31 sie 2010

O zbliżającej się rocznicy i pół oraz braku asertywności

Za dwie chwile nasza kolejna rocznica ślubu ;-))
A już za chwilkę Ogrzyk kończy pół roku!
Ależ to zleciało!
Rwie się do siedzenia, ciągnie główkę, tylko plecki ma jeszcze słabiutkie/mięciutkie.
Macha się już na brzuszek (wreszcie!). Sposobem i kombinowaniem, łapaniem się za co popadnie i podciąganiem się, ale daje radę! Kosztuje to Malucha sporo wysiłku, stękania, a potem okrzyków, ale najwyraźniej mu się podoba. Niestety zaraz po jedzeniu też i często taka wywrotka kończy się ulaniem. Zwłaszcza, że jak już jest na brzuszku, to się przemieszcza - czołganiem przez pełzanie. :-))
Jest coraz bystrzejszy, coraz więcej „kuma”, a do tego mam wrażenie, że chwyta niektóre żarciki i śmieszne sytuacje, bo rechocze w głos. Zwłaszcza kiedy się wygłupiam i śmiesznie mówię albo śpiewam „operowym” głosem (ciekawe co na to sąsiedzi). Ma też swoje humorki i nastroje i jak mu coś nie pasi, to NIE i już! Ech, skąd ja to znam… ;-)
Misio zwraca coraz częściej uwagę na kotę i vice versa.
Obserwują się.
Na razie kota ma przewagę – Młody jest unieruchomiony. Wodzi tylko za nią oczyma, a kiedy kota przechodzi mu koło głowy – odwraca się za nią całym ciałem i wyciąga rączki. Ostatnio niewiele brakowało, żeby złapał ją za ogon. Dzisiaj kota dostała swojego „małpiego rozumu” akurat, kiedy trzymałam Sajmonka na rękach. Ludożerka rzuciła się na zabawkę, potem przeskoczyła na butelkę po wodzie mineralnej, a potem swoim zwyczajem musiała odreagować i zrobiła sobie przebiegówkę po całym mieszkaniu (metraż może nie jest za wielki, ale zawsze). Kiedy pierwszy raz kota wpadła rozpędzona do pokoju i przebiegła pod naszym fotelem, Szymek drgnął przestraszony i wydał z siebie dźwięk niby śmiechu – tylko dźwięk, bo minę miał przestraszoną.
Ale kiedy kota w drodze powrotnej do małego pokoju zaatakowała butelkę, pokotłowała się z nią i pobiegła, tupiąc i warcząc, przed siebie – Mały roześmiał się w głos. A potem, za każdym razem kiedy kocia wariatka wpadała do pokoju – Mały śmiał się w głos, aż piszczał. Jednym słowem mam wesoło.



