noo, doobra - jakiś czas temu już ...
Ale za to wróciliśmy nie sami! … tak jakby … o, nie!
Dołączyły do nas:
- kilogramy piasku (podstępny drań! Był wszędzie: od naszych osobistych włosów na głowie, aż po każdy ciuch, ręcznik itepe),
- dwie dolne dwójki i prawie jedna dolna czwórka ...w paszczy małego Ogra … ;-)
... dwie kolejne dołączyły już w domu
(... dopisano w ostatniej chwili: kolejna górna czwórka podstępnie wychynęła nie wiadomo kiedy!)
- guzy na czole, świeże, nowe, śliwkowe – szt. 2
- rysa na okularze lewym – szt. 1 (ale wyraźna i przeszkadzająca!)
- bardzo, ale to BARDZO niepożądane mendy, czyli katar i kaszel … na początku u Ogrzyka, ale Młody podzielił się z tatą … a ten jak ma katar, to umiro! (czytaj: „umiera” … i patrz: wyjazd nad morze 3 lata temu!)
Hmm, to kolejny wyjazd nad morze z Ciężką Chorobą (czytaj: katar Szreka!) w tle.
To już się staje naszą rodzinną tradycją (tfu tfu!! Do cholery!).
Niestety u Ogrzyka jest ciąg dalszy – sytuacja była rozwojowa, a kiedy poszłam do lekarza skończyło się antybiotykiem.
Fatalnie!
To już kolejny antybiotyk w tym roku! Średnio co trzy-cztery miesiące! Masakra!
A po antybiotyku mamy teraz chrypkę! Szymek skrzeczy jak stara ropucha! Czyli znowu lekarz! Ciekawe co tym razem …
- oraz bardzo, ale to BARDZO miłe wrażenia/wspomnienia!
Szymek nie przestaje mnie zadziwiać! Jest taki otwarty, odważny, ufny i ciekawy ludzi i świata! I przy tym wszystkim jest taki radosny! Te Jego słodkie uśmiechy z dołeczkami w policzkach, łobuzerskie i błyszczące spojrzenia, odwaga w kontaktach z innymi (dziećmi i dorosłymi) … zaczepianie ładnych/młodych/szczupłych pań na plaży (już-już podejrzewałam Szreka o chytry plan i „zupełnie przypadkowe” nakierowywanie Ogrzyka na podążanie w ich kierunku, żeby tato mógł TAM iść po swojego synka hi hi).
Szymkowi podobało się WSZYSTKO!
Chciał być wszędzie, podobało mu się odkrywanie placu zabaw i świetlicy (w domu, gdzie mieliśmy noclegi), zaczepianie i ”zagadywanie”, tam gdzie jadaliśmy obiady kucharki czekały na nas i witały okrzykiem: „o! nasz Szymek idzie!” po czym jedna z nich brała sobie Ogrzyka na ręce (wystarczyło hasło: „chodź!” – skandal!), żeby rodzice mogli spokojnie zjeść obiadek ;-)
Tak myślę sobie, że dobrze by było, żeby tak Ogrzykowi zostało … Przyda się ta ufność kiedy pójdzie do żłobka…
Wyjazd/urlop za nami.
Już zapomniałam … właściwie ...
A moje wszystkie marudy/pretensje/żale CIĄGLE przede mną...
Ale to jutro … pojutrze.
Za tydzień morze?
23 cze 2011
4 cze 2011
Uciekliśmy!


Uciekliśmy przed zepsutą windą (remont robią! dwa miesiące!!), uwięzieniem w czterech ścianach ... stresami, nudą i rutyną.
Zabraliśmy Ogrzyka i całą ciężarówkę absolutnie niezbędnych rzeczy ... głównie Jego, zresztą! ;-)
Kota została pod opieką Brata-Zrytego-Bereta. :-))
Pojechaliśmy sobie nad morze!
Mmmoorzee!
A, że mam problemy z dostępem do sieci - sprawozdanie zapewne dopiero po powrocie (czyli ok 11-12.06)
Pozdrawiam wszystkich bardzo słonecznie ;-))
26 maj 2011
Macierzyństwo ...
...
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę. Wędrówkę górską …
Zawsze lubiłam wyjazdy w góry, chociaż wypoczynek nad morzem kochałam i kocham najbardziej. Jest łatwiejszy, przyjemniejszy, mniej wyczerpujący … ;-)
Ale góry to wyzwanie.
