ogrzyk znowu odwali numer (jak w żłobku) i nie będzie chciał uczestniczyć, a tu jaka niespodzianka! Nie wstydził się wcale, śpiewał i recytował ze wszystkimi!
A w czasie świąt poszedł nawet ze Szrekiem do kościoła (domagał się tego, o dziwo!) zobaczyć Jezusika, stajenkę i śpiewającego anioła (nie wiem skąd mu się ten anioł wziął?). No, to poszli. Po powrocie usłyszałam od podnieconego Ogrzyka opowieść jak było przy stajence u Jezuska, jak było w kościele i jak wszyscy (i anioł też) śpiewali: 
- Pała na wysokości, pała na wysokości, a potój na ziemi! (zawył Ogrzyk)
Dżizass, zmartwiałam, a potem udławiłam się ze śmiechu!

Jeden z wielu (ostatnio) ataków złości i histerii u małego Ogra. :-(  Nie ważne o co - o wszystko i o nic! Walczymy ze sobą (my stare Ogry, same ze sobą walczymy), żeby nie tracić cierpliwości i nie wychodzić z siebie… Różnie nam idzie – ale to osobny temat na długą, długą notę…
W końcu Młody ląduje u siebie w pokoju, żeby „odpocząć” i zastanowić się nad tym, co się stało, że tak się zezłościł i co było nieładne w jego zachowaniu. Po chwili przychodzę do niego do pokoju i pytam, czy już złość mu przeszła. Przytakuje.
- A powiesz mi co Cię zezłościło? – pytam, przytulając tego mojego pyskola
- Siam nie wiem…
Rozczula mnie i wzrusza ten jego „dorosły” ton…
- Spróbuj. Jestem tu i chcę usłyszeć wszystko co tylko chcesz mi powiedzieć. Zrozumiem! (pojechałam „po dorosłemu”)
Czuję jak mięknie, opiera się o mnie i mówi:  
- … bo mi nic w życiu nie wychodzi! Nigdy!
Boszsz! Szczena mi opada! Gdzie to usłyszał?! Nie w domu – to pewne! Nikt u nas nic takiego nie mówi! Chce mi się śmiać i ściska mnie za grdykę jednocześnie. Mówię:
- Szymuś, co ty mówisz?! Jak to Ci nie wychodzi?! Co Ty mówisz?
- Bo ja jestem duptasek! … jestem dupi!
Jednocześnie śmieję się i serce mi się ściska.
- Nie jesteś głuptasek! Absolutnie nie jesteś głupi! Skąd Ci to przyszło do głowy?!
- Jestem dupi, jestem! – czuję małe piąstki akcentujące każde słowo na moich ramionach
- Szymuś, jesteś bardzo mądrym chłopcem! Pamiętaj! Wiem, co mówię, kochanie! Nigdy tak o sobie nie myśl! Słyszysz?!
Milknę i mocno Ogrzyka przytulam, bo za chwilę nie powiem słowa, bo rośnie ta znajoma gula w gardle – nawet teraz, gdy to piszę! Waryjatka! Stara waryjatka!
Jeszcze chwila i uspokaja się. A mój zryty beret zaczyna pracę na najwyższych obrotach – skąd u takiego malucha takie teksty???
A potem jeszcze -to co będzie za chwilę?!

I z ogromnym opóźnieniem – chociaż już po ptokach (jak to mówio):
- Jestem przeciw! Przeciw obowiązkowi szkolnemu 6-latków! Przeciw nakazowi.
Po co naprawiać coś, co działało całkiem dobrze? Do niedawna to rodzice decydowali – Posyłać! Nie posyłać! Oni (RODZICE) i wychowawcy w przedszkolach wiedzieli najlepiej czy dziecko nadaje się emocjonalnie, psychicznie i fizycznie do szkoły (ze wszystkimi jej konsekwencjami). I większość z nas poszła jednak do szkoły w wieku 7-miu lat. Nie podoba mi się, że odbiera się nam prawo do decyzji, że odbiera nam się możliwość wyboru, że odbiera nam się rozum i rozsądek!
Bo głupi jesteśmy? Niezaradni/niewydolni wychowawczo? Nie podoba mi się, że nagle ktoś stwierdza, że od teraz będzie inaczej i już! I decyduje za nas… Bo tak robi cały świat, bo to oznacza nowoczesność, a posyłanie dzieci rok później oznacza dla nich opóźnienia, srenia i inne biadolenia.
Nie trafia to do mnie!
Bardziej przemawia do mnie wypychanie na rynek pracy młodych rok, cały rok, wcześniej! 

