… w wielkim mieście ...
Na TVN-ie ;-))
Serial oglądałam bardzo rzadko (z różnych względów) i teraz żałuję!
Ale nie o tym teraz/dziś, oki?
Dziś przysiadłam przed TV (rzadkość nad rzadkościami od roku i trochę) z drinkiem (no, doobra – to już czwarty!) … i wciągnęło mnie.
Zahipnotyzowało!
Obejrzałam do końca! Nie zasnęłam!!! Mimo długaśnych reklam!
I – choć tego nie rozumiem, bo nie potrzebuję – podobało mi się! Serio-serio! Jak mało co ostatnio! Twarze bohaterek! Autentyczne jakieś! Te problemy i wątpliwości … Komplikacje. Obawy!
Wzruszyłam się, uśmiechnęłam, kilka razy roześmiałam (szczerze!)… i wzruszyłam do łez! Co najmniej wielokrotnie!
Bo-ponieważ! Stara jestem! ;-)) i terudno!
I do tego podobał mi się każdy wątek! Niesamowite!
Miotam się i męczę, frustruję i znęcam nad sobą...
I tak w kółko… od jakiegoś czasu …
Nie dzisiaj... Nie napiszę już ani słowa osso-się-rosschozi…. Nie tym razem.
W tym temacie już raz odkryłam swoje karty, powiedziałam PRAWDĘ, ujawniłam swoją słabość, a potem cierpiałam jeszcze bardziej. Nic z tego.
Wracając do głównego wątku: film PODOBAŁ mi się BARDZO!
A cała reszta niech będzie milczeniem.
Przynajmniej dzisiaj … jeszcze przez chwilę. ;-)
To pisałam ja - stara, szaro-nudna, gruba Fjona…
26 mar 2011
4 mar 2011
ROCZNIAK!!!
W środę Szymonek skończył rok! :-))
... Od rana wspominaliśmy ze Szrekiem TEN DZIEŃ!
On - moje smsy, decyzję o cesarce i wariacką jazdę z pracy do szpitala ...
Ja - za wysokie ciśnienie, leżenie na porodówce, strach, porody odbywające się tuż obok, strach, osamotnienie, bezradność, strach i niepewność ...
Jak, kiedy to zleciało?? Nie ogarniam, nie pojmuję!
Wydaje się, że dopiero zobaczyłam dwie kreski na teście, dopiero co byłam „ciężarówką” odliczającą kolejne tygodnie, a tu już ROK … jak z bicza! ;-))
Jak bardzo Ogrzyk przez te 12 miesięcy się zmienił, jak wyrósł! A jak my się zmieniliśmy!
Ile się już nauczył, jak bardzo stał się ruchliwy i komunikatywny (na swój sposób)…
Uwielbiam jego – „ maaa-ma!” i dźwięczne „nie!” lub „E-e!” akcentowane wielokrotnym kręceniem głowy. Stanowczo nadużywa tego słowa, według mojej opinii hihi ;-)))
Tak fajnie nauczył się pokazywać czego chce! Bierze coś do ręki lub dotyka tego, po czym „przybiega” do mnie, wiesza mi się na koszulce (wszystkie mam teraz z nieprzyzwoitym dekoltem, że o poszczypanych cyckach nie wspomnę) i pokazuje jeszcze raz ten-to palcem. A to wszystko przy dodatkowym „tłumaczeniu słownym” (którego na razie nie rozumiem…co ze mnie za matka?!).
Umie/potrafi włączyć radio, a czasami jak dorwie się do pilotów – także TV!
Wysyła puste smsy lub dzwoni do mojej znajomej (która ma pecha być pierwsza na liście „kontaktów”) , wciskając wszystkie przyciski po kolei, włącza mi w telefonie funkcje, o których istnieniu nie miałam pojęcia i których nie umiem potem wyłączyć!
Molestuje kotę (która sama nie może się zdecydować czego chce – raz daje Ogrzykowi po łapach, a innym razem nie może się powstrzymać i cały dzień kręci się koło niego).
Raczkuje z szybkością światła, sam schodzi z wersalki (!!), chodząc przy swoim "pchaczu" próbuje już samodzielnie odwrócić go i zmienić kierunek ruchu.