Człowiek pojedzie, umęczy się, spoci, pozdobywa szczyty, zaliczy różne szlaki, nabawi się zakwasów, tudzież innych kontuzji …
Ale nagrodą są widoki. I to jakie widoki! I satysfakcja, że znowu się dało radę.
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę górską …
Wybrałam się więc góry – w pełni świadoma zmęczenia, które mnie czeka.
I późniejszej satysfakcji, oczywiście.
Jestem na szlaku. Wspinam się, wdrapuję pod górę... Pocę się, sapię i dyszę ze zmęczenia, lekceważę mroczki przed oczyma i kolejne, pojawiające się i piekące pęcherze na stopach, dźwigam coraz bardziej ciążący plecak, ale idę! Cel mam wyraźny: „Chcę dojść na szczyt!”. Bo tam czeka satysfakcja. Bo tam czekają te super widoki. Bo tam czeka wytchnienie, wypoczynek i oddech pełną piersią. Wewnętrzna radość, że i tym razem dałam radę, że się udało!
W końcu wdrapuję się.
Znowu się udało!
Ale tam, zamiast płaskiego terenu (uroczej polanki - na ten przykład!), oddechu i wytchnienia oraz czekolady (koniecznie mlecznej) - czeka na mnie następne, intensywne podejście … i potem następne….
Takie jest moje macierzyństwo…;-)
Po każdym stromym podejściu, kiedy wydaje mi się, że jest luzik, że dałam radę i teraz będzie przez jakiś czas spokój, że ogarnęłam jakoś TO wszystko i przez chwilę będzie przewidywalnie, że teraz mogę otrzeć czoło, złapać oddech i odpocząć, wyluzować … nagle okazuje się, że to tylko część trasy...
Ta malutka część...
Że ciągle tyyle jeszcze przede mną…
...
I to w wędrowaniu jest najwspanialsze!
Zwłaszcza w wędrówce pod górę ;-)
Wszystkim Mamom, Matkom i Mamusiom – wszystkiego najlepszego!

(piękna fot. "pożyczona" z http://www.tapeciarnia.one.pl)
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę. Wędrówkę górską …
Zawsze lubiłam wyjazdy w góry, chociaż wypoczynek nad morzem kochałam i kocham najbardziej. Jest łatwiejszy, przyjemniejszy, mniej wyczerpujący … ;-)
Ale góry to wyzwanie.
Człowiek pojedzie, umęczy się, spoci, pozdobywa szczyty, zaliczy różne szlaki, nabawi się zakwasów, tudzież innych kontuzji …
Ale nagrodą są widoki. I to jakie widoki! I satysfakcja, że znowu się dało radę.
Moje macierzyństwo przypomina wspinaczkę górską …
Wybrałam się więc góry – w pełni świadoma zmęczenia, które mnie czeka.
I późniejszej satysfakcji, oczywiście.
Jestem na szlaku. Wspinam się, wdrapuję pod górę... Pocę się, sapię i dyszę ze zmęczenia, lekceważę mroczki przed oczyma i kolejne, pojawiające się i piekące pęcherze na stopach, dźwigam coraz bardziej ciążący plecak, ale idę! Cel mam wyraźny: „Chcę dojść na szczyt!”. Bo tam czeka satysfakcja. Bo tam czekają te super widoki. Bo tam czeka wytchnienie, wypoczynek i oddech pełną piersią. Wewnętrzna radość, że i tym razem dałam radę, że się udało!
W końcu wdrapuję się.
Znowu się udało!
Ale tam, zamiast płaskiego terenu (uroczej polanki - na ten przykład!), oddechu i wytchnienia oraz czekolady (koniecznie mlecznej) - czeka na mnie następne, intensywne podejście … i potem następne….
Takie jest moje macierzyństwo…;-)
Po każdym stromym podejściu, kiedy wydaje mi się, że jest luzik, że dałam radę i teraz będzie przez jakiś czas spokój, że ogarnęłam jakoś TO wszystko i przez chwilę będzie przewidywalnie, że teraz mogę otrzeć czoło, złapać oddech i odpocząć, wyluzować … nagle okazuje się, że to tylko część trasy...
Ta malutka część...
Że ciągle tyyle jeszcze przede mną…
...
I to w wędrowaniu jest najwspanialsze!