I to tyle na początek.
Oby dobry on był, ten Nowy Rok!!

25 paź 2013

Nadrabiam...



Wstyd!
Tyle obietnic i ciągle "nada, niene, niczewo, nothing"! 
Ale wstrząśnięta (nie zmieszana) przez Agnieszkę (dzięks!) i zmuszona wewnętrznym głosikiem - zamieszczam kolejny (z)rzut z życia Ogrów. 
Miłego czytania ;-))   

Zaległy bardzo w(y)rzut – jeszcze z maja…
Wracam do domu. W progu wita mnie mama i mówi, że Ogrzyk wyjął sobie gila z nosa, ale coś tam jeszcze ma...
Szymek podchodzi dłubiąc w nosku i mówi: - Mama tam hop, wymij! - (hop to piłka! Ostatnio bawił sie małymi koralikami i pojęcia nie mam skąd je brał).
Na wszelki wypadek robi mi się słabo, ale upewniam się:
- Masz kulkę w nosku?
- Taa, mama tu hop, wymij! – pokazuje ten/to paluszkiem.
Odchylam Ogrzykowi główkę, zaglądam do noska ...niestety, jest! - pomarańczowa kuleczka w dziurce. Pierwszy odruch - nacisnąć, a w tyle głowy już alarm : telefon, taksówka, szpital… tylko który?? Naciskam płatek noska, koralik ani drgnie, za to Ogrzyk się krzywi - niee! Najspokojniej jak potrafię tłumaczę Ogrzykowi – Posłuchaj, musisz mi pomóc, spróbujemy wydmuchać kulkę. Ja nacisnę Ci jedną dziurkę (pokazuję na sobie), a Ty wydmuchasz powietrze, o tak (znowu pokazuję), ale panika (i ciśnienie!) rośnie. Spokojnie, tylko spokojnie! Naciskam mu z jednej strony nosek i każę dmuchać.
Dmuchnął - Nic.
Jeszcze raz - Juś nie, mama nie! Nie! - marudzi. Zaglądam do dziurki, koralik jest bliżej. Naciskam płatek noska - JEST! Wyszedł!
Oddycham!
…I mam ochotę wtłuc Ogrzykowi  - ze szczęścia, bezsilności, strachu i ku pamięci!

Obecnie …
Rozgadał się i buzia mu się nie zamyka (a ostrzegali nas, że tak będzie!). chociaż nie mówi „k” i „g”, a także „r” i paru innych liter – daje radę! Oj, tak!
- Nie rób bólu – jak mu nie pasuje sposób mycia Szreka, na przykład
- Nie tejas, nie mam ciasu

Ulubione hasło Ogrzyka o godzinie 6.00 rano (najlepiej w sobotę lub niedzielę!)
- do joboooti! (i nie ma zmiłuj – wstajesz jeden z drugą!)
- ocia - oczy (reklama parówek Berlinek z piosenką „good morning” Ogrzyk śpiewa: „tu ju tu ju!” ) przy gotowaniu parówek - mama tu nie ma ocia!
- mysie zie tak - ulubiona odpowiedź na prawie każde pytanie
- siempy - smerfy
- siontamy (sprzątamy)
- sipal (szpital)
- nie pesiadaj tatusiu – uniwersalne! Zwłaszcza przy komentarzach lub zwracaniu uwagi przez Szreka kiedy coś się Ogrzykowi zbroi ;-)


Przywleczone z przedszkola.