I trochę poważniej ... :-/
Asertywność potrzebna od zaraz!
I refleksu odrobinę też by się przydało, bo niemota ze mnie i ofiara straszna!
Może nie jestem jeszcze taka stara i uda się pod tym względem coś w moim życiu zmienić?
Dwie sytuacje bardzo mnie ruszyły i długo męczyły. Zwłaszcza telepała mnie złość na samą siebie, bo nie zareagowałam! A dotyczyło to mojego Szymka więc powinnam!
Przeszło mi i przetrawiłam, ale osad został. Do przemyślenia.
Najkrócej jak potrafię, żeby obyło się bez emocji i przeżywania po raz kolejny.
Na pewnej imprezie u mojej koleżanki było sporo dzieci, zwłaszcza tych najmłodszych. Synkowi koleżanki bardzo często i dużo się ulewa. Ale jakoś noszący go na rękach jego najbliżsi, tego dnia zapominali nosić ze sobą tetrę albo coś innego do wycierania buzi maluszka. Ja noszę pieluchę obowiązkowo na ramieniu, bo Szymek ślini się niemiłosiernie. W pewnym momencie podeszła do mnie mama koleżanki z maluszkiem na ramieniu, a zaraz potem jakaś ich znajoma. Ta druga zauważyła, że małemu się ulało i co zrobiła? Bez pytania zdjęła tetrę z mojego ramienia i wytarła buzię tamtemu dziecku. Ja wiem – „wszystkie dzieci nasze są”, ale bez-kurdę-przesady! A higiena? A gdyby Szymek był chory, albo tamten maluch?
Byłam w takim szoku, że nawet nie zareagowałam, NIC nie powiedziałam, tylko po otrzymaniu z powrotem pieluszki, odwróciłam się na pięcie i jak manekin odeszłam do Szreka. Ratunku!
Po drugie – zachowanie mojej koleżanki! Rozczarowanie i przykrość…
Impreza odbywała się w restauracji więc stoliki, szum, zamieszanie, dużo przechodzących we wszystkich kierunkach osób. Szymek, zmęczony zupełnie nową dla niego sytuacją, zainteresowaniem tylu osób na raz, no i tymi wszystkimi wrażeniami – najpierw marudził, a w końcu zasnął. Byłam dumna, że udało się go uśpić pomimo takiego zamieszania i hałasu. Ustawiliśmy wózek najbliżej naszego stolika, żeby mieć go na oku i żeby jak najmniej przeszkadzał przechodzącym. W pewnej chwili, koleżanka przechodząc do kogoś obok nas, podeszła do wózka ze śpiącym Szymkiem i zaczęła nim lawirować. A, że kółka się zblokowały – wyszło na to, że nieźle zaczęła tym wózkiem tarmosić – jak starym, niepotrzebnym krzesłem! Jakby tam w środku nie było ŚPIĄCEGO DZIECKA! I znowu – zanim zdążyliśmy ze Szrekiem zareagować – już udało jej się przepchnąć wózek dalej. Byliśmy obok! Wystarczyło rzucić hasło, dwa słowa: „przesuńcie wózek” zamiast się z nim szamotać, że o śpiącym w nim dziecku nie wspomnę. Całe jej szczęście, że nie obudziła Ogrzyka, bo nie wiem co bym zrobiła. Zatkało nas tak doszczętnie, że żadne z nas się słowem nie odezwało.
Analizując i przeżywając obie sytuacje, doszłam do smutnego wniosku: nie mam za grosz asertywności. I refleksu. A najgorsze jest to, że tak bardzo staram się być miła i nie zrobić nikomu przykrości, że moje uczucia i osoba mogą być lekceważone. Ale tym razem chodziło o moje dziecko! Bezbronne i całkowicie uzależnione od nas, jego rodziców! Przesadzam? Może i tak, ale nie zamierzam już nigdy NIKOMU pozwalać na takie zachowanie wobec mojego syna. Jak się komuś nie podoba, terudno!
W końcu moją maksymą jest: „każdego dnia mojego życia rośnie lista osób, które mogą mnie pocałować w dupę!”
I od tej pory wysuwam pazury i spuszczam ze smyczy wewnętrzną wiedźmę!
Dość tego!
Bo nie dobrze jest, w dzisiejszym świecie, być za grzecznym, a my ze Szrekiem – ewidentnie jesteśmy.
Grzeczna i miła dla każdego sobie pobyłam. Teraz wracam do normalności.
Znowu będę (chcę być!) pyskatą jędzą, która w obronie swojej pociechy da niejednemu po łapach.
No, i nie udało się bez emocji. Ech! Ale to pewnie dlatego, że to była moja koleżanka, która sama jest matką malutkiego dziecka. Jak ona by się czuła na moim miejscu?
Nieważne zresztą.

Pobudka, wiedźmo!

