* * *
- Bezsennik - nie daje nam spać. Pewnej nocy (jakiś miesiąc temu) wyjął jeden ze szczebelków w łóżeczku i próbował się przecisnąć przez powstałą szparę. Utknął! Krzyk, który nas wtedy obudził postawiłby na nogi głuchą sąsiadkę z klatki obok! Od tej pory szczebelki (oba!) są wyjęte, a my ze Szrekiem MAŁO śpimy! Ogrzyk przybiega do nas ok. 5 rano … albo o 22-ej, a wynoszony do siebie i usypiany, przybiega potem o północy, a także ok. 3-ej, lub 5-ej rano … A jak już zostaje u nas, to rzuca się, jęczy, macha rączkami i kopie nóżkami, miesza w swoim ukochanym „jaśku” … nie zliczę razów udzielonych mi rączką lub nunią, bo po co?! Nie śpię! Od miesiąca gdzieś tak??!!
Nazywam się Zombie, Ogrzyca Fjona Zombie!
- Flirciarz – na spacerze, na zakupach, wszędzie łapie kontakt wzrokowy z kim się da … mało kto nie zareaguje! Generalnie ludzie go zaczepiają. Nie wiem czy to okularki u takiego malucha, czy co, ale budzi zainteresowanie. A bywa i tak, że podchodzi do niego starsza kobitka i mówi „a, chodź idziemy …” i on podaje jej łapkę i idzie, na mnie się nie oglądając! I jeszcze coś do niej po swojemu gada! Bezczelny, no! Ze mną nawet nie chce za rączkę iść!
- Niejadek – i wszystko jasne! Mógłby funkcjonować na mleku, ziemniakach, jogurcikach, chrupkach, jabłkach i kanapkach z wędliną … Załamałam się, kiedy jak ogrza waryjatka jakaś kroiłam, szykowałam, stałam przy kuchni, pichciłam, a Ogrzyk spojrzał na zawartość miski i stwierdziwszy: „ble” rozczarowany zdjął śliniak i wyszedł z kuchni … nożesz@#$%&**!!! Czterdzieści lat po świecie chodzę i żaden facet mnie tak nie potraktował, no!! Na Jego szczęście, okazało się, że słoiczka też ledwie liznął! Pocieszam się, że to ząbkowanie, albo skok rozwojowy jakiś (są po 18 miesiącu takowe jeszcze?)
- Bałaganiarz – ma naturalną skłonność do chaosu! A OWY pojawia się wszędzie, gdzie nogę postawi i ręką ruszy Syn mój, Ogrzyk Pierwszy i Jedyny! Nie to, że jestem jakaś porządnicka czy pedancicka! O, nie! Chaos (to lubię!) to mój żywioł, tak jak ogień! Ale, kurna, bez przesady!! Pierwsza czynność Ogrzyka, kiedy zaczyna się „bawić” to wywalenie do góry dnem kosza z zabawkami! Jakiż jest wtedy hałas słodki dla ucha (Jego!), jaka kolorowa masa/kaskada wszystkiego na podłogę spada niczym deszcz! A mina matki-rodzicielki?? Bezcenna! Czasem (coraz rzadziej!!) bawimy się w „raz-dwa-trzy-Ogrzyca patrzy!”, czyli ogrza matka lata z obłędem w oczach, jęzorem na wierzchu i pudłem w łapach, sprząta zabawki, układa książeczki, poucza i tłumaczy, pokazuje i grozi paluchem, że „fuj” i „nu-nu”, po to tylko, żeby – kiedy się odwróci w inną stronę – wszystkie zabawki, książeczki i inne badziewie znalazło się dokładnie tam gdzie było! Tylko jeszcze BARDZIEJ! Deja vu!