Nie da się ukryć, że szybko się uczy ;-))

Pewnego wieczoru …
Siedzimy w domu. Ogrzyk coś przeskrobał. Jak zwykle hi hi. Szreku idzie z nim do małego (ogrzykowego) pokoju, tłumaczy przewinienie i wraca do mnie. Cisza. Przedłużająca się cisza! Po dłuższej chwili do naszego pokoju wkracza Ogrzyk. Staje przy wersalce, patrzy z groźną miną (komiczną!) na Szreka, jedna ręka na boku, a drugą macha paluszkiem (niu niu!) i mówi do tatusia:
- a ty młodi mi nie potsiatuj, bo ziobaciś!
Mina Szreka – bezcenna! Ogrzyca dusi się z powstrzymywanego śmiechu ;-)

Wychodzimy z przedszkola. Pytam, co było na obiadek. Ogrzyk bez zastanowienia (pokazując paluszkiem na ścianę z wywieszoną listą menu):
- Tam jest, pocitaj sobie.  ;-))
Angielski mają w ramach zajęć dofinansowanych, za które nie płacą rodzice. Na razie.
Pytam Ogrzyka czego się nauczył na lekcji angielskiego. Ogrzyk wylicza, bez zająknienia: 
 - Dumonin, dubaj, siijuu - Rodzice przeszczęśliwi.     


Ogrzyk pomidorowy jest!  

Jemy pomidory ze śmietaną, Ogrzyk chce spróbować. Dostaje troszkę pomidorowej śmietany na łyżeczce. Mlaska, kiwa głową z aprobatą i słyszymy:
- mmmm! pelfetta! (dla niewtajemniczonych – z reklamy, sama nie wiem której)
w temacie pomidorowym...
- Jaka zupka była na obiadek?
- Ziupa z siosem pomidolowym


Mówi = tatusiu, ale =  mamusio, babcio Klysio



Próbuję od Ogrzyka wyciągnąć jakieś opowieści przedszkolne. Nic! A potem do domu wraca Szreku i słyszę jak Ogrzyk pepla o tym i owym. Wchodzę do pokoju (bo, jak zwykle jestem wtedy w kuchni – szit!) i słyszę:
- A Ti ucietaj!
Podnosi mi się ciśnienie, ale baardzo spokojnie mówię:
- Nie! Chcę posłuchać, bo jestem ciekawa co u Ciebie, a Ty nie rozmawiasz ze mną
Ogrzyk, nie przerywając układania wieży z klocków mówi (z westchnieniem!): 
-No, dooblaa mamusio lozmawiamy!

I ostatnie już - do mam przedszkolaków ;-)
Jesteście za czy przeciw 6-latkom w szkole?  
Ja odpowiem za chwilę.

14 mar 2013

O Szymonku ancymonku

Dziś będzie o Ogrzyku, czyli na słodko :-)
Może to przełamie złą passę, bo jakoś nie chce być weselej... ale nie o tym dzisiaj.
Mój Ogrzyk to coraz fajniejszy i mądrzejszy mały mądrala.

słownik ogrzykowy - 
- mimumu - lekarz
- inc - nic
- abol - balon
- depcije - buty (wcześniej myślałam, że "dobrze", ale jednak nie)
- ninindzia - choinka
- dupa robi ał - po każdym zastrzyku (a miał ich ostatnio 10!)
- zima pada - śnieg
- co dzieje tu?

Idziemy do żłobka. Ogrzyk uparł się, że zabiera ze sobą na salę maskotkę. Ja staram się negocjować, że skoro tak, to ma bawić się z dziećmi i co najważniejsze - chodzić na posiłki. Przypominam mu więc co uzgodniliśmy:
- czyli zabierasz ze sobą maskotkę, ale bawisz się z dziećmi i chodzisz na posiłki kiedy ciocia ci powie, tak?
słyszę odpowiedź mojego mądrali:
- nie miem jak bedzie

- jak masz na imię?
- ja Simon
- ile masz lat?
- duzio (chociaż wie, że 3 bo już kilka razy tak powiedział)

- kto jest na zdjęciu?
- ja jestem, Simon


Pada śnieg. Idę z Szymkiem do lekarza. Nagle słyszę :
- mama zima jest mniam.
Patrzę na Małego, czemu tak mówi, a on idzie z otwartą paszczą i łyka spadający śnieg

Noc, usypianie. Szreku przeczytał książeczki, ale do usypiania Ogrzyk woła mnie. Wchodzę do pokoju, ciemno. Nic nie widzę, ale Ogrzyk się nie rusza. Może zasnął? myślę sobie z nadzieją. Nagle słyszę schrypnięty głosik:
-chośśś tu, mama

No, i bystry jest, wszystko widzi i słyszy...
Babcia ciągle jęczy, że ją boli kręgosłup. kupiłam jej maść przeciwbólową. Ogrzyk widział jak ją dawałam i gdzie babcia ją kładła. Na drugi dzień babcia znowu chodzi i jęczy. Szymek gdzieś pobiegł. Za chwilę wraca trzymając w dłoni maść i mówi:
- babcia, maś mańć i nie boli
;-)) Kochany jest!