Ucieka przy przewijaniu i ubieraniu, buja się i kołysze (czyli tańczy!) jak tylko usłyszy muzykę … odkurzacz i suszarkę. ;-))
Gryzie meble (szkodnik jeden), liże szybę w oknie balkonowym, a ostatnio przyłapałam go na tym, że chce spróbować kotę. Dosłownie! ;-)) Otwiera buzię i pochyla się coraz niżej nad kocim futrem… Ależ się zdziwi jak kiedyś nie zdążę go powstrzymać i uda mu się! ;-))
Jest przekorny i nieposłuszny - co dzień sprawdza moją cierpliwość robiąc to, czego mu nie wolno. Czemu tak myślę? Bo zanim TO zrobi, patrzy na mnie wyciągając w zabronionym kierunku swój mały paluszek (przewody elektryczne, elektronika, szklane drzwiczki od szafki RTV), a kiedy zaczynam go upominać lub krzyczeć – uśmiecha się szeroko z rozkosznymi dołeczkami w policzkach i łobuzerskim błyskiem w oku! ;-)))
I tak dalej …długo mogłabym jeszcze wyliczać.
A ja?
Jaki ten rok był dla mnie?
Nigdy wcześniej nie byłam tak zmęczona.
Nigdy wcześniej tak mało nie spałam przez tak długi okres czasu.
Nigdy dotąd tak mało nie przeczytałam książek w ciągu roku… i nie bolało mnie na raz w tylu dziwnych miejscach, bo kręgosłup to już pikuś…
Ten rok był dla mnie prawdziwym „dniem świstaka”
Nigdy wcześniej nie czułam tak intensywnie,
każdym nerwem, każdą cząstką mnie,
że ŻYJĘ!
każdym nerwem, każdą cząstką mnie,
że ŻYJĘ!
I poznałam nowy, najpiękniejszy dźwięk na świecie -
śmiech mojego Synka!
śmiech mojego Synka!
Szymku kochany!
Rośnij nam, bądź zdrowy, rozwijaj się tak dobrze (albo nawet lepiej) jak do tej pory i bądź tak cudny, jak teraz jesteś.

Kochamy Cię bardzo!
21 lut 2011
Wyliczanka mało optymistyczna
Miała być optymistyczna notka…
Miała…
Za długo zbierałam się z jej napisaniem i już jest nieaktualna. Szit!
Po wizycie kontrolnej z Ogrzykiem u okulisty wszystko mi opadło.
A wizyta miała być ostatnią u tej pani doktor, bo liczy sobie za wizytę niczym profesor za wizytę w domu.
Diagnoza: astygmatyzm, nadwzroczność, nierówne źrenice (to ostatnie sama zauważyłam i to był powód kontroli)… :-((
Za miesiąc, po kolejnej kontroli, jeśli astygmatyzm się potwierdzi – Miś będzie nosił okulary!
Już to widzę!
I tyle.
Miała…
Za długo zbierałam się z jej napisaniem i już jest nieaktualna. Szit!
Po wizycie kontrolnej z Ogrzykiem u okulisty wszystko mi opadło.
A wizyta miała być ostatnią u tej pani doktor, bo liczy sobie za wizytę niczym profesor za wizytę w domu.
Diagnoza: astygmatyzm, nadwzroczność, nierówne źrenice (to ostatnie sama zauważyłam i to był powód kontroli)… :-((
Za miesiąc, po kolejnej kontroli, jeśli astygmatyzm się potwierdzi – Miś będzie nosił okulary!
Już to widzę!
I tyle.
28 sty 2011
Foto - galeria
Nie ma mnie - czytam! :-))
Wszystko co się da! Jak poczytam - może coś wrzucę...
Na razie fotki Ogrzyka i koty w różnych konfiguracjach ;-)
W większości komentarz zbędny ;-)
Generlanie gdzie On - tam i kota... i odwrotnie!
Wszystko co się da! Jak poczytam - może coś wrzucę...
Na razie fotki Ogrzyka i koty w różnych konfiguracjach ;-)
W większości komentarz zbędny ;-)
Generlanie gdzie On - tam i kota... i odwrotnie!





a tu przyłapani przy szufladzie!

zasłonka! ileż możliwości machania!

nowe, groźne miny! tu a'la zbój S(m)arka-Farka (ostatnio ulubiona)
14 sty 2011
Zadziwienia … pozytywne, negatywne, moje i obce
....
Towarzyszą nam od momentu pojawienia się na świecie Ogrzyka.
Męczą, niepokoją i frustrują, a także zastanawiają i cieszą!
Są!