16 sie 2010

Sceny i scenki

... z życia Ogrów

Nr 1
Leżymy na wersalce. Ogrzyk między nami. My wsparci na łokciach, a Mały – jak zwykle – na wznak. Rozmawiamy, Ogrzyk grzechocze grzechotką (głównie siebie po twarzy), raz na jakiś czas włącza się do naszej rozmowy jakimś okrzykiem lub gadaniem po swojemu. W pewnym momencie wracam do tematu, który zaprząta moją głowę i niepokoi mnie ostatnio bez przerwy. Wracam do niego z uporem maniaka. Tego popołudnia również.
- A co jeśli jednak braknie nam kasy? – pytam szeptem jakbym się bała, że Ogrzyk usłyszy … i zrozumie sens moich słów, albo usłyszy strach w moim głosie.
- Nie braknie – Szreku jak zwykle jest optymistą – Zawsze mogę poszukać pracy w Warszawie.
- No tak, ale wtedy już w ogóle byś Małego nie widział. Raniutko pociąg, a powrót wieczorem …
- Ale jeśli to pozwoli Ci zostać z Małym, to jakoś się przemęczymy. – w ściszonym głosie Szreka słyszę … co? Obawę? Nadzieję? Pocieszenie?
Ogrzyk trzyma pewnie i mocno grzechotkę, przekłada ją sobie z ręki do ręki, coś do niej mówi.
Patrzę na Małego i nagle mówię trochę głośniej i jakoś pewniej:
- Wiesz co, nie ważne! Dla Niego zniosę bardzo wiele! Damy radę, prawda?
A w tej chwili Ogrzyk popatrzył na mnie i tak ślicznie się uśmiechnął, tak od ucha do ucha, swoimi bezzębnymi dziąsłami, że mnie zatkało, a wzruszenie zacisnęło gardło. Zupełnie jakby mówił: „Spoko, mama! Nie rób scen. Damy radę!”

Nr 2
Kika namiętnie łapie muchy, komary i inne takie. Zawsze przybiega z nimi do domu (niestety!) i „bawi się” w korytarzu. Nie będę wdawać się w szczegóły bo są FE!
I chociaż wiem, że koty to drapieżniki wolałabym nie widzieć mojej koty podczas takich zabaw. No, tak mam i już. Ale wracając do głównego wątku. Pewnego razu kota złapała całkiem dużą muchę (blee) i oczywiście wylądowała z nią w korytarzu. Tym razem tak sprytnie ją załatwiła, że mucha mogła biegać ale nie latała. Kota oczywiście „puszczała muchę wolno”, leżała sobie spokojnie i patrzyła jak tamta próbuje oddalić się. Tak więc mucha „sobie biegała” (bleee), kota leżała, a kiedy ta pierwsza oddalała się zanadto – kota „przywoływała ją do porządku”. I to dosłownie. Usłyszałam, że coś tam po swojemu „gada”. Poszłam do korytarza zobaczyć, o co chodzi, a tam kota gadała coś do muchy, po czym pacnęła ją łapką przyciągając bliżej siebie i leżała sobie dalej obserwując poczynania swojej „zabawki”. Ale to nie koniec! Stałam w kuchni, bo akurat szykowałam obiad. Nagle znowu usłyszałam „gadanie” Kiki i poczułam jej łapkę na stopie (a stałam na bosaka przez te upały!). Spojrzałam w dół, a tam (ble fuj i ble!!) muszysko biegało mi między stopami, a Kika ją przeganiała popychając łapką i coś do niej „nadając”! Uciekłam z kuchni wrzeszcząc do Kiki wariatki, że ma mi natentychmiast zabrać to paskudztwo, że jest Fe i fuj i ble! Muchy już nie zobaczyłam i nie interesuje mnie nic więcej.
A kiedy wieczorem opowiadałam całą scenę Szrekowi – stwierdził, że widocznie Kika potrzebuje jakiegoś zwierzaka, w sensie petsa, czyli jakiegoś pupila, którym by się mogła zająć/zaopiekować/pobawić/wychować?! I wyglądał, jakby zupełnie serio zaczął się zastanawiać, co to by miało być – chomik? (odpada!), świnka morska? (jak wyżej!!), a może mały piesek lub kotek? (aaaaa!!! To ja się chyba wyprowadzam!). Zajęłam dość stanowczo stanowisko (i będę się go trzymać), że zaraz Ogrzyk podrośnie na tyle, że będzie pełzał po jej podłogowych rewirach więc będzie miała Kika pole do popisu! Będzie mogła się opiekować, bawić i wychowywać (jeszcze nie wiem kto kogo!), że o pilnowaniu nie wspomnę.