- Szczęściarz – uwielbia nasze pobyty (czytaj: zakupy) w dużych marketach (bez nazw tak?)! Uwielbia jazdę w wózku, a potem WOLNOŚĆ między półkami! Ludzie, co On tam wyrabia! Biega, przekłada towary po swojemu, a także bardzo pomaga nam! Wkłada rzeczy wybrane do koszyka i jaki ważny wtedy jest! A jaki jest podniecony! Któregoś dnia jesteśmy w markecie. Szreku biega za uwolnionym Ogrzykiem, ja wybieram rzeczy według listy. Podchodzę do kosza z płytkami DVD – bajki. Znalazłam Teletubki, których nie mamy. Ogrzyk uwielbia Teletubki. Płytka kosztuje 19,99 … wahanie. Tak, wiem, żenada, bo co to za wydatek - 20 zł?! Dla nas jest … Ale, co tam – biorę! I wtedy podchodzi Szreku, a w wyciągniętej dłoni coś mi podaje … i mówi: „To od Sajmonka”. Patrzę – 20 zł! Ale o co się rozchodzi? A Szreku mi na to, że Ogrzyk biegał między półkami, mieszał i ruszał wszystko co się dało, a potem przybiegł do Szreka, a w wyciągniętej rączce miał jakiś zwitek! Dwie dychy! Skąd?! Znalazł?! No, chyba nie dostał! Mały Wielki Szczęściarz!
- Pomocnik – bardzo chce pomagać we wszystkim. Grzecznie wykonuje każde polecenie, jeśli tylko wiąże się z „poważnymi” pracami! Nie będzie się rozdrabniał nad pierdołami! Chętnie wrzuca do koszyka podane mu zakupy! Chętnie wrzuca obrane warzywa do garnka, a także śmieci do kosza … nawet te, według Niego „śmieci” … więc trzeba pilnować, bo ostatnio w koszu znajdują się nawet zabawki…hmmm, czy to jakaś aluzja? Polecenia typu: „podaj płyn do płukania, włącz pralkę, wyjmij odkurzacz” i inne POWAŻNE polecenia wypełnia bez wahania. Ale już – „sprzątnij/schowaj zabawki” – ale o co chodzi??
I do tego jest słodkim aniołkiem z diabelską końcówką!
Gdyby mógł podzielić się energią ze swoją starą, słabowitą matką! Ech!
30 wrz 2011
5 wrz 2011
1,5 i 6
czyli półtora roku Ogrzyka i 6-ta rocznica ślubu … cukrowa (hmmm).
Ogrzyk skończył półtora roku!
Stał się małym, fajnym facecikiem. Z każdym dniem mądrzejszy, fajniejszy, bardziej bystry i ruchliwy. Z każdym dniem ma coraz konkretniejszy charakterek, jest coraz bardziej uparty, a czasami bywa wręcz nieznośny. Ale jest przy tym tak kochanym i słodkim urwisem, że nawet nie umiem już się na niego złościć… No, chyba, że grzebie kocie w kuwecie...
Długo mogłabym pisać o Ogrzyku i jego umiejętnościach, ale to nie dziś.
Dzisiaj tylko tyle – jestem z Niego bardzo dumna, a obserwacja jak każdego dnia zmienia się, rozwija i uczy nowych rzeczy, to najprzyjemniejsza część mojego macierzyństwa. :-))
I nasza rocznica, podobno cukrowa …
Tylko czemu jakoś mi nie słodko?
Kryzys? Nawet jeśli, to ja go mam/przechodzę, bo według Szreka wszystko jest oki. To ja się ciągle czepiam, czegoś od niego ciągle chcę, coś bym w naszych relacjach zmieniła, czegoś więcej chciałabym dla siebie, do cholery! On ma się oki. On ma całkiem wygodne życie. On ma jakoś coraz mniej obowiązków, bo większość wzięłam na siebie – taka byłam głupia. A teraz to ja muszę o wszystkim myśleć, pamiętać, przypominać, a jak znudzi mi się przypominanie, to zrobić to sama! I to nie jest tak, że nie doceniam i nie rozumiem jak ciężko pracuje, żeby nas utrzymać, że nie widzę, jak bardzo jest zestresowany i zmęczony, bo w pracy staje na uszach, żeby było dobrze. Tylko, że ja szarpię się i miotam i jestem już tak zmęczona i sfrustrowana, że czasami mały drobiazg doprowadza mnie do wrzenia.
Potrzebuję zmiany, chwili relaksu, czasu dla siebie (bez wyrzutów sumienia).
Zadbać o siebie (dla odmiany), zrobić coś ze sobą, bo tak strasznie się zapuściłam … to moje marzenie. Tego chcę i potrzebuję. Tego sobie życzę. Zwłaszcza jeśli chcę, żeby nasze kolejne rocznice były lepsze.
Żeby w ogóle były.
Ogrzyk skończył półtora roku!