Zwłaszcza w wędrówce pod górę ;-)
Wszystkim Mamom, Matkom i Mamusiom – wszystkiego najlepszego!

(piękna fot. "pożyczona" z http://www.tapeciarnia.one.pl)
14 maj 2011
Dobre rady zawsze w cenie!
Dobre rady … potrzebne od zaraz!
Zanim zamarudzę i będę smęcić użalając się nad sobą … Dobre rady przydadzą się bardzo!
Po pierwsze – jak przekonać Małego Uparciucha do kubka-niekapka?!
Kupiliśmy już kilka – żaden nie pasuje! Kubki niekapki służą do rzucania, stukania, wytrząsania zawartości, a nawet do gryzienia. Nigdy do PICIA!
Po drugie – niejedzenie! Z Małego-Wszystkożercy mój Ogrzyk zmienił się w Marudnego-Wybrednego-Niejadka!! :-(( Jedzenie tylko na chodząco albo wcale! Wybrzydza, jęczy, czasem nawet rozpacza i generalnie zjada tylko po TRZY łyżeczki obiadku czy kaszki … Jedynie bułkę z szynką i butlę mleka w całości, a i owszem! Mam nadzieję, że to TYLKO zęby, a nie norma …i Ogrzykowi tak nie zostanie.
Po trzecie – jak poradzić sobie z Małym-Bardzo-Niegrzecznym-Uparciuchem?! Moje „Nie rusz! Nie wolno! Zostaw!” wywołuje tylko jedną reakcję - odwrotną! … czy mam pisać jaką?! Co robię? Oprócz absolutnego wk … zdenerwowania? Wynoszę Ogrzyka, odsuwam, tłumaczę, pouczam, grożę palcem, krzyczę, daję po „łapach”… On WIE, że nie wolno, że „nu-nu!”, a i tak TO robi!
Jak trafić do Ogrzyka? Jak być skuteczną?? Jakieś sugestie?
Po czwarte – jak przeżyć długą (ponad 390 km!) podróż samochodem z Małym Wiercipiętą, który nie może usiedzieć kilkanaście minut przy jedzeniu?!
Kolejne – czy dzieci wyrastają z ciągłych ucieczek? Ogrzyk ucieka jak tylko usłyszy hasło: „chodź...” (umyjemy, przebierzemy, założymy, zdejmiemy … itepe). To bywa zabawne, ale nie cały czas, nie przez cały dzień! Szarpiemy się przy ubieraniu, rozbieraniu, przewijaniu, karmieniu, zakładaniu/zdejmowaniu okularów ...
I ostatnie – słabo gotuję. Mea culpa! Nie umiem i nie lubię. Ale jest Ogrzyk i w końcu trzeba się przestawić, zmusić, wysilić. Może jakieś pomysły na szybkie, smaczne, niezbyt skomplikowane i niedrogie obiady?
Za wszelkie sugestie wielkie dzięki!
Zanim zamarudzę i będę smęcić użalając się nad sobą … Dobre rady przydadzą się bardzo!
Po pierwsze – jak przekonać Małego Uparciucha do kubka-niekapka?!
Kupiliśmy już kilka – żaden nie pasuje! Kubki niekapki służą do rzucania, stukania, wytrząsania zawartości, a nawet do gryzienia. Nigdy do PICIA!
Po drugie – niejedzenie! Z Małego-Wszystkożercy mój Ogrzyk zmienił się w Marudnego-Wybrednego-Niejadka!! :-(( Jedzenie tylko na chodząco albo wcale! Wybrzydza, jęczy, czasem nawet rozpacza i generalnie zjada tylko po TRZY łyżeczki obiadku czy kaszki … Jedynie bułkę z szynką i butlę mleka w całości, a i owszem! Mam nadzieję, że to TYLKO zęby, a nie norma …i Ogrzykowi tak nie zostanie.
Po trzecie – jak poradzić sobie z Małym-Bardzo-Niegrzecznym-Uparciuchem?! Moje „Nie rusz! Nie wolno! Zostaw!” wywołuje tylko jedną reakcję - odwrotną! … czy mam pisać jaką?! Co robię? Oprócz absolutnego wk … zdenerwowania? Wynoszę Ogrzyka, odsuwam, tłumaczę, pouczam, grożę palcem, krzyczę, daję po „łapach”… On WIE, że nie wolno, że „nu-nu!”, a i tak TO robi!