A na deser!
Sposób na zasypianie według Sajmonka
Potrzebny jest rekwizyt – jasiek czyli taka mała, podłużna podusia, pielucha tetrowa albo pluszak
- Wybrany rekwizyt należy położyć sobie na głowie, a najlepiej od razu na twarzy, można do niego pogadać, można spróbować jak smakuje, ocierać się o niego, pocierać nim buzię, albo zasłonić sobie oczy.
- Jeśli nie chce się za bardzo spać – można się z rekwizytem pobawić w zapasy i przewracać się z boku na bok, wydając przy tym okrzyki (chyba bojowe).
- Następnie można przystąpić do wyciszania, które polega na znieruchomieniu na dłuższą chwilę. Jeśli chwila jest wystarczająco długa, wyciszenie dość skuteczne, a rekwizyt odpowiednio leży na twarzy – efekt murowany!
Dobranoc.





7 sie 2010

Hit dnia!

A może nawet miesiąca!!

Czas i miejsce akcji: Przedpołudnie. Ryneczek. Zakupy z Ogrzykiem w wózku.
Osoby: Fjona z Ogrzykiem, Handlarka, koleżanka Handlarki

Fjona wraca do domu z Ogrzykiem, ale widzi jeszcze jedno stoisko z kartonami pełnymi koszulek. Podchodzi.
Koszulki obejrzane z bliska tracą - z daleka wyglądały dużo lepiej. Cóż, czego oczekiwać po taniutkiej chińszczyźnie? Ale Handlarka straszna gaduła.
Handlarka - A ja dzisiaj zostałam babcią! - oznajmia radośnie
Fjona - Gratuluję - odpowiada, bo grzeczna jest, a cudza radość to też powód do jej radości.
Handlarka - A tuu jaaakii słoodki maaluuszek! - mówi zaglądając do wózka Ogrzyka - zobacz, Baśka (to do koleżanki z kartonami obok) jakiego pani ma fajnego wnuka ...
... (WNUKA??!!)
Aaaaaa!!!

Kurtyna!

pe-es! Wiedziałam, że mnie to kiedyś czeka, ale myślałam, że za jakieś 10 lat!
Cóż, widocznie mam za dobre samopoczucie. Czuję się młodo, ale wygląd widocznie nie nadąża! ;-))
Bywajet - jak mawiał mój nauczyciel w liceum.

To pisałam ja, Fjona staruszka :-))

pe-es 2! Komentarz zbyteczny.
Uprasza się o nie pocieszanie autorki!
O!
;-))

30 lip 2010

Streszczam się

Dużo się działo, a ja nie miałam siły pisać więc dzisiaj będzie po łebkach i skrótowo.

Byliśmy drugi raz na basenie. Tym razem w sobotę. Było dużo więcej dzieci, ale wciąż Ogrzyk był najmłodszy. Dzieciaków była ósemka plus rodzice – to całkiem niezła gromadka. Chociaż może to i lepiej, bo Ogrzyk nareszcie dostrzegł inne maluchy. Do tej pory nie miał takiej okazji, a jak miał to go to nic nie obchodziło. Teraz po dokładnych oględzinach otoczenia (obowiązkowo z otwartą ze zdumienia buzią) ZAUWAŻYŁ inne dzieci i zaczął się im przyglądać. Szreku oczywiście brał udział we wszystkich ćwiczeniach z Małym. Nie pozwoliłam mu tylko na nurkowanie. Jeszcze za wcześnie na takie eksperymenty (w moim odczuciu, przynajmniej). Ogrzykowi najbardziej podobały się podrzuty do góry i lądowanie w wodzie (oczywiście cały czas był trzymany pod pachy), a potem kiedy wszystkie dzieci (podtrzymywane przez rodziców) utworzyły kółko twarzami do siebie. Młody miał nawet „rwanie”. Dziewczynka obok niego cały czas wyciągała do niego rączki próbując zwrócić na siebie uwagę. Bezskutecznie. Na takie poufałości jest dla Małego za wcześnie. ;-))
A na basen wrócimy ale może za jakieś dwa miesiące.