Stał się małym, fajnym facecikiem. Z każdym dniem mądrzejszy, fajniejszy, bardziej bystry i ruchliwy. Z każdym dniem ma coraz konkretniejszy charakterek, jest coraz bardziej uparty, a czasami bywa wręcz nieznośny. Ale jest przy tym tak kochanym i słodkim urwisem, że nawet nie umiem już się na niego złościć… No, chyba, że grzebie kocie w kuwecie...
Długo mogłabym pisać o Ogrzyku i jego umiejętnościach, ale to nie dziś.
Dzisiaj tylko tyle – jestem z Niego bardzo dumna, a obserwacja jak każdego dnia zmienia się, rozwija i uczy nowych rzeczy, to najprzyjemniejsza część mojego macierzyństwa. :-))
I nasza rocznica, podobno cukrowa …
Tylko czemu jakoś mi nie słodko?
Kryzys? Nawet jeśli, to ja go mam/przechodzę, bo według Szreka wszystko jest oki. To ja się ciągle czepiam, czegoś od niego ciągle chcę, coś bym w naszych relacjach zmieniła, czegoś więcej chciałabym dla siebie, do cholery! On ma się oki. On ma całkiem wygodne życie. On ma jakoś coraz mniej obowiązków, bo większość wzięłam na siebie – taka byłam głupia. A teraz to ja muszę o wszystkim myśleć, pamiętać, przypominać, a jak znudzi mi się przypominanie, to zrobić to sama! I to nie jest tak, że nie doceniam i nie rozumiem jak ciężko pracuje, żeby nas utrzymać, że nie widzę, jak bardzo jest zestresowany i zmęczony, bo w pracy staje na uszach, żeby było dobrze. Tylko, że ja szarpię się i miotam i jestem już tak zmęczona i sfrustrowana, że czasami mały drobiazg doprowadza mnie do wrzenia.
Potrzebuję zmiany, chwili relaksu, czasu dla siebie (bez wyrzutów sumienia).
Zadbać o siebie (dla odmiany), zrobić coś ze sobą, bo tak strasznie się zapuściłam … to moje marzenie. Tego chcę i potrzebuję. Tego sobie życzę. Zwłaszcza jeśli chcę, żeby nasze kolejne rocznice były lepsze.
Żeby w ogóle były.
26 sie 2011
Od czego by tu zacząć …?
Mama po operacji wraca dość szybko do „zdrowia” …
Tylko, że po konsultacji onkologicznej jest tak: guz usunięty, bez nacieków i przerzutów, niby oki, ale czemu nie wycięli do sprawdzenia też węzłów chłonnych?? Wtedy wiadomo czy są zaatakowane i czy podać chemię czy nie. Guz złośliwy (takie są ponoć na ogół w jelitach wykrywane!) – zaawansowanie: stopień 2 (w skali 1-3! Czyli średni). Brat-Zryty-Beret nie wytrzymał i skonsultował z onkologami. Dowiedział się (i uświadomił mnie boleśnie), że teraz wyjścia są dwa – kolejna operacja (w celu wycięcia tych cholernych węzłów) i to jak najszybciej, albo chemia … tak na wszelki wypadek. Tylko, że taka chemia to nalot dywanowy, a u mamy krew słaba … Mama oczywiście o niczym nie wie. Załamałaby się!
Szymek za chwilę kończy 18 miesięcy! Półtora roku!!
Byliśmy na szczepieniu i przy okazji mierzenie/ważenie. Doktorka skomentowała, że wagowo jest między 25 a 50 centylem , ale o wzroście nie wspomniała ani słowa. Stwierdziła tylko, że „wysoki to On nie będzie … ale czego się spodziewać skoro mama niska, dziadkowie teeż” …
Wróciliśmy do domu, sprawdziłam sama siatkę i szlak mnie trafił (nie napiszę mocniej tylko dla tego, że jestem na bluzgowym odwyku!).
Noszsz k …!! Ogrzyk jest ledwie na 3 centylu!! A ona mi słowem o tym nie pisnęła! Już pomijam rozbieżność między wagą a wzrostem, ale sam wzrost! Albo raczej wzrastanie/niedobór wzrostu!!