9 gru 2012

Sajmon i …


- i żłobek – chyba mu nie służy. Ze względów zdrowotnych, ale emocjonalnych trochę też. Płacze (lub marudzi - zależy kto go odprowadza) kiedy idzie do żłobka, popłakuje raz czy dwa razy w trakcie dnia, choć potem trudno go stamtąd wyszarpnąć. Biega po korytarzu, wspina się na piętro - szaleje. Panie go bardzo lubią, bo jest grzeczny i sam sobie organizuje czas wolny od wspólnych zajęć. Tylko co z tego, skoro jest w tym żłobku trzy do sześciu dni na miesiąc?! No, i trochę zmienił się pod wpływem (szoku) rozłąki i innych dzieci. Nauczył się wymuszać wszystko krzykiem i histerycznym płaczem (chociaż to pewnie taki etap), chce decydować co ubierze, co będzie jadł, kto go będzie usypiał, mył, karmił, w ogóle daje do zrozumienia, że on fam! (sam), panikuje kiedy mu znikam w pokoju obok, zrobił się przylepą-pieszczochem i najchętniej spędzałby czas w naszych ramionach, chce rządzić! Albo będzie tak jak on chce, albo wcale.
- i elektronika - uwielbia miłością absolutną! radio, Tv, każdy sprzęt grający i oczywiście telefony! Niestety, nie umiemy go oduczyć dotykania przedłużaczy i listew, czyli sprzętu bezpośrednio podłączonego do kontaktu. Nic nie pomaga - tłumaczenie, czytanie książeczek, krzyki i dawanie po łapach, nic! A wracając do telefonów - u Szreka w telefonie (dotykowy) potrafi nie tylko obejrzeć sobie zdjęcia czy nagrane filmiki, ale także wejść w youtube i wyszukać bajki typu Reksio, Pat i Mat (Sąsiedzi) czy Tomek i przyjaciele. Ostatnio też się bawił telefonem. Ja byłam już w pracy, a Szreku się szykował. W pewnym momencie Szreku zauważył, że Młody wystukuje ciąg jakichś cyferek, ale się nie przejął, bo tak długiego numeru nie połączy z żadnym abonentem przecież... Po chwili zadzwonił telefon. Szreku odebrał i usłyszał – „Tu pogotowie! Zadzwoniło do nas dziecko, rozumiem, że jest zostawione bez opieki więc wysyłam karetkę i policję!” Na szczęście nie wysłał, ale Szreku dostał zjebki (zasłużone absolutnie, chociaż on sam uważa inaczej) i ma nauczkę, że Młody jest nieobliczalny.
- i muzyka - ostatnio hit absolutny "Gangnam style". Kiedy Sajmon tylko toto usłyszy, przerywa każdą zabawę, porzuca zabawki i zaczyna tańczyć. A ostatnio nawet próbuje śpiewać - najlepiej wychodzi mu "hej!"
- i kota – skomplikowany związek, szorstka czułość podszyta zazdrością. O nas oczywiście. Potrafi być dla niej niemiły, próbuje ją kopnąć, gania ją i krzyczy przy niej wymachując rękami (kota nie lubi tego, więc ucieka), ale z drugiej strony pilnuje, żeby dać jej jeść (citek miau! jeśś jeśś), a najchętniej sam próbuje ją karmić. Kota, jak się zapomni, ociera się o niego i coraz mniej daje mu po łapach. Zresztą Sajmonek jest i tak przygotowany i w bliższych z Kiką kontaktach chowa dłonie pod pachy, tak na wszelki wypadek, o!