Poszerzamy dietę, PRÓBUJEMY włączać inne pokarmy.
Marchewkowa była bleee. :-/ Każda najmniejsza ilość włożona do buzi - zostawała natychmiast wypluta. I do tego to spojrzenie mówiące: „co Ty mi tu, matka, za paskudztwo wciskasz?!”
Druga w kolejce była zupa krem jarzynowa. Pierwszy dzień – to samo co z marchewką. Drugiego dnia użyłam podstępu i na łyżeczkę z zupą dodałam mleka. Zadziałało! Mina ciągle zdziwiona i lekko zniesmaczona, ale spojrzenie już bez tych wyrzutów i pretensji. W ten sposób udało mi się przemycić dwie łyżeczki do herbaty zupki! Traktowałam to jako sukces! A przynajmniej światełko w tunelu. Do dzisiejszej powtórki… Znowu jarzynowa polana mlekiem. Tym razem „nie wchodziła”. To znaczy wchodziła świetnie na rękawy pajaca Młodego, śliniak, moją bluzkę, obrus na stole, a nawet podłogę. Miał brudną całą buzię i rączki. Potem znalazłam jeszcze „kawałek” zasuszonej zupki za uchem Ogrzyka! Skąd się tam wzięła??
Kiedy zaczął wiercić się i marudzić poddałam się. :-(
Po jarzynowej zaaplikuję Młodemu deser. Zobaczymy jak nam pójdzie.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Dobrze o tym wiem, tylko nie zawsze o tym pamiętam! A fe!
I teraz przypomniało mi się jak w ze dwa/trzy lata temu rozmawiałam ze znajomą o jej bratowej, która po urodzeniu dziecka postanowiła zostać na wychowawczym.
Bezczelna! – obciążyła w ten sposób budżet domowy i swojego biednego męża, który musiał starać się i kombinować, brać dodatkowe zlecenia, żeby mogli związać koniec z końcem. Pamiętam, że nie mogłam zrozumieć (pełna współczucia dla harującego faceta) jak można być tak lekkomyślną, egoistyczną i wygodną osobą…
A teraz tamta rozmowa do mnie wróciła ze mną w roli głównej! I dała mi kopa w dupę. Bo teraz, za chwilę, to ja będę tą wygodną, egoistyczną mendą, która obciąża swojego bidnego chłopa, bo ma sobie ochotę „posiedzieć” z dzieckiem w domu.
Jaki z tego wniosek?
Nie oceniać! Nie wydawać pochopnych wyroków! I nie mówić: „nigdy!, zawsze!”, bo nigdy nie wiadomo co na nas czeka za rogiem. A moja karma to wyjątkowo wredna suka, która pilnuje, żeby wszystko co zrobię czy powiem złego wróciło do mnie w najmniej oczekiwanym momencie. A więc kolejna lekcja i nauczka. I postanowienie – trzymać za długi jęzor za zębami! Nie komentować sytuacji, o których nie mam zielonego pojęcia. Bo, jak się okazuje, nie wiem co bym zrobiła w danej sytuacji!
Przy okazji – u Szreka w pracy syf coraz większy. Jego kierownik, kawał niekompetentnego i zakompleksionego gnoja – tylko czeka, żeby pozbyć się Szreka. Czuje się zagrożony, bo Szreku wie i widzi tą niekompetencję na każdym kroku … Fajnie, jednym słowem.

Na zakończenie coś miłego i pozytywnego.
Ogrzyka nowe osiągnięcia – chwyta rączkami przedmioty i podaje sobie z ręki do ręki, bardzo ładnie trzyma główkę przy podnoszeniu i trzymaniu pod paszki, śmieje się chętnie, często i głośno (!!), jest bardzo bystry i kontaktowy, chętnie reaguje na zaczepki, na brzuszku próbuje pełzać do zabawki, już nie tylko budzi się w poprzek łóżeczka, ale zdarza się, że budzi się z nogami tam, gdzie wieczorem była główka (jak on to robi?), potrafi zająć się sam sobą dłuższą chwilę, a jego ulubione zabawki to karuzelka (tak szarpie zabawki, że chyba niedługo ją złamie), jasiek i pielucha tetrowa (kładzie je sobie na twarzy, rączki rozkłada na boki i wydaje śmieszne dźwięki, albo trzyma je sobie przed twarzą i coś do nich gada, że o gryzieniu/ślinieniu nie wspomnę), śledzi wzrokiem i bardzo się przygląda kocie. Myślę, że jej spokojne dni są już policzone hihi. Niech tylko zacznie się sam przemieszczać - będzie się działo! Wydaje nowe dźwięki – eeń, nienie, ej, emm, ańń. A kiedy „mówi”, tak śmiesznie się rozkręca, podnosi głos i gestykuluje uderzając dłonią w brzuszek albo w udo. Komedia!
I tym optymistycznym akcentem …

15 lip 2010

Gorąc!