Nie niepokoi to jej, jako LEKARZA (podobno??!!)? Nie powinna choć wspomnieć, że może przydałaby się (kiedyś tam) konsultacja z endokrynologiem?! Nie zamierzam zgadzać się, na to, że skoro ja jestem kurdupel i moi rodzice też, że o BZB nie wspomnę, to mój syn jest skazany na to samo! Nie odpuszczę bez sprawdzenia przyczyny! A tych może być wiele! Obok zwykłego dziedziczenia, powodem niskiego wzrostu/wzrastania mogą być problemy z nerkami, tarczycą i tepe. Nas z bratem sprawdzono zbyt późno. A może, w zamierzchłej przeszłości, lekarze nie tracili czasu na takie pierdy? Ale ja nie odpuszczę! Będę drążyć!
Tak wiem, można powiedzieć, że ważne, żeby Ogrzyk był zdrowy i dobrze się rozwijał, a wzrost to … drugorzędny, mały problem. Ale ja tak nie powiem, bo sama byłam (i jestem!) „krótka”! Ktoś, kto tego nie doświadczył, nie spróbował na własnej skórze nie wie, jak to jest … Wszędzie i zawsze kurdupel, maluch, karzełek, knypek, krasnal … i tak dalej. Oraz inne „bardzo zabawne” określenia. I ciągle to zdziwienie, złośliwości, pytania: „no, to gdzie byłaś jak ludzie rośli?” … Podobno dziewczyny i tak nie mają najgorzej. Podobno! No, chyba, że są malutkimi i filigranowymi słodziakami, a nie niewysokimi, ale za to okrągłymi i cycatymi Ogrzycami! Nie radzę próbować! I tak bardzo chciałabym tego oszczędzić Ogrzykowi! Nie dość, że okularnik (tak! Już teraz inne dzieci zwracają na to uwagę!), to jeszcze … ogrzy niziołek!
Kto nie przeżył – niech uwierzy: m a s a k r a!
A do tego wszystkiego …
A co! ...
... Niech boli, niech szarpie, niech rwie!
Po raz drugi zostałam głośno i oficjalnie nazwana „babcią”! I tak sobie pomyślałam, że to będzie kolejny punkt utrudniający życie mojemu Ogrzykowi – matka, co to wygląda jak babcia!
Będzie się mnie kiedyś wstydził!
I tak sobie pomyślałam – nosisz ... !!!
I moja chandro-deprecha ma się coraz lepiej!
Etykiety:
Fjona na skraju,
samo życie Fjony,
Starość nie radość
5 sie 2011
Działo się i dzieje ...
A ja nie mam siły pisać …
Ogrzyk – żywe srebro. I do tego nieobliczalny!
Kilka przykładów z ostatnich dni:
Interesuje się wszelkimi domowymi sprzętami. Najlepiej jeśli można w nich coś nacisnąć, przestawić, naklikać …pralka, TV (w pilocie znalazł funkcje, o których nie mieliśmy pojęcia!), zmywarka i kuchenka (za wyłączanie i włącznie gazu dostaje ostry opierdziel, a czasem i po łapach, ale i tak to go nie powstrzymuje)
Wyprałam jego ciuchy (jasne). Wyjmuję, a tu niespodzianka – pluszowy, różowy teletubiś! Nie wiem kiedy go dołożył do prania. I dobrze, że nie zafarbowało, bo wszystko byłoby różowe!
Notorycznie przestawia programy w zmywarce i pralce. Za każdym razem muszę sprawdzać czy czegoś nie namieszał. Kiedyś wyprało mi się bez wirowania … ;-)
Bawił się myszką bezprzewodową od laptopa mojego brata. W korytarzu stał karton przygotowany do wyniesienia ze śmieciami. Ogrzyk chował tam swoje różne "skarby" … (całe szczęście, że karton nie został wyniesiony!). Na drugi dzień mój synek podszedł do kartonu, pogrzebał w stercie gazet i wyjął myszkę do laptopa! A ja przeszukując karton znalazłam tam jeszcze kilka klocków, autko i fragment układanki! ;-))
Ostatnio utknęliśmy w domu. Zero spaceru, zakupów, wyjścia z domu!
Nie z powodu windy – remont się wreszcie (po prawie 3 miesiącach!) skończył.
Tym razem ”załatwił nas” Ogrzyk. Bawił się moimi kluczami do domu, a że nauczył się też odpinać zamek w torbie Szreka – schował tam klucze. Szrek znalazł je w pracy i dobrze, że tak się stało i do mnie zadzwonił, bo właśnie się szykowałam na zakupy!