- i mowa - czyli, cytując Słowackiego: „…aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…” – wiele, wiele nowości w temacie! Nareszcie! I chcemy więcej. Chociaż już teraz (dla mnie!) Sajmonkowe gadanie jest zrozumiałe i oczywiste. Jedziemy autem, ja prowadzę, Sajmon z tyłu w foteliku. Słyszę zza pleców: „mama, a to to?” Ale co? – pytam „to! To to?” I tak całą drogę! A dalej – fam (sam), juf (już), dziuja (dziura), kedy baba bedzie tu? Niektóre wyrazy (czasem całe zdania!) wyskakują z niego ot, tak - jakby od niechcenia, jakby TAM gdzieś były i czekały sobie na wywołanie. Ale generalnie są to ciągle pojedyncze wyrazy i ciągle preferuje swoją mowę...
- i choroby - sporo tego było od września. I za każdym razem (poza jednym przypadkiem!) brał antybiotyk. Jak pisałam, wracał do żłobka na trzy dni i zaczynało się od nowa. Niestety, nasza doktorka leczy wszystko (od kataru po wirusy) antybiotykami, a ja nie jestem aż tak odważna czy doświadczona, żeby ryzykować samodzielne leczenie domowymi sposobami. Efekt był taki, że ostatnia choroba była bardzo ciężka, z wysoką gorączką (ponad 39,5), której nie dawało się zbić przez kilka dni. Młody bardzo był cienki, gorączka zamieniała go w piszczącego i jęczącego biedaczka, odmawiał przyjmowania leków i picia, a ja panikowałam, bo nie wiedziałam czy to wszystko nie skończy się czasem w szpitalu. Tym razem to ja siedziałam z nim w domu. Babcia nie dałaby rady, a w końcu dziecko jest ważniejsze niż atmosfera w pracy (bo kierownica się wyraźnie na mnie obraziła, że ją ze wszystkim zostawiłam samą. Ojej! Masakra!). Nawet doktorka zaniepokoiła się i skierowała go na badania krwi. Na szczęście wszystko w normie, ale zadecydowałam, że teraz zostanie do końca roku w domu. Niech odpocznie od bakcyli i leków. A w nowym roku - zobaczymy. Chciałabym, żeby wrócił do żłobka, bo i tak nie ma innego wyjścia i do przedszkola będzie musiał iść. Z drugiej strony, chciałabym, żeby posiedział w domu – z dala od bakcyli/wirusów/antybiotyków… Ale to zależy od babci – mojej mamy. A tu jest problem, bo z moją mamą jest źle… Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, tak jest! Symptomy przemawiają nawet do takiego ignoranta jak ja i wiem, że jest bardzo, bardzo źle! No, i moje sny… można się śmiać, ale są bardzo złowieszcze, wiem to i czuję.
Tak czy owak, jest jak jest i oby jak najdłużej nie było gorzej!