Moje (jedno z ostatnich, najważniejsze, bo wszystkie inne są oczywiste!):
Szreku szykuje się na wizytę u weta z kocicą. Odrobaczyć trzeba, bo bardzo się sobą oboje interesują – dziecko kotą i odwrotnie.
Koci kontenerek ląduje w korytarzu, kota ZNIKA.
Ogrzyk zainteresowany obserwuje dziwne „pudełko” w korytarzu i ubierającego się tatę Ogra.
Tata ubrany, kota złapana i umieszczona w kontenerku (miauczy żałośnie, drapie łapką w kratkę drzwiczek), Ogrzyk – nerwowo krzyczy coś po swojemu! (co i dlaczego?!)
Tata Ogr, gotowy do wyjścia, podnosi kontenerek z żałośnie miauczącą zawartością.
Krzyk Ogrzyka nabiera na sile!
Tata z kontenerkiem wychodzą.
Ogrzyk w RYK!!
A potem żałosny płacz! Serio!
Po powrocie od lekarza Ogr stwierdza, że Ogrzyk darł się tak, że słychać go było w windzie kilka pięter niżej!
Po powrocie Ogra z kocicą (pół godziny później) – Mały wydaje z siebie okrzyki radości!
Typowe dla Małego okrzyki podniecenia i radości. ;-))
Kota wypuszczona z „więzienia” skacze koło Ogrzyka, ociera się i biega radośnie po mieszkaniu…
...
Obce pytania/zadziwienia (w streszczeniu, bo przez ostatnie 10 miesięcy mam ich już szczerze dość!):
- to on jeszcze nie siedzi?! (o niespełna kilkumiesięcznym Szymku)
- jak to, nie dajecie mu NORMALNEGO jedzenia??!! - na wieść o słoiczkach.
Czyli co - schab z kapustą kiszoną, tak?!
No, bo przecież słoiczki to SAMA CHEMIA JEST!!
I jak tu polemizować z tymi, co to trzydzieści parę/czterdzieści lat temu rozumy pozjadali wszystkie….
- jak to, nie sadzacie go w chodzik??! (ale to wyjaśnił pediatra wnuczki tego „mądrali”, czyli przy okazji męża mojej teściowej! Wyrok: żadnych chodzików!!!)
- no, ale jak to: nie jadł jeszcze…. *?!?! (*tu wstawić dowolne „dorosłe” potrawy)
- no, ale jak to - nie chodzicie na spacery???
Źle!
Przegrzewasz go, chuchasz i dmuchasz!! Bo moja wnuczka to wystawia swoje dziecko (wtedy ledwie 3 miesięczne niemowlę) do spania na ganek bez względu na pogodę i temperaturę (znowu wszystkowiedzący-nowy mąż teściowej, którego boli mój sposób wychowywania dziecka)
- jak to: nie robicie/ nie dajecie/nie stoi/nie chodzi/nie mówi/nie pisze wierszy, nie ch.. wie co jeszcze**… (**dopisać dowolne, najbardziej niesamowite ”dorosłe” umiejętności)
…..
Innych (a było ich PIERDYLIONY!) nie pamiętam, ale serdecznie żałuję, że nie zapisywałam na bieżąco, bo nie rozumiem jak można się w taki sposób wtrącać do wychowywania czyjegoś dziecka.
Ja bym nie chciała/potrafiła, ale ja (oprócz tego, że aż za bardzo dbam o czyjeś uczucia i emocje) popieprzona jestem, więc się nie liczy…
Nie rozumiem też ciągłej rywalizacji i licytacji mamusiek w stylu: "co też moje dziecko potrafi/umie/zrobi"....
Ale ja generalnie niewiele rozumiem, bo ograniczona jestem.
Dobranoc ;-))
Towarzyszą nam od momentu pojawienia się na świecie Ogrzyka.
Męczą, niepokoją i frustrują, a także zastanawiają i cieszą!
Są!
Moje (jedno z ostatnich, najważniejsze, bo wszystkie inne są oczywiste!):
Szreku szykuje się na wizytę u weta z kocicą. Odrobaczyć trzeba, bo bardzo się sobą oboje interesują – dziecko kotą i odwrotnie.
Koci kontenerek ląduje w korytarzu, kota ZNIKA.
Ogrzyk zainteresowany obserwuje dziwne „pudełko” w korytarzu i ubierającego się tatę Ogra.