Ukrop, wrzątek i skwar leją się z nieba.
Jednym słowem lato! ;-))
Zazdroszczę tym, którzy teraz na wakacjach siedzą sobie. Na ten przykład w lesie głębokim albo lepiej nad morzem! Mmmm! Piasek, słońce, wiaterek, mewy (pod warunkiem, że nie zaszyły się gdzieś w cieniu te mewy czekając na koniec upałów)…
A tym czasem w ogrzym raju, a konkretnie w pokoju Młodego (i zupełnie przypadkowo jednocześnie naszej sypialni) temperatura 29,5 !! :-((
To nie jest temperatura do spania!!!
To jest temperatura do skwierczenia!
I obracania się z boczku na boczek.
Jak w pewnej reklamie Tesco!
Jak w gorącej Italii nieomalże! Tyle, że bez klimy.
Ogrzyk przed snem robi nam dzikie awantury, bo nie może zasnąć! I wcale mu się nie dziwię! Też chce mi się wyć kiedy idziemy się tam położyć koło północy… a tu temperatura b.z. (bez zmian!) No, może pół stopnia mniej... Biedaczek krzyczy swoje „leee” (co w słowniku Ogrzyka oznacza „jeść”, a także „spać”), nieprzytomny ze zmęczenia stęka rzucając się po łóżeczku. Na szczęście jak już zaśnie – śpi spokojnie i nieprzerwanie do rana!
Spacery nie mają najmniejszego sensu więc siedzimy w domu. :-(

W ramach odpoczynku od upału byliśmy w sobotę u znajomych na działce.
Było cudownie do godziny13-ej. Siedzieliśmy pod drzewkiem, w miłym cieniu, Ogrzyk leżakował podparty na poduszce, a potem odbył małą drzemkę w wózku. Koleżanka odradziła spacer do lasu ze względu na komary i muchy końskie… Niestety u nich na podwórku te paskudztwa też nas znalazły. A po 13-ej przestało być miło. Temperatura wzrosła, coraz trudniej było o cień, Mały marudził, jego mama pociła się z siłą wodospadu i stękała, żeby już wracać … tylko Szreku był zadowolony raczony zimnymi drinkami przez znajomego. ;-)
W końcu uciekliśmy, a Młody po przyspieszonej kąpieli i butli oraz krótkiej walce w łózeczku – padł!

Wczoraj zaliczyliśmy ważenie, mierzenie i trzecie szczepienie Ogrzyka.
Waga – 7100, wzrost 63,5!
Szczepienie Młody zniósł dzielnie i nawet nie płakał za dużo. Może to dlatego, że tym razem Szreku był przy nim (ja rozmawiałam z pediatrą), a przy tacie nie wypadało? ;-))
Jeszcze w lipcu spróbujemy poszerzyć dietę. Zobaczymy jak nam pójdzie. Na razie Ogrzyk bardzo interesuje się naszym jedzeniem, przygląda się kiedy jemy z wielką uwagą, naśladuje odruch gryzienia więc może będzie mu smakowało coś innego niż mleczko?

Coraz częściej słyszę od różnych osób, że mój Ogrzyk jest gruby.
Oczywiście jest to nieudolnie zawoalowane, zastępowane słowami: „dobrze wygląda”, „nooo, niczego mu nie brakuje!”, „ależ jest wielki” czy „widać, że ma apetyt”.
Ale szczytem szczytów była obca kobita, która stała za mną w kolejce. Nie dość, że zaglądała mi do wózka (nie znoszę jak mi obce, stare baby zaglądają do wózka, komentują Młodego i dają dobre rady!) to jeszcze stwierdziła – „ależ grubasek! Widać, że mama nie odmawia mu jedzenia!” I tylko dlatego, że było mi za gorąco i nie chciałam tracić energii na wściekłość, kobita nie usłyszała ode mnie „wyp….!” Ale kolejna stara "znawczyni" i komentatorka uliczna usłyszy to ode mnie! No, usłyszy i już!
Z tego wszystkiego spytałam pediatrę czy Ogrzyk nie przybiera zbyt szybko. Okazało się, że nie! Nie przekarmiam go, je prawie książkowo i tylko dlatego, że dzisiaj w modzie jest anoreksja (i widocznie dotyczy to także niemowlaków) nie pozwolę, żeby się różni tacy dopieprzali. Oo!!
A poza tym to w końcu ogr! Widział kto kiedy CHUDEGO ogra? Bo ja nie! ;-)) Poza tym, że dla mnie Ogrzyk wygląda CUDNIE, jestem pewna, że gdy zacznie raczkować problem wałeczków zniknie.