Jak trafić do Ogrzyka? Jak być skuteczną?? Jakieś sugestie?
Po czwarte – jak przeżyć długą (ponad 390 km!) podróż samochodem z Małym Wiercipiętą, który nie może usiedzieć kilkanaście minut przy jedzeniu?!
Kolejne – czy dzieci wyrastają z ciągłych ucieczek? Ogrzyk ucieka jak tylko usłyszy hasło: „chodź...” (umyjemy, przebierzemy, założymy, zdejmiemy … itepe). To bywa zabawne, ale nie cały czas, nie przez cały dzień! Szarpiemy się przy ubieraniu, rozbieraniu, przewijaniu, karmieniu, zakładaniu/zdejmowaniu okularów ...
I ostatnie – słabo gotuję. Mea culpa! Nie umiem i nie lubię. Ale jest Ogrzyk i w końcu trzeba się przestawić, zmusić, wysilić. Może jakieś pomysły na szybkie, smaczne, niezbyt skomplikowane i niedrogie obiady?
Za wszelkie sugestie wielkie dzięki!
11 maj 2011
Fotki
Na chwilkę tylko wpadam ...
Nie ma mnie - zadręczam się! Masakrycznie ...Choć wiosna taka cudna!
Z Ogrzykiem OKI - ze mną nie bardzo :-(
Może jutro, pojutrze wejdę i wysmęcę się nareszcie.
Może ulży mi wreszcie jakoś?
A dziś fotki mojego Ogrzyka znikają ...
Zresztą zniknęły i one i cała notka kilka dni temu. Wróciły fotki i wpis, ale bez komentarzy :-(
Awaria?
Nie zdążyłam odpisać - dziewczyny (Kasiu, Gosiu i Aniu) dzięki!
Napiszę już wkrótce .. może nawet jutro .. ;-)
Nie ma mnie - zadręczam się! Masakrycznie ...Choć wiosna taka cudna!
Z Ogrzykiem OKI - ze mną nie bardzo :-(
Może jutro, pojutrze wejdę i wysmęcę się nareszcie.
Może ulży mi wreszcie jakoś?
A dziś fotki mojego Ogrzyka znikają ...
Zresztą zniknęły i one i cała notka kilka dni temu. Wróciły fotki i wpis, ale bez komentarzy :-(
Awaria?
Nie zdążyłam odpisać - dziewczyny (Kasiu, Gosiu i Aniu) dzięki!
Napiszę już wkrótce .. może nawet jutro .. ;-)
7 kwi 2011
Na kolanie i po łebkach ;-)
No, to streszczam się.
Bo się zebrało, a dzieje się!
Dziś tylko część ;-)
Ogrzyk nosi okulary.
Wada potwierdziła się. Geny nie kłamią … i nie śpią. Teściowa może być z siebie dumna – nareszcie jej wnuk coś po niej i jej rodzinie odziedziczył! Złośliwość sama ciśnie się na usta, zwłaszcza po jej ostatniej wizycie, kiedy triumfalnie ogłosiła na „dzień-dobry” – no, ale teraz jest już bardziej podobny do Szreka! Czytaj: no, wreszcie! Nie chciałam jej martwić, że „na mieście” mówią, że jest odwrotnie … Niech tam! ;-)
Tak więc okulary.
Koszmarna kasa, jak za takie malutkie, gumowo-plastikowe-coś! Ale skoro ma zapobiec problemom ze wzrokiem i zezowi – gra warta świeczki! Ważne, żeby Ogrzyk się nie męczył.
Ogrzyk walczył przez chwilkę, ale cwany Szreku włączył TV (narkotyk dla tak nieletnich) i … bach! Okular na nos! Mały, zapatrzony w migające obrazki, nawet nie zauważył…
A potem jakoś poszło. Nosi, bo nie ma innego wyjścia. Chyba nawet trochę lepiej/wyraźniej widzi. Ma dni lepsze i gorsze. Czasem nie zdejmuje, ale coraz częściej (niestety) okulary stają się kartą przetargową i ewidentnym manipulatorem. Kiedy coś mu nie gra, czegoś chce, a ja mu na to „nie!”, albo gdy nie ma nastroju – ściąga okulary! Ale trzeba zobaczyć JAK to robi! ;-) To jest manifestacja!
Kręgosłup wysiada mi.