Tata ubrany, kota złapana i umieszczona w kontenerku (miauczy żałośnie, drapie łapką w kratkę drzwiczek), Ogrzyk – nerwowo krzyczy coś po swojemu! (co i dlaczego?!)
Tata Ogr, gotowy do wyjścia, podnosi kontenerek z żałośnie miauczącą zawartością.
Krzyk Ogrzyka nabiera na sile!
Tata z kontenerkiem wychodzą.
Ogrzyk w RYK!!
A potem żałosny płacz! Serio!
Po powrocie od lekarza Ogr stwierdza, że Ogrzyk darł się tak, że słychać go było w windzie kilka pięter niżej!
Po powrocie Ogra z kocicą (pół godziny później) – Mały wydaje z siebie okrzyki radości!
Typowe dla Małego okrzyki podniecenia i radości. ;-))
Kota wypuszczona z „więzienia” skacze koło Ogrzyka, ociera się i biega radośnie po mieszkaniu…
...
Obce pytania/zadziwienia (w streszczeniu, bo przez ostatnie 10 miesięcy mam ich już szczerze dość!):
- to on jeszcze nie siedzi?! (o niespełna kilkumiesięcznym Szymku)
- jak to, nie dajecie mu NORMALNEGO jedzenia??!! - na wieść o słoiczkach.
Czyli co - schab z kapustą kiszoną, tak?!
No, bo przecież słoiczki to SAMA CHEMIA JEST!!
I jak tu polemizować z tymi, co to trzydzieści parę/czterdzieści lat temu rozumy pozjadali wszystkie….
- jak to, nie sadzacie go w chodzik??! (ale to wyjaśnił pediatra wnuczki tego „mądrali”, czyli przy okazji męża mojej teściowej! Wyrok: żadnych chodzików!!!)
- no, ale jak to: nie jadł jeszcze…. *?!?! (*tu wstawić dowolne „dorosłe” potrawy)
- no, ale jak to - nie chodzicie na spacery???
Źle!
Przegrzewasz go, chuchasz i dmuchasz!! Bo moja wnuczka to wystawia swoje dziecko (wtedy ledwie 3 miesięczne niemowlę) do spania na ganek bez względu na pogodę i temperaturę (znowu wszystkowiedzący-nowy mąż teściowej, którego boli mój sposób wychowywania dziecka)
- jak to: nie robicie/ nie dajecie/nie stoi/nie chodzi/nie mówi/nie pisze wierszy, nie ch.. wie co jeszcze**… (**dopisać dowolne, najbardziej niesamowite ”dorosłe” umiejętności)
…..
Innych (a było ich PIERDYLIONY!) nie pamiętam, ale serdecznie żałuję, że nie zapisywałam na bieżąco, bo nie rozumiem jak można się w taki sposób wtrącać do wychowywania czyjegoś dziecka.
Ja bym nie chciała/potrafiła, ale ja (oprócz tego, że aż za bardzo dbam o czyjeś uczucia i emocje) popieprzona jestem, więc się nie liczy…
Nie rozumiem też ciągłej rywalizacji i licytacji mamusiek w stylu: "co też moje dziecko potrafi/umie/zrobi"....
Ale ja generalnie niewiele rozumiem, bo ograniczona jestem.
Dobranoc ;-))
Etykiety:
dobre rady zawsze w cenie,
Sajmonek,
samo życie Fjony
1 sty 2011
MMXI
czyli Nowy 2011 Rok!
Sylwester za nami. Co tam Sylwester - mamy za sobą pierwszą dekadę XXI wieku!
Święta i Sylwester minęły spokojnie i w miłej atmosferze.
To były PIERWSZE TAKIE ŚWIĘTA I SYLWESTER. Pierwsze z Ogrzykiem! :-))
Święta pod znakiem choroby Ogrzyka (na szczęście już jest całkiem dobrze!) spędzone w gronie najbliższych (mamy i brata), spokojne, na luzie i bez napinania się. Ogrzyk szalał i był radosny, cieszył się z obecności babci i chrzestnego. Ale choinka nie zrobiła na nim większego wrażenia, a z prezentów najbardziej podobały mu się opakowania, pudełka i … metki (zwłaszcza te na pluszakach). ;-)
Sylwester spędziliśmy ze Szrekiem, pierwszy raz od wielu lat, we dwoje tylko. :-))
Szymkowi bardzo podobały się zimne ognie (które „mądra” mama kazała zapalić w pokoju, a potem trudno było wywietrzyć smród i dym pozostały po nich), ale już znacznie mniej wybuchy petard i innych wynalazków za oknami! Chociaż trudno mu się zasypiało w takich hałasach (u nas na osiedlu strzelanki zaczynają się praktycznie od 17-ej i to na ostro), w końcu zasnął i (na nasze szczęście) huk i wystrzały o północy nie obudziły Małego.