O innych sprawkach Małego Ogrzyka na razie nie wspomnę, bo to dłuższa historia! ;-)) Oj, nazbierało się!
A z innej tematyki – tydzień temu mama miała operację. Wykryli u niej guza jelita. I pomimo fatalnego obrazu krwi (małopłytkowość) jednak ją ciachnęli! Operacja się udała, mama, chociaż bardzo słabiutka, jest już w domu. Teraz czekamy na wyniki … Tuż przed operacją miała jeszcze badanie szpiku i z tego, co udało mi się wyguglować, wynika, że to może być jakiś rodzaj białaczki. Coś w tym stylu. Nie wiem, czekamy na kolejną wizytę u hematologa i rozpoznanie/wyrok? Nie mam już sił się denerwować…
No i, o zgrozo, franek szaleje. Dla szczęśliwców, bez kredytu w tej walucie, to nic nie oznacza! Dla nas każdy dzień to nowa „niespodzianka” i kolejny rekord wszech-czasów! Na razie nie jest to jakaś ostateczna masakra, ale jak długo jeszcze?! Tak, wiem – sami jesteśmy sobie winni! Bo kredyt w złotówkach się bierze, chociaż takowy już dawno by nas zarżnął i w ogóle byśmy takiego nie dostali! Nie było nas stać.
A ja? A ja jestem coraz grubsza, coraz bardziej zestresowana/znerwicowana i coraz bardziej niezadowolona/nieszczęśliwa/bezradna … Kłębek nerwów to mało powiedziane!
Moje kompulsywne zajadanie stresów powróciło ze zdwojoną siłą.
Masakra!
Ogrzyk – żywe srebro. I do tego nieobliczalny!
Kilka przykładów z ostatnich dni:
Interesuje się wszelkimi domowymi sprzętami. Najlepiej jeśli można w nich coś nacisnąć, przestawić, naklikać …pralka, TV (w pilocie znalazł funkcje, o których nie mieliśmy pojęcia!), zmywarka i kuchenka (za wyłączanie i włącznie gazu dostaje ostry opierdziel, a czasem i po łapach, ale i tak to go nie powstrzymuje)
Wyprałam jego ciuchy (jasne). Wyjmuję, a tu niespodzianka – pluszowy, różowy teletubiś! Nie wiem kiedy go dołożył do prania. I dobrze, że nie zafarbowało, bo wszystko byłoby różowe!
Notorycznie przestawia programy w zmywarce i pralce. Za każdym razem muszę sprawdzać czy czegoś nie namieszał. Kiedyś wyprało mi się bez wirowania … ;-)
Bawił się myszką bezprzewodową od laptopa mojego brata. W korytarzu stał karton przygotowany do wyniesienia ze śmieciami. Ogrzyk chował tam swoje różne "skarby" … (całe szczęście, że karton nie został wyniesiony!). Na drugi dzień mój synek podszedł do kartonu, pogrzebał w stercie gazet i wyjął myszkę do laptopa! A ja przeszukując karton znalazłam tam jeszcze kilka klocków, autko i fragment układanki! ;-))
Ostatnio utknęliśmy w domu. Zero spaceru, zakupów, wyjścia z domu!
Nie z powodu windy – remont się wreszcie (po prawie 3 miesiącach!) skończył.
Tym razem ”załatwił nas” Ogrzyk. Bawił się moimi kluczami do domu, a że nauczył się też odpinać zamek w torbie Szreka – schował tam klucze. Szrek znalazł je w pracy i dobrze, że tak się stało i do mnie zadzwonił, bo właśnie się szykowałam na zakupy!
O innych sprawkach Małego Ogrzyka na razie nie wspomnę, bo to dłuższa historia! ;-)) Oj, nazbierało się!
A z innej tematyki – tydzień temu mama miała operację. Wykryli u niej guza jelita. I pomimo fatalnego obrazu krwi (małopłytkowość) jednak ją ciachnęli! Operacja się udała, mama, chociaż bardzo słabiutka, jest już w domu. Teraz czekamy na wyniki … Tuż przed operacją miała jeszcze badanie szpiku i z tego, co udało mi się wyguglować, wynika, że to może być jakiś rodzaj białaczki. Coś w tym stylu. Nie wiem, czekamy na kolejną wizytę u hematologa i rozpoznanie/wyrok? Nie mam już sił się denerwować…
No i, o zgrozo, franek szaleje. Dla szczęśliwców, bez kredytu w tej walucie, to nic nie oznacza! Dla nas każdy dzień to nowa „niespodzianka” i kolejny rekord wszech-czasów! Na razie nie jest to jakaś ostateczna masakra, ale jak długo jeszcze?! Tak, wiem – sami jesteśmy sobie winni! Bo kredyt w złotówkach się bierze, chociaż takowy już dawno by nas zarżnął i w ogóle byśmy takiego nie dostali! Nie było nas stać.