11 paź 2012

Bądź lepszy, październiku!

- Sajmon przechorował większą część września. Gdyby nie moja mama, musiałabym iść na zwolnienie zanim wróciłam do pracy. Jaka jest, taka jest, ale bardzo pomogła i stanęła na wysokości zadania. Dwukrotnie. W ten sposób adaptacja żłobkowa nie trwała więcej niż 10 dni. Dobrze, że choć tyle. Zobaczymy jaki będzie październik, ale nie mam złudzeń i cudów nie oczekuję.
- Ogrzyk i tak skorzystał z tych dni w żłobku – coraz częściej słyszę „ja!”, kiedy próbuje samodzielnie coś zrobić, pije z kubka (zwykłego! żegnaj niekapku!), próbuje też samodzielnie jeść (tylko ciągle jest za mało cierpliwy albo za bardzo wygodny), włazi na meble i dosięga rzeczy, których nie powinien (z tego się akurat średnio cieszę), podskakuje mówiąc przy tym „hop!”, próbuje śpiewać (słodkie to!), gania kocicę (hmm, na tym polu czeka nas prawdziwa walka i przeprawa, bo jest bardzo niedelikatny), wszystko wymusza krzykiem i płaczem (w myśl zasady: maj-łej-or-no-łej)
- mówi coraz więcej, a przynajmniej próbuje: moja mama, mój tata, mama, tata i ja!, dapcije (dobrze), pada, citek (to do Kiki), bucia (picie), mama-Ania, tata-dziś (zamiast Krzyś), buba (kupa), boji (boli), tata, a to-to? (a co to?)
Rozrzuca zabawki. Tłumaczę mu, że jak przyjdzie tata, to będzie jak zwykle płacz przy sprzątaniu (bo tego akurat nie lubi – fajniejsze jest rozpirzanie zabawek po pokoju). Na to Ogrzyk, nie przerywając rozpierduchy – "Bach, bach! Tata: niuniu. Ja: uuu-aaa-uuu" (udając swój płacz, udawany zresztą). I dokładnie tak było. ;-))
Innym razem wchodzę do pokoju po powrocie z pracy i udaję szok na widok bałaganu (babcia zdążyła mi wcześniej naskarżyć). Pytam – kto tak nabałaganił?! Słyszę – ja! (nawet pokazuje na siebie paluszkiem). Pytam – a kto to wszystko posprząta? Słyszę – tata!    
- wrzesień był też masakryczny pod względem finansowym. Wiem: ile by się nie miało kasy -zawsze będzie za mało, ale i tak mnie wkurwia to, jak bardzo wszystko zdrożało, jak trzeba każdą złotówkę pilnować i jak na złość - wszystko się, kurwa, psuje, buty się niszczą, ciuchów praktycznie nie mam… i w kolejce ustawiają się sprawy do załatwienia na przedwczoraj …! Do tego dochodzą opłaty za żłobek, ciuchy…pierdylion ważnych wydatków :-(
- nerwy i ciągły stres spowodowały poważny spadek formy, zwłaszcza psychicznej. A co za tym idzie wysiada mi zdrowie. Głownie głowa i serce. W poniedziałek idę do kardiologa. Albo mam nerwicę (zaawansowaną ździebko) albo coś się spsuło w serduchu.
- i jeszcze my ze Szrekiem… bardzo ostatnio kryzysowo między nami, bardzo źle.
- powrót do pracy, a zwłaszcza moja „nowa” kierownica to zupełnie osobny temat dlatego o tym napiszę inną razą.
- a na koniec prawdziwa masakra, która mnie absolutnie zdołowała… Szreka brat cioteczny ma dwie córki – 4,5 i 2,3-latki. Młodsza dwa tygodnie temu osowiała, osłabła… Badanie krwi – ostra białaczka. Niesprawiedliwe! Niezrozumiałe. Bardzo bolesne. Walczą, a jedyne co ja mogę zrobić, to trzymać kciuki.

21 sie 2012

Słownik Ogrzyka

Szymek stara się jak może i coraz bardziej zależy mu na komunikacji z nami. Ale nie tylko tej gestykulowanej i pokazywanej. Chce być zrozumiany. Poza tym, coraz częściej spotykamy inne dzieci, które mówią do niego, ale go nie rozumieją. To też jest silną motywacją.
I dobrze, bo już za chwilę zaczynamy żłobek!
Oto niektóre nowości:
- sio! = (z odpowiednim gestem) wiadomo
- jeśś  = jeść
- mniam mniam = zamiennie jedzenie i picie
- dać = daj
- ta(ć) = tak
- maja-maja (koniecznie dwa razy powtórzone, nie wiem czemu) = samolot, a także rzeczy, które poruszają się góra-dół (np. winda)
- ap-ap = kap kap, generalnie woda (ta w kałuży też), albo też jak coś spada lub się przewraca (np. Sajmonek hihi)
- ał ał = wiadomo (często słyszane u nas w domu hi hi)
- buju buju = huśtawki
- fu! = kiedy zrobi kupę, albo nie podoba mu się jakiś zapach
- bach = wiadomo
- bałcici = (rysowanie, kredki … nie mam zielonego pojęcia skąd to wziął i czemu tak?)
- dziadzia = (to dzisiejsze!)