Wieczór mijał nam spokojnie i miło. A kiedy do Ogra zadzwonił kumpel i rozgadali się nieco, wstyd się przyznać, ale przysnęłam! Szreku obudził mnie po godzinnej drzemce (ok. 23-ej). Tiaaa, starość nie radość! ;-)
O północy, stojąc na balkonie, popijając szampana (znaczy wino musujące) i oglądając wybuchy kolorowych rac i sztucznych ogni, życzyliśmy sobie, żeby Nowy 2011 Rok nie był gorszy! Żeby był choć troszkę lepszy, żeby zdrowie bardziej nam wszystkim dopisywało (bo to najważniejsze) i jeszcze kilka innych „żeby”. Niech się spełni!
A nasz Ogrzyk jutro kończy DZIESIĘĆ MIESIĘCY!
Mierzy ok. 71 cm i waży ok. 9,5 kg!
A do tego …
Umie/potrafi:
- śmiać się i uśmiechać tak cudnie, że serce mięknie!
- wnerwiać/męczyć zmianami swoich humorków i marudzeniem tak mocno, że aż … no, mocno, no! (po mamusi to ma!)
- znosić ze stoickim spokojem (i bezczelnym uśmieszkiem!) moje krzyki. Ale tego się spodziewałam (i Szreku mnie uprzedzał!) … w końcu w ciąży tyle wrzeszczałam na kocicę, że zdążył się przyzwyczaić do tego „tonu” i teraz się nie boi. ;-)
A uwagi typu – „Kika zostaw! Szymek nie rusz?!”- to bezcelowa strata pozytywnej energii! Bezczelni! ;-)
- siedzieć długo, tak długo ile Mu się chce/potrzebuje! Jednym słowem po pełzaniu sam sobie siada! Cóż za niezależność! :-)
- a także - a jakże! – oprócz błyskawicznego (szybkiego, znaczy się!) kraulowania po podłodze, próbuje (pow)stać! Łapie się dosłownie wszystkiego (na przykład koszulki na wielkich cycochach swojej matuli-Ogrzycy, kanapy, foteli oraz każdej powierzchni byle-tylko-w miarę-chwytnej), podnosi się i wspina, a potem przez krótszą lub dłuższą chwilę STOI! Jak się zapomni i ma asekurację próbuje też dać krok do przodu. Mały wędrowiec!
- łazić za kotą, zaczepiać ją, gruchać i gugać do niej słodko. Bardzo się nią interesuje (i vice versa!)
- mówić „mama” (co oznacza mama, a także tata! Choć w czasie Świąt zdarzyło mu się kilka razy szepnąć słodko, jakby na próbę „tata”, a Szreku rozpłynął się ze wzruszenia)
- brykać/przewracać się na brzuch i wstawać w sytuacjach kiedy potrzebne jest chwilowe unieruchomienie np. przy karmieniu czy przewijaniu (te dwie czynności od jakiegoś czasu są dla mnie małym koszmarem i walką z Małym)
A poza tym –
Najbardziej interesują Ogrzyka nasze komórki, piloty od telewizora, przewody elektryczne (!), szuflady, a z zabawek, jak pisałam wcześniej – opakowania oraz metki, które analizuje i bardzo szczegółowo ogląda. ;-)
ŻYCZĘ WSZYSTKIM I KAŻDEMU Z OSOBNA SZCZĘŚLIWEGO, LEPSZEGO POD KAŻDYM WZGLĘDEM
ROKU 2011!
Sylwester za nami. Co tam Sylwester - mamy za sobą pierwszą dekadę XXI wieku!
Święta i Sylwester minęły spokojnie i w miłej atmosferze.