A ja? A ja jestem coraz grubsza, coraz bardziej zestresowana/znerwicowana i coraz bardziej niezadowolona/nieszczęśliwa/bezradna … Kłębek nerwów to mało powiedziane!
Moje kompulsywne zajadanie stresów powróciło ze zdwojoną siłą.
Masakra!
23 cze 2011
Wróciliśmy ...
noo, doobra - jakiś czas temu już ...
Ale za to wróciliśmy nie sami! … tak jakby … o, nie!
Dołączyły do nas:
- kilogramy piasku (podstępny drań! Był wszędzie: od naszych osobistych włosów na głowie, aż po każdy ciuch, ręcznik itepe),
- dwie dolne dwójki i prawie jedna dolna czwórka ...w paszczy małego Ogra … ;-)
... dwie kolejne dołączyły już w domu
(... dopisano w ostatniej chwili: kolejna górna czwórka podstępnie wychynęła nie wiadomo kiedy!)
- guzy na czole, świeże, nowe, śliwkowe – szt. 2
- rysa na okularze lewym – szt. 1 (ale wyraźna i przeszkadzająca!)
- bardzo, ale to BARDZO niepożądane mendy, czyli katar i kaszel … na początku u Ogrzyka, ale Młody podzielił się z tatą … a ten jak ma katar, to umiro! (czytaj: „umiera” … i patrz: wyjazd nad morze 3 lata temu!)
Hmm, to kolejny wyjazd nad morze z Ciężką Chorobą (czytaj: katar Szreka!) w tle.
To już się staje naszą rodzinną tradycją (tfu tfu!! Do cholery!).
Niestety u Ogrzyka jest ciąg dalszy – sytuacja była rozwojowa, a kiedy poszłam do lekarza skończyło się antybiotykiem.
Fatalnie!
To już kolejny antybiotyk w tym roku! Średnio co trzy-cztery miesiące! Masakra!
A po antybiotyku mamy teraz chrypkę! Szymek skrzeczy jak stara ropucha! Czyli znowu lekarz! Ciekawe co tym razem …
- oraz bardzo, ale to BARDZO miłe wrażenia/wspomnienia!
Szymek nie przestaje mnie zadziwiać! Jest taki otwarty, odważny, ufny i ciekawy ludzi i świata! I przy tym wszystkim jest taki radosny! Te Jego słodkie uśmiechy z dołeczkami w policzkach, łobuzerskie i błyszczące spojrzenia, odwaga w kontaktach z innymi (dziećmi i dorosłymi) … zaczepianie ładnych/młodych/szczupłych pań na plaży (już-już podejrzewałam Szreka o chytry plan i „zupełnie przypadkowe” nakierowywanie Ogrzyka na podążanie w ich kierunku, żeby tato mógł TAM iść po swojego synka hi hi).
Szymkowi podobało się WSZYSTKO!
Chciał być wszędzie, podobało mu się odkrywanie placu zabaw i świetlicy (w domu, gdzie mieliśmy noclegi), zaczepianie i ”zagadywanie”, tam gdzie jadaliśmy obiady kucharki czekały na nas i witały okrzykiem: „o! nasz Szymek idzie!” po czym jedna z nich brała sobie Ogrzyka na ręce (wystarczyło hasło: „chodź!” – skandal!), żeby rodzice mogli spokojnie zjeść obiadek ;-)
Tak myślę sobie, że dobrze by było, żeby tak Ogrzykowi zostało … Przyda się ta ufność kiedy pójdzie do żłobka…
Wyjazd/urlop za nami.
Już zapomniałam … właściwie ...
A moje wszystkie marudy/pretensje/żale CIĄGLE przede mną...
Ale to jutro … pojutrze.
Za tydzień morze?
Ale za to wróciliśmy nie sami! … tak jakby … o, nie!