Jak Szymuś opowiedział babci, że szedł z rodzicami na plac zabaw, przewrócił się, podarł sobie kolana (ledwie się zagoiły po ostatniej wywrotce!), mama popsikała mu Ocetniseptem i go bolało? Proszsz:
- Baba! A mama, tata tam, buju buju. Tam bach! Ał ał! Mama si-si, ał ał! (oczywiście wszystko okraszone gestykulacją i prezentacją podartych kolan) ;-))

Sposób na wyciągniecie syna z placu zabaw bez awantury? Do południa najczęściej chodzimy tam zaraz po zakupach. Tłumaczę więc Szymkowi, że pójdziemy się pobujać, ale nie na długo bo trzeba będzie iść do domu tacie obiad zrobić. I kiedy mija chwila, a ja mówię, że zaraz idziemy do domu, Szymek powtarza kilka razy (pokazując kierunek paluszkiem) – Tam! Tata mniam mniam. Mama, tam, tata mniam mniam.  I bez dyskusji prawie Begnie do domu.
Ma to też swoje drugie dno, bo kiedy siedzę sobie w pokoju, a zbliża się pora powrotu tatusia, synuś patrzy na mnie, wyciąga paluszek w kierunku kuchni i mówi stanowczo: „Mama, tam, tata mniam mniam!” . Chyba nie muszę tłumaczyć, co?  ;-)




...i tak, wiem - inne dzieci w tym wieku mówią pełnymi zdaniami, śpiewają piosenki i nie wiadomo, co jeszcze. Ale nie umniejsza to mojej radości z osiągnięć Ogrzyka :-))

17 lip 2012

Jednym zdaniem…



tiaaa, wiem – tak się nie da ;-)

Nie piszę.
Wieczory skróciły mi się nagle do niecałych dwóch godzin. Młody Ogr szaleje i nie ma mowy, żeby poszedł spać przed 21.00 z minutami. Właściwie zasypia przed 22.00. 
Jeśli jeszcze mam siłę, żeby włączyć laktop, mam wybór – pisać, czy czytać (ulubione blogi). Najczęściej wygrywa opcja namber tu.   
A potem (tak, wiem – było to już jakiś czas temu!) upał spadł na nas niespodziewanie (w końcu to lipiec, gad demet!). 
Temperatury powyżej 30-tu stopni skutecznie wyłączyły mnie z życia. :-((
Teraz, dla odmiany, deszcze zatrzymują nas w domu…

Sprawa zlotu wyjaśniła się sama, niezbyt miło. Koleżanki (głównej organizatorki) brat stracił syna – młodzik 20-letni popełnił samobójstwo. Masakra!
I jeszcze jedna koleżanka też nie mogła przyjechać. Solidarnie zdecydowałyśmy, że odkładamy zlot, nie dane nam było widocznie się spotkać w tym terminie.
Tak czy owak – zlot odłożony (szkoda), konflikt zawieszony, Ogry pogodzone, ale… dla mnie to nie koniec.
I tak pojadę kiedy wyznaczymy następny termin.  O!

A Młody szaleje. Ma takie dni, że szok.
Zachowuje się nie jak Ogrzyk, ale jakiś Diabeł tasmański. Nie wiem, czy mamy jakieś wspólne korzenie, ale czasem mi na to wygląda. ;-))
Z nowego „słownictwa” Ogrzyka na uwagę zasługują:
- pata pata puu! – kiedy domaga się bajki (tak mówi papuga z jednej bajki)
- baja! – jak wyżej
- si-hu – czytaj: „siku” (co wcale nie oznacza, że woła na nocnik!) :-(
- uu-ła! – czytaj: „kupa” (jak wyżej). A wzięło się to stąd, że pewnego razu zmieniałam mu pieluchę. Kupa była wielka (sorki) to i ja byłam pod wrażeniem. Mój komentarz – „uu-ła!” synusiowi się spodobał bardzo. Wszedł kiedyś do mnie, kiedy byłam w łazience. Widzi, że siedzę, więc pyta: „Mama si-hu?”. Na moje: „nie”, Ogrzyk bez namysłu mówi: „uu-ła!” i wychodzi. ;-))      
Wchodzi pewnego dnia do kuchni. Na stoliku leżą jaka, bo miały być gotowane. A Ogrzyk mówi, wskazując na jajka: „mama jaja!” … ot, tak sobie!
Zaskakuje nas każdego dnia. A ja chcę i szykuję się na jeszcze!

I na koniec …
Kupiłam włoszczyznę. Biorę się za jej obieranie, a tu nagła, niespodziewana przyjemność …;-)))