Systematycznie, skutecznie, podstępnie, boleśnie, stale!
Dźwigam, krzywię się i wyginam w dziwnych, niespodziewanych kierunkach i potem mam!
I potem BOLI!
Ostatnio coś chrupnęło … mało nie zemdlałam! Ja wyłam z bólu, a Ogrzyk się śmiał. Cóż, myślał, że matka znowu się wygłupia.
Wizyta u neurologa.
Boleśnie płatna.
Pan doktorek posłuchał, popisał coś, postukał tu i tam, posmyrał i oznajmił: „kręgosłup przeciążony! Nie dźwigać!” … HA! Dobre sobie – niech to Ogrzykowi powie! Kręgosłup to pikuś, bo się okazało, że drętwiejące ręce to objaw cieśni nadgarstków. Tak czy owak masakra! Noce do bani! Co dwie godziny budzą mnie zdrętwiałe dłonie, bolące jak cholera! Nie pomaga zmiana pozycji. Nic nie pomaga! Doktorek nie chciał zdradzić jak można sobie pomóc. Stwierdził, że potrzebne są badania nerwów nadgarstków (w sumie ok. 170 zł!) i wtedy mi powie czy jest źle i jak bardzo. I co dalej. Bo w najgorszym wypadku grozi mi operacja. A nawet dwie. TFU TFU!
Na razie nie robiłam tego badania z powodów obrzydliwie przyziemnych …
W ogromnym skrócie to tyle.
Reszta nastąpi wkrótce.
Chyba ;-)
I jeszcze coś a propos sexu ;-) tego w wielkim mieście!
Oglądam serial zarywając nocki!
Na Comedy Central powtarzają. Super!
Bo się zebrało, a dzieje się!
Dziś tylko część ;-)
Ogrzyk nosi okulary.
Wada potwierdziła się. Geny nie kłamią … i nie śpią. Teściowa może być z siebie dumna – nareszcie jej wnuk coś po niej i jej rodzinie odziedziczył! Złośliwość sama ciśnie się na usta, zwłaszcza po jej ostatniej wizycie, kiedy triumfalnie ogłosiła na „dzień-dobry” – no, ale teraz jest już bardziej podobny do Szreka! Czytaj: no, wreszcie! Nie chciałam jej martwić, że „na mieście” mówią, że jest odwrotnie … Niech tam! ;-)
Tak więc okulary.
Koszmarna kasa, jak za takie malutkie, gumowo-plastikowe-coś! Ale skoro ma zapobiec problemom ze wzrokiem i zezowi – gra warta świeczki! Ważne, żeby Ogrzyk się nie męczył.
Ogrzyk walczył przez chwilkę, ale cwany Szreku włączył TV (narkotyk dla tak nieletnich) i … bach! Okular na nos! Mały, zapatrzony w migające obrazki, nawet nie zauważył…
A potem jakoś poszło. Nosi, bo nie ma innego wyjścia. Chyba nawet trochę lepiej/wyraźniej widzi. Ma dni lepsze i gorsze. Czasem nie zdejmuje, ale coraz częściej (niestety) okulary stają się kartą przetargową i ewidentnym manipulatorem. Kiedy coś mu nie gra, czegoś chce, a ja mu na to „nie!”, albo gdy nie ma nastroju – ściąga okulary! Ale trzeba zobaczyć JAK to robi! ;-) To jest manifestacja!
Kręgosłup wysiada mi.
Systematycznie, skutecznie, podstępnie, boleśnie, stale!
Dźwigam, krzywię się i wyginam w dziwnych, niespodziewanych kierunkach i potem mam!
I potem BOLI!
Ostatnio coś chrupnęło … mało nie zemdlałam! Ja wyłam z bólu, a Ogrzyk się śmiał. Cóż, myślał, że matka znowu się wygłupia.
Wizyta u neurologa.
Boleśnie płatna.
Pan doktorek posłuchał, popisał coś, postukał tu i tam, posmyrał i oznajmił: „kręgosłup przeciążony! Nie dźwigać!” … HA! Dobre sobie – niech to Ogrzykowi powie! Kręgosłup to pikuś, bo się okazało, że drętwiejące ręce to objaw cieśni nadgarstków. Tak czy owak masakra! Noce do bani! Co dwie godziny budzą mnie zdrętwiałe dłonie, bolące jak cholera! Nie pomaga zmiana pozycji. Nic nie pomaga! Doktorek nie chciał zdradzić jak można sobie pomóc. Stwierdził, że potrzebne są badania nerwów nadgarstków (w sumie ok. 170 zł!) i wtedy mi powie czy jest źle i jak bardzo. I co dalej. Bo w najgorszym wypadku grozi mi operacja. A nawet dwie. TFU TFU!