Dołączyły do nas:
- kilogramy piasku (podstępny drań! Był wszędzie: od naszych osobistych włosów na głowie, aż po każdy ciuch, ręcznik itepe),
- dwie dolne dwójki i prawie jedna dolna czwórka ...w paszczy małego Ogra … ;-)
... dwie kolejne dołączyły już w domu
(... dopisano w ostatniej chwili: kolejna górna czwórka podstępnie wychynęła nie wiadomo kiedy!)
- guzy na czole, świeże, nowe, śliwkowe – szt. 2
- rysa na okularze lewym – szt. 1 (ale wyraźna i przeszkadzająca!)
- bardzo, ale to BARDZO niepożądane mendy, czyli katar i kaszel … na początku u Ogrzyka, ale Młody podzielił się z tatą … a ten jak ma katar, to umiro! (czytaj: „umiera” … i patrz: wyjazd nad morze 3 lata temu!)
Hmm, to kolejny wyjazd nad morze z Ciężką Chorobą (czytaj: katar Szreka!) w tle.
To już się staje naszą rodzinną tradycją (tfu tfu!! Do cholery!).
Niestety u Ogrzyka jest ciąg dalszy – sytuacja była rozwojowa, a kiedy poszłam do lekarza skończyło się antybiotykiem.
Fatalnie!
To już kolejny antybiotyk w tym roku! Średnio co trzy-cztery miesiące! Masakra!
A po antybiotyku mamy teraz chrypkę! Szymek skrzeczy jak stara ropucha! Czyli znowu lekarz! Ciekawe co tym razem …
- oraz bardzo, ale to BARDZO miłe wrażenia/wspomnienia!
Szymek nie przestaje mnie zadziwiać! Jest taki otwarty, odważny, ufny i ciekawy ludzi i świata! I przy tym wszystkim jest taki radosny! Te Jego słodkie uśmiechy z dołeczkami w policzkach, łobuzerskie i błyszczące spojrzenia, odwaga w kontaktach z innymi (dziećmi i dorosłymi) … zaczepianie ładnych/młodych/szczupłych pań na plaży (już-już podejrzewałam Szreka o chytry plan i „zupełnie przypadkowe” nakierowywanie Ogrzyka na podążanie w ich kierunku, żeby tato mógł TAM iść po swojego synka hi hi).
Szymkowi podobało się WSZYSTKO!
Chciał być wszędzie, podobało mu się odkrywanie placu zabaw i świetlicy (w domu, gdzie mieliśmy noclegi), zaczepianie i ”zagadywanie”, tam gdzie jadaliśmy obiady kucharki czekały na nas i witały okrzykiem: „o! nasz Szymek idzie!” po czym jedna z nich brała sobie Ogrzyka na ręce (wystarczyło hasło: „chodź!” – skandal!), żeby rodzice mogli spokojnie zjeść obiadek ;-)
Tak myślę sobie, że dobrze by było, żeby tak Ogrzykowi zostało … Przyda się ta ufność kiedy pójdzie do żłobka…
Wyjazd/urlop za nami.
Już zapomniałam … właściwie ...
A moje wszystkie marudy/pretensje/żale CIĄGLE przede mną...
Ale to jutro … pojutrze.
Za tydzień morze?
4 cze 2011
Uciekliśmy!


Uciekliśmy przed zepsutą windą (remont robią! dwa miesiące!!), uwięzieniem w czterech ścianach ... stresami, nudą i rutyną.
Zabraliśmy Ogrzyka i całą ciężarówkę absolutnie niezbędnych rzeczy ... głównie Jego, zresztą! ;-)
Kota została pod opieką Brata-Zrytego-Bereta. :-))
Pojechaliśmy sobie nad morze!
Mmmoorzee!
A, że mam problemy z dostępem do sieci - sprawozdanie zapewne dopiero po powrocie (czyli ok 11-12.06)
Pozdrawiam wszystkich bardzo słonecznie ;-))
26 maj 2011
Macierzyństwo ...
...
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę. Wędrówkę górską …
Zawsze lubiłam wyjazdy w góry, chociaż wypoczynek nad morzem kochałam i kocham najbardziej. Jest łatwiejszy, przyjemniejszy, mniej wyczerpujący … ;-)
Ale góry to wyzwanie.
Człowiek pojedzie, umęczy się, spoci, pozdobywa szczyty, zaliczy różne szlaki, nabawi się zakwasów, tudzież innych kontuzji …
Ale nagrodą są widoki. I to jakie widoki! I satysfakcja, że znowu się dało radę.