Idę na balkon ostudzić rozgrzane ciało w 27-stopniowym „chłodzie” ;-))

8 lip 2010

Widoki

Szymek sobie zwyczajnie i niepostrzeżenie skończył 4 miesiące.
I już.
A dopiero co dwie kreski na teście ... tiaaa

CZAS!...
Ależ on jest Zapitalantus!!

A poniżej widoki (jedyne jak na razie) Młodego na spacerach!Uwielbia je!
Zwłaszcza w czasie popołudniowych spacerów po całodniowych upałach.
Opuszczamy "budkę" i wtedy Młody WIDZI coś innego niż sufit.
Ależ to radość, ależ podniecenie! Czego dowód poniżej ;-))
Drzewa!
Liście!





Szreku wziął kilka dni urlopu. Nigdzie nie wyjedziemy, bo/ponieważ ... :-(
Ale i tak Ogrzykowi nie przeszkadza ten fakt być najszczęśliwszym na świecie. Bo tata w domu i cały dzień zajmuje się swoim synkiem! Ach! I to jest najważniejsze.
Szreku uparł się na basen. Żeby z Ogrzykiem pojechać. Na zajęcia dla najmłodszych.
No i byliśmy dzisiaj.
Ogrzyk był NAJMŁODSZY! Z całej 5-osobowej grupy!
Najbardziej zachwycony był Papa Szrek. Najmniej Ogrza Mama ... co było do przewidzenia. Młody był skonfudowany/zestresowany/zaniepokojony ździebko ?
... Aależ oczywiście! Czeka nas dodatkowa wizyta! No, a jak?!


Dobranoc ;-)


... Ziędobry ;-))

1 lip 2010

Skrawki myśli chaotycznych

...

Upał.
Ciężko się myśli, a tym bardziej pisze, ale spróbuję ...

Moja matka rzuciła ostatnio hasło, które całkiem mnie rozwaliło.
Przychodzi codziennie do Ogrzyka, staje nad łóżeczkiem i „gada” z Nim (z Ogrzykiem, nie z łóżeczkiem). A potem słyszę jej głośne zachwyty i śmiechy. Choć już wcześniej przyznała się, że nie bardzo nas z bratem wychowywała, bo głównie robiła to babcia (na początku nie miała czasu bo praca, a potem wódka …), w końcu po kolejnej sesji i zachwytach nad wnukiem pękła i rzuciła hasło w stylu – „bo ja to wszystko straciłam, nie widziałam tego rozwoju, tych wszystkich postępów, ani Twoich ani Twojego brata, nie wiedziałam, że to takie cudne i niesamowite. Wiem, jestem głupia, że się tak zachwycam, ale sama nie miałam okazji przeżyć tego, zobaczyć jak to było u Was..”
A potem, tego samego dnia, dzwoni do mnie kierowniczka z pracy i po grzecznościowych pytaniach o synka, pyta kiedy kończy mi się macierzyński. Powiedziałam, że w lipcu. „No, i potem jeszcze urlop, tak?” A na moje szczere potwierdzenie, że ja chyba jednak spróbuję wychowawczego dopóki nas finanse nie zarżną – usłyszałam, że kobitka (ta wspaniała, co to na moje zastępstwo jest) wzięła bardzo długi urlop bezpłatny, a tu wakacje, czas urlopów, jedna z moich koleżanek zaraz idzie na miesiąc więc druga zostaje sama, a potem zamiana! No tak, czyli czytaj: rzucaj wszystko i wracaj do pracy, bo chcemy na urlop iść i nie zarzynać się pojedynczo w pracy… A taki ch.. wał! Nie ma! A ja mogłam sama zapitalać jak były na zwolnieniach, urlopach i sama nie wiem co tam jeszcze?! Mam wrócić szybciej do pracy, za 1200 na rękę, użerać się z ludźmi i być myślami przy synku tylko z powodu lojalności dla moich koleżanek?! Stracić te wszystkie ważne chwile, o których wspominała moja matka?! Wqrw mnie chwycił okrutny, bo każda jakoś swoje dzieci odchowała, sama albo z pomocą babć, a ja mam na ochotnika wszystkiego się pozbawić w imię czego? Dla kogo i PO CO? A nie pomyślały, że jak oddam Małego do żłobka to się dopiero zaczną zwolnienia i choroby??
Eee tam, koniec bo za gorąco na takie podniety. :-((
A zostając przy temacie pracy …
Byłam w tym tygodniu u Dyrki i zasygnalizowałam moje plany. I na dzień dobry dowiedziałam się, że „nie może mi obiecać, że wrócę tam, gdzie pracowałam przed ciążą!” No prosisz!! Tym bardziej nie będę się spieszyć z powrotem, bo po co?! Tylko dramatyczny kryzys finansowy naszego domowego budżetu zmusi mnie do szybszego powrotu. Zwłaszcza, że ostatnio poobserwowałam matkę w różnych sytuacjach i doszłam do wniosku, że niestety, nie mogę jej zaufać… Nie nadaje się. Jest tak beztroska, żeby nie powiedzieć bezmyślna, że strach! Nie wiem czy będę mogła zostawić jej dziecko, no nie wiem…
Na szczęście, na razie nie muszę.
I koniec z tym tematem.