To były PIERWSZE TAKIE ŚWIĘTA I SYLWESTER. Pierwsze z Ogrzykiem! :-))
Święta pod znakiem choroby Ogrzyka (na szczęście już jest całkiem dobrze!) spędzone w gronie najbliższych (mamy i brata), spokojne, na luzie i bez napinania się. Ogrzyk szalał i był radosny, cieszył się z obecności babci i chrzestnego. Ale choinka nie zrobiła na nim większego wrażenia, a z prezentów najbardziej podobały mu się opakowania, pudełka i … metki (zwłaszcza te na pluszakach). ;-)
Sylwester spędziliśmy ze Szrekiem, pierwszy raz od wielu lat, we dwoje tylko. :-))
Szymkowi bardzo podobały się zimne ognie (które „mądra” mama kazała zapalić w pokoju, a potem trudno było wywietrzyć smród i dym pozostały po nich), ale już znacznie mniej wybuchy petard i innych wynalazków za oknami! Chociaż trudno mu się zasypiało w takich hałasach (u nas na osiedlu strzelanki zaczynają się praktycznie od 17-ej i to na ostro), w końcu zasnął i (na nasze szczęście) huk i wystrzały o północy nie obudziły Małego.
Wieczór mijał nam spokojnie i miło. A kiedy do Ogra zadzwonił kumpel i rozgadali się nieco, wstyd się przyznać, ale przysnęłam! Szreku obudził mnie po godzinnej drzemce (ok. 23-ej). Tiaaa, starość nie radość! ;-)
O północy, stojąc na balkonie, popijając szampana (znaczy wino musujące) i oglądając wybuchy kolorowych rac i sztucznych ogni, życzyliśmy sobie, żeby Nowy 2011 Rok nie był gorszy! Żeby był choć troszkę lepszy, żeby zdrowie bardziej nam wszystkim dopisywało (bo to najważniejsze) i jeszcze kilka innych „żeby”. Niech się spełni!
A nasz Ogrzyk jutro kończy DZIESIĘĆ MIESIĘCY!
Mierzy ok. 71 cm i waży ok. 9,5 kg!
A do tego …
Umie/potrafi:
- śmiać się i uśmiechać tak cudnie, że serce mięknie!
- wnerwiać/męczyć zmianami swoich humorków i marudzeniem tak mocno, że aż … no, mocno, no! (po mamusi to ma!)
- znosić ze stoickim spokojem (i bezczelnym uśmieszkiem!) moje krzyki. Ale tego się spodziewałam (i Szreku mnie uprzedzał!) … w końcu w ciąży tyle wrzeszczałam na kocicę, że zdążył się przyzwyczaić do tego „tonu” i teraz się nie boi. ;-)
A uwagi typu – „Kika zostaw! Szymek nie rusz?!”- to bezcelowa strata pozytywnej energii! Bezczelni! ;-)
- siedzieć długo, tak długo ile Mu się chce/potrzebuje! Jednym słowem po pełzaniu sam sobie siada! Cóż za niezależność! :-)
- a także - a jakże! – oprócz błyskawicznego (szybkiego, znaczy się!) kraulowania po podłodze, próbuje (pow)stać! Łapie się dosłownie wszystkiego (na przykład koszulki na wielkich cycochach swojej matuli-Ogrzycy, kanapy, foteli oraz każdej powierzchni byle-tylko-w miarę-chwytnej), podnosi się i wspina, a potem przez krótszą lub dłuższą chwilę STOI! Jak się zapomni i ma asekurację próbuje też dać krok do przodu. Mały wędrowiec!
- łazić za kotą, zaczepiać ją, gruchać i gugać do niej słodko. Bardzo się nią interesuje (i vice versa!)
- mówić „mama” (co oznacza mama, a także tata! Choć w czasie Świąt zdarzyło mu się kilka razy szepnąć słodko, jakby na próbę „tata”, a Szreku rozpłynął się ze wzruszenia)
- brykać/przewracać się na brzuch i wstawać w sytuacjach kiedy potrzebne jest chwilowe unieruchomienie np. przy karmieniu czy przewijaniu (te dwie czynności od jakiegoś czasu są dla mnie małym koszmarem i walką z Małym)
A poza tym –
Najbardziej interesują Ogrzyka nasze komórki, piloty od telewizora, przewody elektryczne (!), szuflady, a z zabawek, jak pisałam wcześniej – opakowania oraz metki, które analizuje i bardzo szczegółowo ogląda. ;-)
ŻYCZĘ WSZYSTKIM I KAŻDEMU Z OSOBNA SZCZĘŚLIWEGO, LEPSZEGO POD KAŻDYM WZGLĘDEM
ROKU 2011!
25 gru 2010
W ten świąteczny czas
Subskrybuj:
Posty (Atom)