Na razie nie robiłam tego badania z powodów obrzydliwie przyziemnych …
W ogromnym skrócie to tyle.
Reszta nastąpi wkrótce.
Chyba ;-)
I jeszcze coś a propos sexu ;-) tego w wielkim mieście!
Oglądam serial zarywając nocki!
Na Comedy Central powtarzają. Super!
26 mar 2011
Sex ...
… w wielkim mieście ...
Na TVN-ie ;-))
Serial oglądałam bardzo rzadko (z różnych względów) i teraz żałuję!
Ale nie o tym teraz/dziś, oki?
Dziś przysiadłam przed TV (rzadkość nad rzadkościami od roku i trochę) z drinkiem (no, doobra – to już czwarty!) … i wciągnęło mnie.
Zahipnotyzowało!
Obejrzałam do końca! Nie zasnęłam!!! Mimo długaśnych reklam!
I – choć tego nie rozumiem, bo nie potrzebuję – podobało mi się! Serio-serio! Jak mało co ostatnio! Twarze bohaterek! Autentyczne jakieś! Te problemy i wątpliwości … Komplikacje. Obawy!
Wzruszyłam się, uśmiechnęłam, kilka razy roześmiałam (szczerze!)… i wzruszyłam do łez! Co najmniej wielokrotnie!
Bo-ponieważ! Stara jestem! ;-)) i terudno!
I do tego podobał mi się każdy wątek! Niesamowite!
Miotam się i męczę, frustruję i znęcam nad sobą...
I tak w kółko… od jakiegoś czasu …
Nie dzisiaj... Nie napiszę już ani słowa osso-się-rosschozi…. Nie tym razem.
W tym temacie już raz odkryłam swoje karty, powiedziałam PRAWDĘ, ujawniłam swoją słabość, a potem cierpiałam jeszcze bardziej. Nic z tego.
Wracając do głównego wątku: film PODOBAŁ mi się BARDZO!
A cała reszta niech będzie milczeniem.
Przynajmniej dzisiaj … jeszcze przez chwilę. ;-)
To pisałam ja - stara, szaro-nudna, gruba Fjona…
Na TVN-ie ;-))
Serial oglądałam bardzo rzadko (z różnych względów) i teraz żałuję!
Ale nie o tym teraz/dziś, oki?
Dziś przysiadłam przed TV (rzadkość nad rzadkościami od roku i trochę) z drinkiem (no, doobra – to już czwarty!) … i wciągnęło mnie.
Zahipnotyzowało!
Obejrzałam do końca! Nie zasnęłam!!! Mimo długaśnych reklam!
I – choć tego nie rozumiem, bo nie potrzebuję – podobało mi się! Serio-serio! Jak mało co ostatnio! Twarze bohaterek! Autentyczne jakieś! Te problemy i wątpliwości … Komplikacje. Obawy!
Wzruszyłam się, uśmiechnęłam, kilka razy roześmiałam (szczerze!)… i wzruszyłam do łez! Co najmniej wielokrotnie!
Bo-ponieważ! Stara jestem! ;-)) i terudno!
I do tego podobał mi się każdy wątek! Niesamowite!
Miotam się i męczę, frustruję i znęcam nad sobą...
I tak w kółko… od jakiegoś czasu …
Nie dzisiaj... Nie napiszę już ani słowa osso-się-rosschozi…. Nie tym razem.
W tym temacie już raz odkryłam swoje karty, powiedziałam PRAWDĘ, ujawniłam swoją słabość, a potem cierpiałam jeszcze bardziej. Nic z tego.
Wracając do głównego wątku: film PODOBAŁ mi się BARDZO!
A cała reszta niech będzie milczeniem.
Przynajmniej dzisiaj … jeszcze przez chwilę. ;-)
To pisałam ja - stara, szaro-nudna, gruba Fjona…
Etykiety:
film,
Fjona na skraju,
zamartwianie się to moja specjalność
Subskrybuj:
Posty (Atom)