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę górską …
Wybrałam się więc góry – w pełni świadoma zmęczenia, które mnie czeka.
I późniejszej satysfakcji, oczywiście.
Jestem na szlaku. Wspinam się, wdrapuję pod górę... Pocę się, sapię i dyszę ze zmęczenia, lekceważę mroczki przed oczyma i kolejne, pojawiające się i piekące pęcherze na stopach, dźwigam coraz bardziej ciążący plecak, ale idę! Cel mam wyraźny: „Chcę dojść na szczyt!”. Bo tam czeka satysfakcja. Bo tam czekają te super widoki. Bo tam czeka wytchnienie, wypoczynek i oddech pełną piersią. Wewnętrzna radość, że i tym razem dałam radę, że się udało!
W końcu wdrapuję się.
Znowu się udało!
Ale tam, zamiast płaskiego terenu (uroczej polanki - na ten przykład!), oddechu i wytchnienia oraz czekolady (koniecznie mlecznej) - czeka na mnie następne, intensywne podejście … i potem następne….
Takie jest moje macierzyństwo…;-)
Po każdym stromym podejściu, kiedy wydaje mi się, że jest luzik, że dałam radę i teraz będzie przez jakiś czas spokój, że ogarnęłam jakoś TO wszystko i przez chwilę będzie przewidywalnie, że teraz mogę otrzeć czoło, złapać oddech i odpocząć, wyluzować … nagle okazuje się, że to tylko część trasy...
Ta malutka część...
Że ciągle tyyle jeszcze przede mną…
...
I to w wędrowaniu jest najwspanialsze!
Zwłaszcza w wędrówce pod górę ;-)
Wszystkim Mamom, Matkom i Mamusiom – wszystkiego najlepszego!

(piękna fot. "pożyczona" z http://www.tapeciarnia.one.pl)
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę. Wędrówkę górską …
Zawsze lubiłam wyjazdy w góry, chociaż wypoczynek nad morzem kochałam i kocham najbardziej. Jest łatwiejszy, przyjemniejszy, mniej wyczerpujący … ;-)
Ale góry to wyzwanie.
Człowiek pojedzie, umęczy się, spoci, pozdobywa szczyty, zaliczy różne szlaki, nabawi się zakwasów, tudzież innych kontuzji …
Ale nagrodą są widoki. I to jakie widoki! I satysfakcja, że znowu się dało radę.
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę górską …
Wybrałam się więc góry – w pełni świadoma zmęczenia, które mnie czeka.
I późniejszej satysfakcji, oczywiście.
Jestem na szlaku. Wspinam się, wdrapuję pod górę... Pocę się, sapię i dyszę ze zmęczenia, lekceważę mroczki przed oczyma i kolejne, pojawiające się i piekące pęcherze na stopach, dźwigam coraz bardziej ciążący plecak, ale idę! Cel mam wyraźny: „Chcę dojść na szczyt!”. Bo tam czeka satysfakcja. Bo tam czekają te super widoki. Bo tam czeka wytchnienie, wypoczynek i oddech pełną piersią. Wewnętrzna radość, że i tym razem dałam radę, że się udało!
W końcu wdrapuję się.
Znowu się udało!
Ale tam, zamiast płaskiego terenu (uroczej polanki - na ten przykład!), oddechu i wytchnienia oraz czekolady (koniecznie mlecznej) - czeka na mnie następne, intensywne podejście … i potem następne….
Takie jest moje macierzyństwo…;-)
Po każdym stromym podejściu, kiedy wydaje mi się, że jest luzik, że dałam radę i teraz będzie przez jakiś czas spokój, że ogarnęłam jakoś TO wszystko i przez chwilę będzie przewidywalnie, że teraz mogę otrzeć czoło, złapać oddech i odpocząć, wyluzować … nagle okazuje się, że to tylko część trasy...
Ta malutka część...
Że ciągle tyyle jeszcze przede mną…
...
I to w wędrowaniu jest najwspanialsze!
Zwłaszcza w wędrówce pod górę ;-)
Wszystkim Mamom, Matkom i Mamusiom – wszystkiego najlepszego!

(piękna fot. "pożyczona" z http://www.tapeciarnia.one.pl)
Subskrybuj:
Posty (Atom)