Ogrzyk jest cudny! Coraz fajniejszy. Gada, śmieje się w głos, umie coraz dłużej zająć się sam sobą (np. oglądając karuzelkę albo bawiąc się swoimi dłońmi), a my ze Szrekiem możemy zjeść razem śniadanie. Kiedy nie śpi i się niecierpliwi zabieramy go do kuchni, sadzamy w leżaczku i może nas Młody obserwować przy jedzeniu. A bardzo go to interesuje, bardzo! Gada do nas wtedy, włącza się do rozmowy i bacznie obserwuje co robimy. I najważniejsze – sam się usypia! Nie wierzyłam, ale okazało się, że tak jest! Szreku przy usypianiu głaskał Ogrzyka po czole, między brwiami. Tak mu się to spodobało, że teraz kiedy Małemu chce się spać, albo jest po wieczornej butli – kładzie paluszki na czole, naśladuje ruchy Szreka i … usypia się sam. A my jesteśmy dumni i wniebowzięci bo mamy więcej wieczoru dla siebie. No i przesypia od wieczornej kąpieli (19-20) do rana (4-5). Nie będę już więcej wyliczać Jego umiejętności, bo jest ich wiele. Ważne, że jest coraz lepiej! Da się żyć. Jest coraz bardziej czytelny i takie też są jego komunikaty wysyłane do nas. Coraz łatwiej zrozumieć o co mu chodzi, czego chce lub co nie pasuje mojemu nerwusowi.
A kiedy się do mnie śmieje albo po swojemu gada – nic innego nie ma znaczenia.
Roztapiam się. :-))
Czego chcieć więcej?
Zdrowia!
Bo do kasy szczęścia ze Szrekiem nie mamy … :-/
Aaaa! No i teraz jest czas dla mnie!
Zaczynam czytać - uwaga! - książki nie mające w tytule słów: „poradnik”, „niemowlęta”, „dziecko”, „pierwszy rok życia” i tego typu…
Rzuciłam się na książkę Łukjanienko i równolegle na czasopisma Pani i Film.
Wolno mi idzie (wyszłam z wprawy? hi hi) – po kilka stron dziennie, kiedy Młody ma drzemki, ale to zawsze coś!
A plany mam baardzo ambitne w dziedzinie: „Co dzisiaj zrobiłaś dla siebie?”
Zwłaszcza, że Szreku ma urlop w przyszłym tygodniu!
Lista jest długa. ;-)))
Ale o tym następnym razem.
Dobranoc.
Może uda się przeczytać kilka stron powieści albo obejrzeć trochę obrazków w czasopiśmie zanim zasnę.